Aghata Christie

„Pora przypływu”
…”Charakter ludzki, mon cher, nie trwa w bezruchu. Może umacniać się. Może słabnąć. Jakim człowiek jest naprawdę, ujawnia dopiero próba, to znaczy moment, kiedy musi stanąć na własnych nogach albo upaść…”
…”Przebieg wydarzeń w świecie ducha jest na pozór nieobliczalny -powiedziała – ale ja czuję, panie Poirot, że wszystko ma swój cel. Nie sądzi pan, że tak się dzieje w życiu? Że wszystko ma swój cel? – Nie wątpię, madame. (…) Nawet w tym, że obecnie siedzę w pani salonie, musi być cel…”
„Boże Narodzenie Herkulesa Poirot”
…”- Ach ci Brytyjczycy! Co za sentymentalny naród? (…) – Czy to źle, że tacy jesteśmy? Że lubimy tradycję i dawne zwyczaje? Cóż to panu szkodzi? – Wcale mi nie szkodzi. Przeciwnie, uważam, że to pełne uroku. Niech pan weźmie jednak pod uwagę fakty. Powiedział pan, że podczas świąt ludzie winni się radować. Oznacza to również, że mnóstwo się wówczas je i pije. A nadmiar jadła oznacza przejedzenie. A po przejedzeniu ma się niestrawność! A wraz z niestrawnością zjawia się rozdrażnienie! (…) Święta to czas wzajemnej życzliwości i przebaczenia. Wedle pańskich słów wtedy wręcz wypada tak postępować. Idą w niepamięć dawne spory, skłóceni godzą się kolejny raz, nawet jeśli jest to tylko zgoda chwilowa. (…) Weźmy teraz rodziny. Rozłączone przez cały rok, gromadzą się ponownie. A wtedy, mon ami, powstaje, jak należy przypuszczać, wiele napięć. Ludzie, którzy wcale nie są przyjacielsko nastawieni zmuszają się do okazywania pozorów przyjaźni. Podczas świąt mamy zatem do czynienia z mnóstwem hipokryzji. Rzecz jasna, pojawia się ona ze wzniosłych powodów, ale zawsze pozostaje hipokryzją…”
„Trzynaście zagadek”
…” Wydaje mi się, że wielu ludzi nie jest ani dobrych, ani złych, ale cóż, po prostu bardzo głupich…”
…”Powiem teraz coś, z czego wy, młodzi, będziecie się zapewne śmiać. Otóż gdy mam jakiś poważny problem, zawsze odmawiam krótką modlitwę i to niezależnie od miejsca w którym się w danej chwili znajduję. Może to być ulica czy targ – i zawsze znajduję wyjście z impasu, choć nieraz mogłoby się wydawać, że moje nagłe skojarzenia nie mają żadnego związku. Pamiętam, że jako mała dziewczynka miałam nad łóżkiem wyhaftowaną sentencję „Proś a będzie ci dane” (…) Palec Boży jest wszędzie…”
…”Widzi pan, inspektor jest naprawdę inteligentnym człowiekiem, ale inteligencja jest czasem najbardziej niebezpieczna. Nie prowadzi zwykle za daleko…”
„Morderstwo w zaułku”
…”Ale w rzeczywistości nie istnieje coś takiego jak śmierć. Wie pan, w istocie istnieje tylko przemiana. (…) – Oczywiście, pan nie wierzy! Tak niewielu wierzy. Dla mnie świat ducha jest tak samo realny jak ten tu…”
…”Gervase, ma się rozumieć, był bardzo dziwnym człowiekiem, bardzo niezwykłym człowiekiem. Był zupełnie niepodobny do innych. Był jednym z Wielkich, którzy powtórnie się narodzili. (…) Było mu ciężko przystosować się do głupich wzorów banalnego, pospolitego świata. (…) Udajemy, że życie to poważna sprawa….. A tymczasem życie jest tylko wielką iluzją…”
…”- Są siły, które nami kierują… Pan tego nie może rozumieć. Pan porusza się tylko w wymiarach świata materialnego…”
„Przeznaczenie” (Nemezis)
…” A ja, spędziwszy niemal całe życie wśród młodych ludzi, uważam, że każde życie to tylko krótki moment wieczności. Jak powiedział T.S. Eliot: Życie róży i życie drzewa cisowego – to ten sam czas. (…) Długie czy krótkie życie jest skończonym doświadczeniem…”
…”Jak bardzo cierpię, kiedy podczas mojej pracy muszę wysłuchiwać ludzi żalących się na społeczeństwo, zwalających wszystko na przeszłość. Gdyby ludzie wiedzieli, ile osób przeszło przez życie pełne okrucieństwa i tak zwane, złe środowisko i mimo wszystko, nie poddali się jego wpływowi, nie tak łatwo przyjmowaliby ten punkt widzenia. Należy współczuć tym nieprzystosowanym, tak jak współczuje się epileptykowi…”
…” Miłość może stać się jednym z najgorszych narzędzi szatana. (…) Jadowite zło jest jak rak, jak złośliwy guz powoduje cierpienie…”
„Pięć małych świnek”
…” Ja – rzekł Poirot – prowadzę życie niesłychanie moralne. Ale to nie jest równoznaczne z posiadaniem zasad moralnych…”
„Dwanaście prac Herkulesa”
…”Jakże głupi są ci, którzy zbaczają z prostej drogi. Czyste sumienie – oto, czego w życiu potrzeba. Wtedy wszystkim można stawić czoła, a każdego kto ci wchodzi w paradę, wysłać do diabła…”
…” On potrzebuje waszych modlitw – rzekł detektyw łagodnie
– Czyżby był nieszczęśliwy?
– Tak bardzo nieszczęśliwy, że zapomniał, czym jest szczęście.
Jest tak nieszczęśliwy, że sam o tym nie wie.
– Ach, bogaty….”
„Noc i ciemność”
…”Jak trochę pojeździć z takimi klientami, człowiek dochodzi do wniosku, że forsa wszystkiego nie załatwia. Bo co forsa pomoże na to, że zaczyna ci nawalać serce, że trzeba w kółko zażywać niezliczone ilości pigułek, że tracisz nerwy w hotelach z powodu obsługi i kuchni. Większość znanych mi bogatych ludzi była raczej nieszczęśliwa. Bogacze też mają swoje kłopoty. Jak tak posłuchać ich rozmów we własnym gronie, to gadają tylko o kłopotach. Połowę z nich te kłopoty zabijają…”
… „Dla radowania się i bólu
Człowiek urodził się na ziemi.
Jeśli to rozumiemy dobrze,
Bezpiecznie przez ten świat idziemy.
Każdego ranka, każdej nocy
Dla męki ktoś na świat przychodzi.
Każdego ranka, każdej nocy
Dla szczęśliwości ktoś się rodzi.
Jedni się rodzą dla radości,
Inni dla nocy i ciemności.”
William Blake „Wróżby niewinności” przeł. Zygmunt Kubiak
…” Byliśmy ze sobą bardzo szczęśliwi. Tak, bardzo szczęśliwi. Gdybym to wtedy wiedział… Miałem szansę…. Może każdy ma w życiu szansę…Ja …odwróciłem się do niej plecami. (…) „U mojego początku jest mój kres…” – tak mówią. Ale co to właściwie znaczy?”
„Kot wśród gołębi”
…”Myślę, że każdy ma jakieś pomysły – (…)- Przypuszczam, że w większości są fantastyczne i całkowicie błędne. Oczywiście trzeba podjąć ryzyko. Trzeba te pomysły wypróbować. Muszę zdobywać doświadczenie… Okropne, jeśli nie potrafi się korzystać ze zdobyczy innych ludzi.
– Niekoniecznie (…)
– W życiu musi się popełniać własne błędy…”
…”Zawsze warto zaryzykować, prawda? (…)
– Oczywiście jeżeli pragnienie jest wystarczająco silne…”
…”Siedź sobie, wypoczywaj i nie zwracaj uwagi na małe sprzeczki. Życie byłoby bardzo nudne, gdybyśmy się zgadzali na każdy temat…”
„Detektywi w służbie miłości”
…”…”Nikt nigdy nie jest całkiem pewny swego celu, prawda? (…) Zawsze pobudza mnie pan do myślenia i do działania.
– Ja… pobudzam pana do działania? Bardzo się pan myli. Zawsze pan wiedział, co i dlaczego chce pan zrobić, i dobrze zdawał pan sobie sprawę z tego, że jest to konieczne.
– Doznaję tego uczucia tylko wtedy, kiedy jest pan obok mnie.
– Och, nie – zaprzeczył łagodnie – Nie mam z tym nic wspólnego. Ja jedynie … jak niejednokrotnie panu mówiłem ….jedynie tędy przechodzę. To wszystko…”
„Godzina zero”
…”Dlaczego nie miałbym się zabić, jeżeli mam na to ochotę? (…)
– Bo tak nie można – odpowiedziała poważnie.
– Dlaczego nie można? (…)
– No , to znaczy…samobójstwo to grzech. Trzeba nieść swój krzyż, czy się chce, czy nie.
– Niby dlaczego?
– No, bo są jeszcze inni ludzie, o których trzeba pamiętać.
– To mnie nie dotyczy. Nie ma żywej duszy, którą by obchodziło, co się ze mną stanie. (…)
– No i po co żyć? To było najprostsze i najmniej kłopotliwe rozwiązanie. Moje życie ani mnie, ani nikomu na nic się nie zda.
– Nigdy nie wiadomo – powiedziała.
(…)
– W każdym razie miałem prawo zrobić ze swoim własnym życiem to, na co miałem ochotę.
– Nie, nie miał pan.
– Dlaczego, (…) powiedz, dlaczego? (…)
– Nie rozumie pan? Bóg może pana potrzebować. Zaskoczony znów wlepił w nią wzrok. Nie miał zamiaru siać zwątpienia w tej wierzącej duszyczce. Spytał z lekka ironicznie:
– Żebym pewnego dnia powstrzymał konia, który poniósł i uratował od śmierci złotowłose dziecię, o to chodzi?
Potrząsnęła głową (…). rzekła:
– Gdzieś może wystarczyć sama pana obecność, nawet nie jakieś czyny, po prostu obecność w określonym miejscu i określonym czasie (…) …sama pana obecność, pan może nawet nie zdawać sobie sprawy, że coś ważnego się dzieje…”
…”Uważam, że nie warto wracać do przeszłości. To jałowe rozważania: „szkoda, że to czy tamto się wydarzyło”. Było, minęło. Po co do tego wracać? Każdy musi przeżywać swoje życie teraz, w teraźniejszości…”
„Niedziela na wsi”
…”Chora rozpromieniła się. Doktor Christow jest wspaniały! Zawsze zainteresowany, zatroskany. Sama rozmowa z nim przywraca człowiekowi siły. John Christow przysunął sobie jakąś kartkę i zaczął pisać. Trzeba będzie dać jej środek przeczyszczający. Ten nowy, amerykański, ładnie opakowany w celofan; tabletki mają ciekawy i niezwykły łososiowy kolor. Lek jest bardzo drogi i trudno go dostać; nie każda apteka ma go na składzie. Pewnie trzeba będzie pojechać aż na Wardour Street. To jej dobrze zrobi. Postawi ją na nogi. Miesiąc, czy dwa będzie spokój. Potem trzeba będzie wymyślić coś nowego…”
…”Cieszyła się życiem (…) Przyjemność sprawiało jej samo życie, nie jego warunki. Czerpała radość z samego faktu istnienia. Ciekawa rzecz; nie da się tego wyjaśnić…”
…”Ktoś kiedyś powiedział: „Ci zamożni pacjenci, wyszukujący u siebie najróżniejsze choroby, muszą być bardzo męczący. Pewnie przyjemniej jest zajmować się biedakami, którzy idą do lekarza tylko wówczas, gdy rzeczywiście coś im dolega” Uśmiechnął się pod nosem. To śmieszne, jak niektórzy idealizują Biedaków przez wielkie B. Chętnie pokazałbym im starą panią Pearstock, leczącą się w pięciu szpitalach jednocześnie, co tydzień wynoszącą od lekarzy po kilka butelek lekarstw: płyn na kręgosłup, syrop na kaszel, środki przeczyszczające, lekarstwa na poprawienie trawienia. „Czternaście lat brałam to brązowe lekarstwo, doktorze, i pomagało mi. Ale w zeszłym tygodniu ten młody doktor przepisał mi białe lekarstwo. Jest do niczego! Mam rację, prawda, doktorze? Mówiłam, że biorę to brązowe lekarstwo od czternastu lat i muszę mieć parafinę w płynie i te brązowe tabletki…..” Miał wrażenie, że słyszy jękliwy głos staruszki. Jest w doskonałej formie, zdrowa jak rydz, nawet lekarstwa przyjmowane latami jej nie zaszkodziły…”
„Dlaczego nie Evans”
…”Biedny stary, pomyślał, będzie się miotał po schodach z góry na dół i z dołu do góry, nie mogąc się zdecydować, czy rozpoczynać mszę, czy nie. Tak się nabuzuje, że zacznie go boleć brzuch i skończy się na tym, że kolacja go ominie. Nie wpadnie mu do głowy prosta, rozsądna myśl, że nie zawiódłbym go bez naprawdę ważnego powodu. Ci po pięćdziesiątce nie mają za grosz rozsądku: potrafią się zamartwiać na śmierć zupełnymi głupstwami. Pewnie tak ich idiotycznie wychowano, nic już nie mogą na to poradzić…” (…) Pan Jones ze swojej strony postrzegał rzecz dokładnie odwrotnie. Uważał, że młode pokolenie nie rozumie ani nie docenia jego poświęceń. Jak widać na tym przykładzie, poglądy na ten sam temat mogą się różnić diametralnie…”
„Samotny Dom”
…”- W starych domach (…) często jest atmosfera tajemniczości, zła.
– Tak, tak (…) dużo zła. Dużo złych myśli i złych czynów. Pełno tego w tym domu. Ściany przesiąkły złem, nie można go z nich wydobyć, wyczyścić. Unosi się w powietrzu…”
…”- Prawda zostanie panu objawiona (…)
– Zło nie może pozostać bezkarne.
– Tak jest, zło nie pozostaje bezkarne, ale kara jest często niewidoczna dla ludzi…”
„Dziesięciu Murzynków”
…” Łatwiej uwierzyć w kłamstwo niż w prawdę…”
„Dopóki starczy światła”
…”Nie pojmujemy do końca, czym jest pociąg do butelki. Ale przecież mamy własne pokusy, co powinno nam pomóc w zrozumieniu cudzych. (…)
– Niektórzy mają to szczęście, że nigdy nie są wodzeni na pokuszenie – powiedział łagodnie – Ale czasem i ich godzina nadchodzi. Strzeżmy się i módlmy – zakończył…”
…”Jeśli pan doktor każe, to damy jej do posiłków tępe noże, ale myślę, że nie zachodzi najmniejsza obawa, aby usiłowała popełnić samobójstwo. To nie ten typ. Jest zbyt skoncentrowana na sobie. Dziwne, ale właśnie tacy ludzie najczęściej znajdują się na krawędzi obłędu…”
…” – Po cóż jeszcze innego żyć? Czy to nie wystarczy? Miłość… szczęście… sukces… miłość…. Mur otaczał go coraz ciaśniej, owijała go zasłona jak z jedwabnej piany, przyduszała go trochę, ale była taka miękka, taka miła. Płynęli razem w krystalicznej wodzie ku krystalicznemu oceanowi. Mur był już bardzo wysoki, zasłaniał sobą wszystko – wszystko, co niebezpieczne, groźne, bolesne. Unosząc się na krystalicznym morzu trzymali w dłoniach złote jabłko…”
…”Co zyskuje człowiek, jeżeli zdobędzie cały świat, a straci duszę?” – pytano wszystkich razem i każdego z osobna. Ona z przyjemnością uświadomiwszy sobie, że owo pytanie nie ma z nią nic wspólnego, odwróciła się…”
„Zło które żyje pod słońcem”
…”- Zaciekawiło mnie, coś co powiedział pan przed chwilą. Powiedział pan, że wszędzie pod słońcem kryje się zło. (…) Ucieszyły mnie pańskie słowa. W naszych czasach nikt nie wierzy w zło. Uznawane jest co najwyżej za przeciwieństwo dobra. Zło, powiadają ludzie, czynione jest przez tych, którzy nie znają niczego lepszego… przez niedorozwiniętych… nad którymi należy raczej litować się, niż ich winić. Lecz (…), zło jest prawdziwe! Jest faktem! Wierzę w zło, tak jak wierzę w dobro. Ono istnieje! Jest potężne! I wędruje przez świat…”
…” Obecność osoby, którą się nienawidzi, niszczy wszelką radość…”
…”Kobieta może być pomocą i natchnieniem w życiu mężczyzny…ale może stać się przyczyną jego upadku. Może ściągnąć mężczyznę do poziomu zwierzęcia…”
„Tragedia w trzech aktach”
…”To był bardzo dobry człowiek. Przygotowywał mnie do konfirmacji. To wielka bzdura, ale on był cudowny. Widzi pan, ja naprawdę wierzę w chrześcijaństwo. Chociaż inaczej niż moja matka, nie uznaję modlitewników, porannych nabożeństw, wierzę rozumnie, w zjawisko historyczne. Kościół jest zaskorupiały w tradycji Pawłowej.
– Prawdę powiedziawszy Kościół jest okropny, ale chrześcijaństwo jest w porządku. (..) Babbingtonowie to prawdziwi chrześcijanie. Nie wścibiali nigdy nosa w cudze sprawy, nie potępiali. Dobrzy, życzliwi ludzie…”
…” W sercu pustyni czy wśród tłumu, co za różnica? Człowiek w swojej istocie jest wszędzie samotny…”
…”- Zawsze mi go było żal. Nawet teraz. Jestem przekonana, że ten jego zarozumiały sposób bycia to w dużej mierze poza.
– Nic w tym dziwnego. (…) – To zjawisko powszechne. Zawsze, kiedy spotykam kogoś, kto wynosi się nad innych, wiem, że mam do czynienia z człowiekiem z kompleksem niższości (…) Ten kompleks leży u podłoża wielu zbrodni. Pragnienie potwierdzenia własnej osobowości…”
…”Żaden instynkt nie chroni dziewcząt przed pewnym typem mężczyzny. Po prostu go nie mają. Rodzice, tak, przestrzegają je, zawsze nadaremnie, one nie wierzą. To straszne, ale wydaje mi się, że jak magnes lgną do mężczyzn, którzy mają złą reputację. Wydaje im się, że miłość zmieni ich wybrańców. (…)
– Człowiek wie tak mało. Kiedy wie więcej, jest już za późno…”
…”Ludzie rzadko kiedy potrafią dopatrzeć się siebie. (…)
– A więc pani uważa, że wszyscy mamy wygórowane wyobrażenia o sobie i nie widzimy brutalnej prawdy…”
„Entliczek Pentliczek”
…” – Valerie, czy sądzisz, że mogłabyś mi udzielić rady?
– Oczywiście, mogę udzielić ci rady, Jean, chociaż doprawdy nie wiem, po co ludzie w ogóle proszą o rady. I tak nigdy ich nie słuchają…”
„Tajemnica rezydencji „Chimneys” „
…” – (…) powiem pani taką rzecz: na ogół zawsze jest lepiej mówić prawdę. Jedno kłamstwo pociąga za sobą stek kłamstw, a trwanie w ciągłym kłamstwie jest potwornie nudne…”
„Tajemnica bladego konia”
…” – Wszystko zależy od tego, czego się chce od życia. (…) Tak wielu ludzi robi pieniądze nie mając pojęcia, na co je przeznaczyć! W ten sposób człowiek wikła się w coś, co można nazwać maszyną do robienia pieniędzy. Wychodzą do biura wcześnie i wracają późno; nigdy nie przerywają pracy dla przyjemności. I co mają z tego? Większe samochody, obszerniejsze domy, bardziej kosztowne kochanki i żony i – powiedzmy to sobie – większy ból głowy. (…)
– Po prostu posiadanie pieniędzy jest początkiem i końcem wszystkiego dla większości bogatych ludzi. Inwestują je z powrotem w coraz większe przedsiębiorstwa i robią jeszcze więcej pieniędzy. Ale po co? Czy kiedykolwiek zatrzymają się, żeby spytać siebie po co? Nie wiedzą tego…”
„Mężczyzna w brązowym garniturze”
…”To doprawdy dobra lekcja, uświadomić sobie od czasu do czasu, że jest się idiotką. Ale większość z nas tego nie lubi…”
„Morderstwo na plebanii”
…” – Ostatecznie życie wszędzie jest takie samo. (…)
– Człowiek się rodzi, dorasta, styka się z innymi ludźmi, którzy potrącają go i popychają, potem małżeństwo i znów dzieci…
– A w końcu śmierć (…) – I to nie zawsze śmierć fizyczna. Czasem bywa to śmierć za życia…”
…” Zetknięcie z brudem zostawia plamy…”
…”Młodzi myślą, że starzy są głupi, ale starzy wiedzą, że młodzi są głupi…”
„Hotel Bertram”
…”W krótkich przerwach pan Humfries ukazywał się na horyzoncie jak słońce i łechtał czyjąś próżność swoim osobistym zainteresowaniem…”
…”Zdałam sobie sprawę, że nie wraca się nigdy, że nie należy tego nawet próbować, że istotą życia jest postęp. Życie jest naprawdę Drogą w Jedną Stronę…”
„Podróż w nieznane”
…”Była tu! Uciekła od mgły, zimna i ciemności Londynu. Zostawiłą za sobą rozpacz, rozterki i cierpienie. Tutaj pulsowało wokół niej życie, otaczały ją żywe kolory, świeciło słońce. (…) To wszystko wyglądało właśnie tak, jak myślała. Hilary odwróciła się zwolna od okna i usiadła na łóżku. Uciekać, uciekać! Te słowa jak refren nieprzerwanie rozbrzmiewały w jej mózgu od chwili opuszczenia Anglii. Uciekać. Uciekać. Ale teraz wiedziała, porażona nagle straszliwą pewnością, że ucieczki nie było. Wszystko wyglądało tak samo jak w Londynie. Usiłowała uciec od Hilary Craven, a tymczasem Hilary Craven byłą tą samą osobą zarówno w Maroku, jak w Londynie. Powiedziała do siebie cicho:
– Jakże głupia byłam, jakże głupia jestem. Dlaczego myślałam, że poczuję się inaczej z dala od Londynu? (…) Musi zmierzyć się z rzeczywistością. (..) Trzeba było podróży do Maroka, żeby sobie to uświadomić. W Londynie miała dziwne uczucie, że jeśli tylko wyrwie się dokądkolwiek, to zostawi wszystko za sobą i rozpocznie życie od nowa. Dlatego postanowiła znaleźć miejsce, z którym nic wcześniej jej nie łączyło, miejsce zupełnie dla niej nowe, gdzie byłoby to, co kocha najbardziej: blask słońca, czyste powietrze, a także obcy ludzie i rzeczy. „Tam – mówiła – wszystko się zmieni”. Ale się nie zmieniło. Jest tak samo. Fakty są proste i nie można od nich uciec…”
…”Nie lubię się nad nikim użalać. Jest to wręcz obraźliwe. Zwykle użalamy się nad ludźmi, którzy sami litują się nad sobą, a litość nad sobą to jedna z największych barier w dzisiejszych czasach..”
„Śmierć na Nilu”
…”Ileż prawdy tkwi w powiedzeniu, iż człowiek musiał wymyślić pracę, by uniknąć przymusu myślenia…”
…”Oczywiście nie można odwrócić tego, co minęło i należy brać rzeczy takimi, jakimi są!. Jednak czasami madame, trzeba wziąć na siebie konsekwencje własnych czynów z przeszłości…”
…”- Miłość może być czasem przerażająca. – Dlatego też większość książek o miłości to tragedie…”
„Samotna wiosną” – Mary Westmacott
…” – Na koniec – (…) i ostatnia przestroga. Żadnego lenistwa umysłowego! Nie wydawaj powierzchownych sądów tylko dlatego, że tak jest najłatwiej i że to często oszczędza bólu! Życie jest nam dane po to, by je przeżyć, a nie, by je fałszować czy upiększać. I nie bądź z siebie zbytnio zadowolona! (…)
– Ponieważ, (…) pycha to twój mały grzeszek. (…) Myśl o innych, moja droga a nie jedynie o sobie. (…) Życie, powinno być nieustającym postępem, przeprawianiem się, niby po kamieniach rzuconych w poprzek rzeki, z brzegu naszych ślepych jaźni ku brzegowi rzeczy wyższych. I nie zapominaj, że istnieje coś takiego, jak ból i cierpienie. One przychodzą do wszystkich. Nawet sam Bóg nie był wolny od kaźni ziemskiego żywota. I tak jak on w ogrodach Getsemani poznał strach przed męką konania, tak ty zaznasz leków tego świata – a gdybyś ich nie zaznała, (…) znaczyłoby to, że twoja ścieżka prowadzi daleko od gościńca prawdy…”
…”Przypomniała jej się pewna scena, jak to kilku Arabów, sześciu, może siedmiu, próbując odgrzebać z piasku starego, zdezelowanego forda, pchało go i ciągnęło każdy w inną stronę. William (…) powiedział wówczas, że choć mają dobre intencje, ich zabiegi są daremne. A jednak oni wierzyli, że doprowadzą całą rzecz do pomyślnego końca, albowiem „Allah jest miłosierny”. Allah, pomyślał wówczas, nie ma tu nic do rzeczy, bo poza cudem nic nie jest w stanie wygrzebać samochodu z piasku, tak długo, jak długo będzie się go ciągnąć w przeciwnych kierunkach! A jednak dziwne – tamci Arabowie sprawiali wrażenie absolutnie szczęśliwych i zadowolonych z siebie. Ich „in sza Allah”, jeśli Bóg zechce, zdawało się zastępować wszelkie rozsądne działania, takie, jakie każdy, zdrowo myślący człowiek zwykł podejmować dla osiągnięcia swego celu. Nie, jej takie postępowanie nie wydawało się słuszne. Człowiek powinien zawsze myśleć i planować…”
…” Muszę uciec od tego wszystkiego… Właściwie – co to znaczy „uciec od tego wszystkiego”? Nagle znów znalazł się przy niej duch panny Gilbey i przemówił nakazującym tonem: „Zdyscyplinuj swoje myśli, Joan. Dokładniej przekładaj je na słowa. Powiedz sobie wreszcie, czym jest to, od czego wciąż uciekasz” Ale ona tego nie wiedziała. Naprawdę nie wiedziała. Tak, coś za nią szło. Jakiś lęk… jakieś obawy… groźby…? Coś, co było wokół, wszędzie, co czekało, a wszystko, co ona mogła zrobić, to chować się, odwracać, nie zauważać… (…) Wszystko na nic. Ze mną na pewno dzieje się coś złego. Na pewno. (…) W każdym razie, powiedziała sobie stanowczo, nie ma ze mną nikogo. Jestem absolutnie sama. Co więcej – nawet nie muszę się obawiać, że kogoś spotkam. (…) Tutaj nic z tych rzeczy. Tutaj mogę spotkać jedną jedyną osobę, a tą osobą jest Joan Scudamore. Spotkać Joan Scudamore! Co za śmieszny pomysł. „Miło mi, że panią spotykam, pani Scudamore”. Doprawdy, całkiem interesujący pomysł… Spotkać siebie… Spotkać samą siebie… O Boże, przeraziła się… Przeraziła się potwornie… (…) … Boję się… … O Boże, jakże ja się boję …. … Niechby ktoś tu był. Niechby był ze mną … (…) To było to … to była myśl, która prześladowała ją od dłuższego czasu, to było to, o czym prawdziwa Joan Scudamore wiedziała. Zawsze wiedziała… Jaszczurki wyskakujące ze swoich norek… Prawda … Małe kawałeczki prawdy wyskakujące z zakamarków jej umysłu jak jaszczurki ze swoich norek z zawołaniem: „Oto jesteśmy. Znasz nas. Znasz nas całkiem dobrze. Nie udawaj, że nie znasz”. A ona znała je, i właśnie to było najgorsze. Znała je, kawałeczek po kawałeczku. Szczerzyły do niej zęby, śmiały się z niej. Wszystkie te małe kawałeczki i odłamki prawdy. Ukazywały się jej, od kiedy tu przyjechała. To do niej należało złożenie ich w jedną całość. Całą historia jej życia, prawdziwa historia Joan Scudamore. Czekała na nią tutaj… Nigdy przedtem nie interesowała się historią swojego życia. Łatwo jej przyszło wypełnić sobie życie niż nie znaczącymi błahostkami, tak by nie starczyło czasu na poznawanie samej siebie. Jak to Blanche powiedziała? „Ciekawa jestem, czy rozmyślając dzień za dniem wyłącznie o sobie, można by dowiedzieć się czegoś, czego się dotychczas o sobie nie wiedziało”. A ona na to, tak głupio i wyniośle: „Sądzisz, że tak?” (…) Jeśli się kocha kogoś, powinno się wszystko o nim wiedzieć. Jeśli się nie wie, to dlatego, że o wiele wygodniej wierzyć w rzeczy miłe, wierzyć w to, co chce się uważać za prawdę, a nie w to, co nią jest…”
…”Kochałam Rodneya a mimo to postępowałam tak, jak postępowałam. Gdybym go nienawidziła, to przynajmniej miałabym teraz wygodną wymówkę. Gdybym była wobec niego obojętna, to wszystko nie miałoby aż tak wielkiego znaczenia. Ale ja go kochałam, a mimo to odebrałam mu prawo, z którym się rodzi każdy człowiek, prawo do decydowania o własnym życiu. (…) Dlatego, że był łagodny, że nie walczył ze mną i nie zawojował mnie, tak niewiele zostało w nim mężczyzny…”
…”Blanche miała rację. – zostałam tam, gdzie byłam. Wciąż jestem tą samą dziewczyną, która wyszła z murów St. Anne. Wygodne życie, niechęć do myślenia, zadowolenie z samej siebie, lęk przed wszystkim, co mogłoby być bolesne…”
…”Nie czuła w sobie żadnego niepokoju, żadnego strachu, żadnej tęsknoty za jakimś zajęciem czy rozrywką. Jaszczurki już nie wyskakiwały ze swoich norek. Spotkała siebie i poznała siebie…”
…”Na nowo ogarnął ją żar uczucia, a równocześnie smutek, tęsknota za miłością, za przebaczeniem… To wszystko prawda, pomyślała, naprawdę zaczynam nowe życie … (…) Nie to nieprawda! Oczywiście, że nie. Sama wymyśliłam tę całą historię. (…) Przyłożyła rękę do czoła. Zdawało jej się, że w jej mózgu obraca się kalejdoskop. Miała kalejdoskop w dzieciństwie. Uwielbiała przyglądać się wirującym kolorowym szkiełkom, nim ułożyły się w jakiś wzór… Co też się ze mną dzieje? Tamten koszmarny zajazd i tamto dziwne uczucie, którego doświadczyłam na pustyni… Wyobraziłam sobie całe mnóstwo nieprzyjemnych rzeczy: że rodzone dzieci mnie nie lubią (…) I nawet ubolewałam nad tym, że swego czasu wybiłam Rodneyowi z głowy ten jego niesamowity pomysł z uprawianiem ziemi. Doprawdy, jedyne, co mogę teraz o sobie powiedzieć, to to, że zawsze kierowałam się rozsądkiem i że byłam przewidująca. Boże wielki, dlaczego jestem taka zakłopotana? Wszystko, o czym myślałam i w co uwierzyłam… te wszystkie nieprzyjemne rzeczy… Czy rzeczywiście były prawdziwe? A może nie były? Nie chcę, żeby były prawdziwe. Muszę postanowić… muszę postanowić… Co postanowić? Słońce, pomyślała, tamto słońce tak bardzo przypiekało. To właśnie ono przyprawiło mnie o halucynacje… Biegnie po pustyni … pada na dłonie i na kolana … modli się … Czy to wszystko było prawdziwe? Obłęd, uwierzenie w coś takiego to czysty obłęd. Jak to przyjemnie i bezpiecznie wrócić do domu (…) i doznać uczucia, że nigdy się nie wyjeżdżało, że wszystko jest takie, jak się zawsze myślało, że jest … I oczywiście wszystko jest takie. Takie samo. Kalejdoskop wciąż wiruje … wiruje …. Szkiełka układają się raz w jeden wzór, to znowu w drugi. (…) Który wzór? Który? Muszę dokonać wyboru. (…) To Rodney wraca. Który wzór? Który wzór? Prędzej! (…) Rodney Scudamore siedział w małym, niskim fotelu, podczas gdy jego żona nalewała do filiżanek herbatę (…) i pogodnie szczebiotała, jak to miło znaleźć się na powrót w domu i jak uroczo dojść do wniosku, że nic się nie zmieniło. (…) Rodney siedział, uśmiechał się i kiwał głową. Hałas, myślał, tyle hałasu. Tak wiele w nim sensu dla jednych, a żadnego dla innych. Myliłem się, ustalił ostatecznie, myliłem się, myśląc, zaraz po powrocie Joan, że coś się z nią stało. Nic się z nią nie stało. Jest taka sama jak zawsze. Wszystko jest takie samo jak zawsze. (…) Nie ma sensu ranić jej i rozczarowywać. Niech trwa szczęśliwa i bezpieczna w tym swoim jasnym, spokojnym świecie, który sama dla siebie stworzyła. (…) – Biedna mała Joan – powiedział czule. Spojrzała na niego zdziwiona. – Dlaczego biedna? A poza tym nie jestem mała. (…) Zbliżyła się do niego gwałtownie i niemal bez tchu powiedziała: – Nie jestem sama. Nie jestem sama. Mam ciebie. – Tak – zgodził się. – Masz mnie. Wiedział, że mówi nieprawdę. Zawsze byłaś sama, pomyślał, i zawsze będziesz. Lecz, daj Boże, żebyś się nigdy o tym nie dowiedziała…”
„Randez – vous ze śmiercią”
…”Zbyt wielka władza jest niedobra, zwłaszcza dla kobiety…”
…”Jak mówiłem, pani Boyton poświęciła się bez reszty dzieciom i kompletnie odcięła je od reszty świata (…). W rezultacie wszyscy wyrośli na (…) ludzi nerwowych, przewrażliwionych. Są nieufni, niezdolni do zawierania znajomości…”
…”Ostatnie zdanie nie wywarło na nim głębszego wrażenia. Nieraz słyszał je powtarzane przez ludzi rozmaitych narodowości, lecz wiedział, że żadnego kraju, żadnego osobnika niepodobna nazwać nieograniczenie wolnym. Rzecz w tym, że istnieją rozmaite odmiany i gatunki więzów…” Pani Boyton nie tyranizuje dlatego, że była strażniczką więzienną. Nic podobnego! Obrała ten zawód dlatego, że odpowiadało jej tyranizowane i przepalała ją żądza władzy. Nasza podświadomość kryje takie rzeczy – żądza władzy, sadyzm, nieokiełznane pragnienie zadawania ran w rozmaitym rozumieniu. Wszystko to tkwi w nas, droga koleżanko. Tłumimy te popędy. Staramy się ich nie ujawniać, ale czasami bywają silniejsze od nas…”
…”Ktoś, kto raz uległ żądzy władzy, okrucieństwu, sadystycznym popędom, nie zwykł oszczędzać nikogo, nawet najdroższych i najbliższych. (…) Wiem, że znakomita większość schorzeń psychicznych wynika z wybujałych ambicji, z pragnienia sukcesów, potęgi, władzy. Zaspokojenie takich ambicji wiedzie do apodyktycznej pewności siebie, tyrańskich skłonności, okrucieństwa, a w ostatecznym rezultacie do przesytu. A w przypadkach, gdy wygórowane pragnienia nie mogą być zaspokojone…Cóż? Odpowiedzi należy szukać w zakładach dla umysłowo chorych. Są one pełne tych, co nie byli w stanie znieść własnej przeciętności, braku znaczenia, niewoli, a więc odcięli się od realnego świata i raz na zawsze zatrzasnęli za sobą drzwi rzeczywistości…”
…”To niedobrze dostrzegać tylko lepsze, jaśniejsze strony życia. Pod zewnętrzną powłoką poprawnych, utartych obyczajów dnia powszedniego można znaleźć czasami rzeczy osobliwe, na przykład zamiłowanie do zwykłego okrucieństwa. Ale po dokonaniu takiego odkrycia trafia się zwykle na coś więcej, na niepohamowane, godne ubolewania pragnienie, aby wyróżniać się, zwracać na siebie uwagę. Ktoś, kto nie potrafi zaspokoić tych pragnień, poszukuje rozmaitych metod. Stara się, by inni uznawali jego osobowość, liczyli się z nią, a to prowadzi do perwersji w przeróżnych postaciach…”
„Morderstwa to nic trudnego” …”Podobno duchy są złośliwe. Ludzie uczciwi, postępujący zgodnie z prawem, rzadko nawiedzają świat, z którego odeszli…”
„Pasażer do Frankfurtu” …”Młodzież uwierzy we wszystko, jeśli potrafisz zręcznie podsunąć im, w co mają wierzyć..”
…”Tak łatwo jest rozpętać rewolucję. Młodzież zawsze się buntuje, to naturalne. Sprzeciwiają się temu, co stare, burzą to, co zastali, chcą budować nowe. Chcą zmienić oblicze świata. Ale nie zdają sobie sprawy, że są ślepi. Mają opaski na oczach. Nie widzą, gdzie prowadzi droga, na którą weszli. Jak to się skończy? Co jest przed nimi? I kto jest za nimi, kto podżega ich do buntu? (…) Wiesz jak to jest. Jeżeli chcesz, by osioł szedł razem z tobą, bierzesz do jednej ręki marchewkę, a w drugiej trzymasz kij…”
…” – Wizjonerzy i oszuści. Zawsze byli, w każdej epoce. Ludzie, którzy kazali innym wierzyć w swe posłannictwo, dla których ginęły tysiące…”
…”Szatan ma wiele postaci, ale wyróżnia się spośród tłumu swoją chęcią przewodzenia…”
…”Nauka dała światu wiele dobrych rzeczy, które w nieodpowiednich rękach obróciły się przeciwko ludzkości. Przykładów jest mnóstwo. Przeszczepy, które ratując ludzkie życie przedłużają jedynie agonię. Antybiotyki, które zwalczają choroby, lecz jednocześnie przyczyniają się do osłabienia naturalnych reakcji obronnych organizmu. Wreszcie energia atomowa, tragedia Hiroshimy, choroba popromienna. Trujące wyziewy z kominów fabrycznych. Nauka to potęga, lecz niewielu potrafi jej użyć właściwie…”
…”Ratujmy świat! Cóż za piękny frazes! Ci młodzi też chcą ratować świat. Myślą, że są w stanie to zrobić. Ale nie potrafią. Muszą sami odkryć właściwą drogę. Sztuczne rozwiązania nie uratują świata. Sztuczne dobro? Nie, panowie, to nie jest odpowiedź. To niczego nie rozwiąże, ponieważ jest wbrew naturze. Wbrew Bogu…”
„Brzemię” – Mary Westmacott …”Nikt nie zna całej prawdy o sobie…”
…”Niektórzy ludzie wiedzą od urodzenia, co jest dobre, a co złe, a niektórzy do końca życia nie potrafią odróżnić jednego od drugiego. To tak jak ze słuchem muzycznym…”
…”Pokaż mi kogoś, kto by wiedział, co jest mądre, a co nie? (…) Nie możesz urządzać życia innym. Albo Shirley ma rozum, albo go nie ma. Czas pokaże. (…) Przecież w tym całe twoje nieszczęście, Lauro, że wszystko traktujesz poważnie. (…) – A co pan powie o sobie? (…) Ale nawet mi się nie śni, bym przejmował się serio życiem innych. Choćby dlatego, że mam dla nich dużo szacunku. – Pan nic nie rozumie. Nie zniosłabym, gdyby Shirley pogmatwała sobie życie i była nieszczęśliwa. – Pleciesz bzdury – odparował szorstko pan Baldock. – Bo i jakie to ma znaczenie? Większość ludzi jest nieszczęśliwa, przynajmniej od czasu do czasu. Trzeba radzić sobie z nieszczęściem tak samo jak ze wszystkim innym. No i trzeba odwagi, aby zmierzyć się ze światem, odwagi i pogody ducha…”
…”Już ci kiedyś mówiłem, Lauro, że przykładasz zbyt duże znaczenie do szczęścia i nieszczęścia. – Nie potrafię zachować spokoju ducha, kiedy ona cierpi! Pan oczywiście podchodzi do wszystkiego ze stoickim spokojem. Pan nie przejmuje się Shirley. (…) Musisz się zmienić, jeśli zamierzasz iść przez życie właściwą drogą. Nie bierz na swoje barki cierpień całego świata; Jezus Chrystus zrobił to kiedyś za wszystkich. Nie możesz przeżyć za kogoś życia, nawet za Shirley. Pomagaj jej, dlaczego nie; ale nie przejmuj się za bardzo…”
…”los każdego człowieka jest wykreślony na podobieństwo kursu okrętu i że należy się go trzymać, tak jak to robi okręt, i że wszystko jest w porządku, dopóki się to robi. Ale ja czuję się jak okręt, który zupełnie niespodziewanie zszedł z właściwego kursu. A czuć się tak, to znaczy być zagubionym. Taki człowiek nie umie określić swojego położenia i jest zdany na łaskę morza i wiatru, i wcale nie jest wolny, wprost przeciwnie, jest w uścisku czegoś, czego nie potrafi objąć rozumem, jest uwikłany i spętany…”
…”Jak pan sądzi, czy szczęście wiele znaczy? – Bardzo trudno dać na takie pytanie jednoznaczną odpowiedź. Gdybym rzekł, że szczęście stanowi o życiu i śmierci człowieka i że jednocześnie w ogóle nic nie znaczy, pomyślałaby pani, że jestem szalony. (…) – Widzi pani, szczęście można porównać do miłości fizycznej. Jest bardzo ważna, choć z drugiej strony nic nie znaczy. (…) Szczęście, jak jedzenie, podtrzymuje życie, stymuluje je, jest także wielkim nauczycielem, ale nie stanowi celu samego w sobie i samo w sobie nie daje ostatecznej satysfakcji…”
…”Wszyscy uciekamy w świat fantazji, co pozwala nam łatwiej znosić życie…”
…”- Czy musi pan wciąż powtarzać to swoje „nie wiem”? – Przykro mi, lecz taka jest prawda. Prosi mnie pani o wyciąganie wniosków z czegoś, o czym nie mam pojęcia. (…) – Trzeba z pokorą poddać się losowi. No i trzeba mieć nadzieję. (…) – Dlaczego nie chce pan wyrazić swej opinii ot tak, po prostu? – (…) mógłbym wywrzeć na panią jakiś wpływ… Zdaje mi się, że pani łatwo poddaje się wpływom innych. (…) – Tak. Może właśnie w tym kryje się zło…”
…”Boga nie można zranić – powiedział spokojnie. – Nie. Ale Bóg może zranić człowieka. – Och, nie, moja droga. To my ranimy się nawzajem i ranimy samych siebie. – A z Boga robimy kozła ofiarnego, tak? – On zawsze nim był. To on niesie na swoich barkach pani brzemię, brzemię buntu, pani nienawiści i miłości…”
…”dlaczego tak bardzo lubię tego człowieka? Odpowiedzi nie należało szukać w uzdolnieniach Wildinga. Kryła się ona w człowieku jako takim. I nagle, (…) znalazł ją. Otóż przy całej swojej mądrości i przy wszystkich talentach, jakie posiadał, ten człowiek był omylny. Co więcej, potrafił, wciąż i wciąż, przyznawać się do popełnionych błędów. Należał do ludzi szczodrych i dobrotliwych, którzy niezmiennie doznają niepowodzenia, ponieważ nigdy nie są pewni własnych osądów. Osoby o takiej naturze nie są zdolne do jasnej, chłodnej, logicznej oceny ludzi i rzeczy; one się skłaniają do płynącej z głębi serca impulsywnej wiary, głównie w ludzi, wiary z góry skazanej na klęskę, ponieważ ta wiara bazuje na ogół na pobożnych życzeniach, a nie na faktach. Tak, ten mężczyzna był omylny, a tym samym był sympatyczny…”
…”- Można prowadzić rękę dziecka po kartce papieru, lecz przychodzi chwila, kiedy trzeba cofnąć pomocną dłoń, i wtedy okazuje się, że dziecko nadal nie umie pisać. Mało tego, ten kto śpieszy dziecku z pomocą, może tylko opóźnić proces nauczania…”
…”- A zatem czy trzeba spodziewać się po ludziach najgorszego? – zapytał przekornie – Nie, ale to najgorsze trzeba również brać pod uwagę. (…) – Chrystus powiedział Piotrowi, że nim kur zapieje, on się go trzy razy zaprze. Znał naturę Piotra lepiej niż on sam, lecz z powodu tej słabości wcale go mniej nie kochał…”
…”- Pani mąż ma w sobie za dużo litości. – Czy ktokolwiek może jej mieć za dużo? – Tak, a to powoduje, że taki człowiek nie jest zdolny do postrzegania rzeczy we właściwym wymiarze. A poza tym – dodał – litość równa się obrazie. – Co pan chce przez to powiedzieć? – Litość zawsze przypomina mi modły faryzeuszy: „Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie” – Czy nigdy i nikogo pan nie żałuje? – Ależ tak. Przecież nie jestem pozbawiony ludzkich uczuć. Lecz litości się boję. – Jakie zło mogłaby wyrządzić? – Mogłaby prowadzić do działania. – I co w tym złego? – Z działania mogłoby nie wyniknąć nic dobrego. – Dla pana? – Nie, nie dla mnie. Dla tego kogoś, nad kim bym się zlitował. – Zatem co może zrobić ktoś, komu żal drugiego człowieka? – Zostawić go tam, gdzie powinien być, to jest w rękach Boga. – To brzmi potwornie. To brzmi surowo. – Za to jest o wiele mniej niebezpieczne niż uleganie łatwemu współczuciu….”
…”Nie wiem, jakich rezultatów spodziewał się sam Bóg albo jak obfite plony dla niego zebrałem. Lecz proszę zrozumieć jedno (…); jeśli spośród tych wszystkich milionów, które przychodziły, aby mnie słuchać, Bóg chciał jednej, tylko jednej duszy, i wybrał takie, a nie inne środki, aby właśnie ją zdobyć, to może należałoby się tym zadowolić. – To tak jakby ktoś chciał użyć młota parowego do rozłupania orzecha. – Według ludzkiej miary, tak. Na tym polega odwieczny kłopot, że stosujemy ziemskie, człowiecze pojęcia wartości (miary sprawiedliwości czy niesprawiedliwości) do Boga. Nie mamy, nie możemy mieć najmniejszego pojęcia o tym, czego Bóg rzeczywiście wymaga od człowieka, poza jednym (a to właśnie zdaje się nam wielce prawdopodobne), że spodziewa się, by człowiek stał się, czym mógłby być, a czy wciąż nie jest…”
…”Musisz iść do przodu Lauro. Nie powinnaś zapominać o przeszłości, lecz tę przeszłość masz nosić jedynie w swojej pamięci, ta przeszłość nie może kłaść się cieniem na każdym dniu twojego życia. Powinnaś zaakceptować nie karę, lecz szczęście. Tak, moje słodkie dziecko, szczęście. Powinnaś przestać dawać i powinnaś nauczyć się brać. Bóg postępuje z nami dziwnie … To On obdarowuje cię, o czym absolutnie jestem przekonany, szczęściem i miłością. Przyjmij jego dary z pokorą…”

Aghata Christie
„Pora przypływu” …”Charakter ludzki, mon cher, nie trwa w bezruchu. Może umacniać się. Może słabnąć. Jakim człowiek jest naprawdę, ujawnia dopiero próba, to znaczy moment, kiedy musi stanąć na własnych nogach albo upaść…” …”Przebieg wydarzeń w świecie ducha jest na pozór nieobliczalny -powiedziała – ale ja czuję, panie Poirot, że wszystko ma swój cel. Nie sądzi pan, że tak się dzieje w życiu? Że wszystko ma swój cel? – Nie wątpię, madame. (…) Nawet w tym, że obecnie siedzę w pani salonie, musi być cel…”
„Boże Narodzenie Herkulesa Poirot” …”- Ach ci Brytyjczycy! Co za sentymentalny naród? (…) – Czy to źle, że tacy jesteśmy? Że lubimy tradycję i dawne zwyczaje? Cóż to panu szkodzi? – Wcale mi nie szkodzi. Przeciwnie, uważam, że to pełne uroku. Niech pan weźmie jednak pod uwagę fakty. Powiedział pan, że podczas świąt ludzie winni się radować. Oznacza to również, że mnóstwo się wówczas je i pije. A nadmiar jadła oznacza przejedzenie. A po przejedzeniu ma się niestrawność! A wraz z niestrawnością zjawia się rozdrażnienie! (…) Święta to czas wzajemnej życzliwości i przebaczenia. Wedle pańskich słów wtedy wręcz wypada tak postępować. Idą w niepamięć dawne spory, skłóceni godzą się kolejny raz, nawet jeśli jest to tylko zgoda chwilowa. (…) Weźmy teraz rodziny. Rozłączone przez cały rok, gromadzą się ponownie. A wtedy, mon ami, powstaje, jak należy przypuszczać, wiele napięć. Ludzie, którzy wcale nie są przyjacielsko nastawieni zmuszają się do okazywania pozorów przyjaźni. Podczas świąt mamy zatem do czynienia z mnóstwem hipokryzji. Rzecz jasna, pojawia się ona ze wzniosłych powodów, ale zawsze pozostaje hipokryzją…”
„Trzynaście zagadek” …” Wydaje mi się, że wielu ludzi nie jest ani dobrych, ani złych, ale cóż, po prostu bardzo głupich…” …”Powiem teraz coś, z czego wy, młodzi, będziecie się zapewne śmiać. Otóż gdy mam jakiś poważny problem, zawsze odmawiam krótką modlitwę i to niezależnie od miejsca w którym się w danej chwili znajduję. Może to być ulica czy targ – i zawsze znajduję wyjście z impasu, choć nieraz mogłoby się wydawać, że moje nagłe skojarzenia nie mają żadnego związku. Pamiętam, że jako mała dziewczynka miałam nad łóżkiem wyhaftowaną sentencję „Proś a będzie ci dane” (…) Palec Boży jest wszędzie…” …”Widzi pan, inspektor jest naprawdę inteligentnym człowiekiem, ale inteligencja jest czasem najbardziej niebezpieczna. Nie prowadzi zwykle za daleko…”
„Morderstwo w zaułku” …”Ale w rzeczywistości nie istnieje coś takiego jak śmierć. Wie pan, w istocie istnieje tylko przemiana. (…) – Oczywiście, pan nie wierzy! Tak niewielu wierzy. Dla mnie świat ducha jest tak samo realny jak ten tu…” …”Gervase, ma się rozumieć, był bardzo dziwnym człowiekiem, bardzo niezwykłym człowiekiem. Był zupełnie niepodobny do innych. Był jednym z Wielkich, którzy powtórnie się narodzili. (…) Było mu ciężko przystosować się do głupich wzorów banalnego, pospolitego świata. (…) Udajemy, że życie to poważna sprawa….. A tymczasem życie jest tylko wielką iluzją…” …”- Są siły, które nami kierują… Pan tego nie może rozumieć. Pan porusza się tylko w wymiarach świata materialnego…”
„Przeznaczenie” (Nemezis) …” A ja, spędziwszy niemal całe życie wśród młodych ludzi, uważam, że każde życie to tylko krótki moment wieczności. Jak powiedział T.S. Eliot: Życie róży i życie drzewa cisowego – to ten sam czas. (…) Długie czy krótkie życie jest skończonym doświadczeniem…” …”Jak bardzo cierpię, kiedy podczas mojej pracy muszę wysłuchiwać ludzi żalących się na społeczeństwo, zwalających wszystko na przeszłość. Gdyby ludzie wiedzieli, ile osób przeszło przez życie pełne okrucieństwa i tak zwane, złe środowisko i mimo wszystko, nie poddali się jego wpływowi, nie tak łatwo przyjmowaliby ten punkt widzenia. Należy współczuć tym nieprzystosowanym, tak jak współczuje się epileptykowi…” …” Miłość może stać się jednym z najgorszych narzędzi szatana. (…) Jadowite zło jest jak rak, jak złośliwy guz powoduje cierpienie…”
„Pięć małych świnek” …” Ja – rzekł Poirot – prowadzę życie niesłychanie moralne. Ale to nie jest równoznaczne z posiadaniem zasad moralnych…”
„Dwanaście prac Herkulesa” …”Jakże głupi są ci, którzy zbaczają z prostej drogi. Czyste sumienie – oto, czego w życiu potrzeba. Wtedy wszystkim można stawić czoła, a każdego kto ci wchodzi w paradę, wysłać do diabła…” …” On potrzebuje waszych modlitw – rzekł detektyw łagodnie – Czyżby był nieszczęśliwy? – Tak bardzo nieszczęśliwy, że zapomniał, czym jest szczęście. Jest tak nieszczęśliwy, że sam o tym nie wie. – Ach, bogaty….”
„Noc i ciemność” …”Jak trochę pojeździć z takimi klientami, człowiek dochodzi do wniosku, że forsa wszystkiego nie załatwia. Bo co forsa pomoże na to, że zaczyna ci nawalać serce, że trzeba w kółko zażywać niezliczone ilości pigułek, że tracisz nerwy w hotelach z powodu obsługi i kuchni. Większość znanych mi bogatych ludzi była raczej nieszczęśliwa. Bogacze też mają swoje kłopoty. Jak tak posłuchać ich rozmów we własnym gronie, to gadają tylko o kłopotach. Połowę z nich te kłopoty zabijają…” … „Dla radowania się i bóluCzłowiek urodził się na ziemi. Jeśli to rozumiemy dobrze,Bezpiecznie przez ten świat idziemy. Każdego ranka, każdej nocyDla męki ktoś na świat przychodzi. Każdego ranka, każdej nocyDla szczęśliwości ktoś się rodzi. Jedni się rodzą dla radości,Inni dla nocy i ciemności.”
William Blake „Wróżby niewinności” przeł. Zygmunt Kubiak
…” Byliśmy ze sobą bardzo szczęśliwi. Tak, bardzo szczęśliwi. Gdybym to wtedy wiedział… Miałem szansę…. Może każdy ma w życiu szansę…Ja …odwróciłem się do niej plecami. (…) „U mojego początku jest mój kres…” – tak mówią. Ale co to właściwie znaczy?”
„Kot wśród gołębi” …”Myślę, że każdy ma jakieś pomysły – (…)- Przypuszczam, że w większości są fantastyczne i całkowicie błędne. Oczywiście trzeba podjąć ryzyko. Trzeba te pomysły wypróbować. Muszę zdobywać doświadczenie… Okropne, jeśli nie potrafi się korzystać ze zdobyczy innych ludzi. – Niekoniecznie (…) – W życiu musi się popełniać własne błędy…” …”Zawsze warto zaryzykować, prawda? (…) – Oczywiście jeżeli pragnienie jest wystarczająco silne…” …”Siedź sobie, wypoczywaj i nie zwracaj uwagi na małe sprzeczki. Życie byłoby bardzo nudne, gdybyśmy się zgadzali na każdy temat…”
„Detektywi w służbie miłości” …”…”Nikt nigdy nie jest całkiem pewny swego celu, prawda? (…) Zawsze pobudza mnie pan do myślenia i do działania. – Ja… pobudzam pana do działania? Bardzo się pan myli. Zawsze pan wiedział, co i dlaczego chce pan zrobić, i dobrze zdawał pan sobie sprawę z tego, że jest to konieczne. – Doznaję tego uczucia tylko wtedy, kiedy jest pan obok mnie. – Och, nie – zaprzeczył łagodnie – Nie mam z tym nic wspólnego. Ja jedynie … jak niejednokrotnie panu mówiłem ….jedynie tędy przechodzę. To wszystko…”
„Godzina zero” …”Dlaczego nie miałbym się zabić, jeżeli mam na to ochotę? (…) – Bo tak nie można – odpowiedziała poważnie. – Dlaczego nie można? (…) – No , to znaczy…samobójstwo to grzech. Trzeba nieść swój krzyż, czy się chce, czy nie. – Niby dlaczego? – No, bo są jeszcze inni ludzie, o których trzeba pamiętać. – To mnie nie dotyczy. Nie ma żywej duszy, którą by obchodziło, co się ze mną stanie. (…) – No i po co żyć? To było najprostsze i najmniej kłopotliwe rozwiązanie. Moje życie ani mnie, ani nikomu na nic się nie zda. – Nigdy nie wiadomo – powiedziała. (…) – W każdym razie miałem prawo zrobić ze swoim własnym życiem to, na co miałem ochotę. – Nie, nie miał pan. – Dlaczego, (…) powiedz, dlaczego? (…) – Nie rozumie pan? Bóg może pana potrzebować. Zaskoczony znów wlepił w nią wzrok. Nie miał zamiaru siać zwątpienia w tej wierzącej duszyczce. Spytał z lekka ironicznie: – Żebym pewnego dnia powstrzymał konia, który poniósł i uratował od śmierci złotowłose dziecię, o to chodzi? Potrząsnęła głową (…). rzekła: – Gdzieś może wystarczyć sama pana obecność, nawet nie jakieś czyny, po prostu obecność w określonym miejscu i określonym czasie (…) …sama pana obecność, pan może nawet nie zdawać sobie sprawy, że coś ważnego się dzieje…” …”Uważam, że nie warto wracać do przeszłości. To jałowe rozważania: „szkoda, że to czy tamto się wydarzyło”. Było, minęło. Po co do tego wracać? Każdy musi przeżywać swoje życie teraz, w teraźniejszości…”
„Niedziela na wsi” …”Chora rozpromieniła się. Doktor Christow jest wspaniały! Zawsze zainteresowany, zatroskany. Sama rozmowa z nim przywraca człowiekowi siły. John Christow przysunął sobie jakąś kartkę i zaczął pisać. Trzeba będzie dać jej środek przeczyszczający. Ten nowy, amerykański, ładnie opakowany w celofan; tabletki mają ciekawy i niezwykły łososiowy kolor. Lek jest bardzo drogi i trudno go dostać; nie każda apteka ma go na składzie. Pewnie trzeba będzie pojechać aż na Wardour Street. To jej dobrze zrobi. Postawi ją na nogi. Miesiąc, czy dwa będzie spokój. Potem trzeba będzie wymyślić coś nowego…” …”Cieszyła się życiem (…) Przyjemność sprawiało jej samo życie, nie jego warunki. Czerpała radość z samego faktu istnienia. Ciekawa rzecz; nie da się tego wyjaśnić…” …”Ktoś kiedyś powiedział: „Ci zamożni pacjenci, wyszukujący u siebie najróżniejsze choroby, muszą być bardzo męczący. Pewnie przyjemniej jest zajmować się biedakami, którzy idą do lekarza tylko wówczas, gdy rzeczywiście coś im dolega” Uśmiechnął się pod nosem. To śmieszne, jak niektórzy idealizują Biedaków przez wielkie B. Chętnie pokazałbym im starą panią Pearstock, leczącą się w pięciu szpitalach jednocześnie, co tydzień wynoszącą od lekarzy po kilka butelek lekarstw: płyn na kręgosłup, syrop na kaszel, środki przeczyszczające, lekarstwa na poprawienie trawienia. „Czternaście lat brałam to brązowe lekarstwo, doktorze, i pomagało mi. Ale w zeszłym tygodniu ten młody doktor przepisał mi białe lekarstwo. Jest do niczego! Mam rację, prawda, doktorze? Mówiłam, że biorę to brązowe lekarstwo od czternastu lat i muszę mieć parafinę w płynie i te brązowe tabletki…..” Miał wrażenie, że słyszy jękliwy głos staruszki. Jest w doskonałej formie, zdrowa jak rydz, nawet lekarstwa przyjmowane latami jej nie zaszkodziły…”
„Dlaczego nie Evans” …”Biedny stary, pomyślał, będzie się miotał po schodach z góry na dół i z dołu do góry, nie mogąc się zdecydować, czy rozpoczynać mszę, czy nie. Tak się nabuzuje, że zacznie go boleć brzuch i skończy się na tym, że kolacja go ominie. Nie wpadnie mu do głowy prosta, rozsądna myśl, że nie zawiódłbym go bez naprawdę ważnego powodu. Ci po pięćdziesiątce nie mają za grosz rozsądku: potrafią się zamartwiać na śmierć zupełnymi głupstwami. Pewnie tak ich idiotycznie wychowano, nic już nie mogą na to poradzić…” (…) Pan Jones ze swojej strony postrzegał rzecz dokładnie odwrotnie. Uważał, że młode pokolenie nie rozumie ani nie docenia jego poświęceń. Jak widać na tym przykładzie, poglądy na ten sam temat mogą się różnić diametralnie…”
„Samotny Dom” …”- W starych domach (…) często jest atmosfera tajemniczości, zła. – Tak, tak (…) dużo zła. Dużo złych myśli i złych czynów. Pełno tego w tym domu. Ściany przesiąkły złem, nie można go z nich wydobyć, wyczyścić. Unosi się w powietrzu…” …”- Prawda zostanie panu objawiona (…) – Zło nie może pozostać bezkarne. – Tak jest, zło nie pozostaje bezkarne, ale kara jest często niewidoczna dla ludzi…”
„Dziesięciu Murzynków” …” Łatwiej uwierzyć w kłamstwo niż w prawdę…”
„Dopóki starczy światła” …”Nie pojmujemy do końca, czym jest pociąg do butelki. Ale przecież mamy własne pokusy, co powinno nam pomóc w zrozumieniu cudzych. (…) – Niektórzy mają to szczęście, że nigdy nie są wodzeni na pokuszenie – powiedział łagodnie – Ale czasem i ich godzina nadchodzi. Strzeżmy się i módlmy – zakończył…” …”Jeśli pan doktor każe, to damy jej do posiłków tępe noże, ale myślę, że nie zachodzi najmniejsza obawa, aby usiłowała popełnić samobójstwo. To nie ten typ. Jest zbyt skoncentrowana na sobie. Dziwne, ale właśnie tacy ludzie najczęściej znajdują się na krawędzi obłędu…” …” – Po cóż jeszcze innego żyć? Czy to nie wystarczy? Miłość… szczęście… sukces… miłość…. Mur otaczał go coraz ciaśniej, owijała go zasłona jak z jedwabnej piany, przyduszała go trochę, ale była taka miękka, taka miła. Płynęli razem w krystalicznej wodzie ku krystalicznemu oceanowi. Mur był już bardzo wysoki, zasłaniał sobą wszystko – wszystko, co niebezpieczne, groźne, bolesne. Unosząc się na krystalicznym morzu trzymali w dłoniach złote jabłko…” …”Co zyskuje człowiek, jeżeli zdobędzie cały świat, a straci duszę?” – pytano wszystkich razem i każdego z osobna. Ona z przyjemnością uświadomiwszy sobie, że owo pytanie nie ma z nią nic wspólnego, odwróciła się…”
„Zło które żyje pod słońcem” …”- Zaciekawiło mnie, coś co powiedział pan przed chwilą. Powiedział pan, że wszędzie pod słońcem kryje się zło. (…) Ucieszyły mnie pańskie słowa. W naszych czasach nikt nie wierzy w zło. Uznawane jest co najwyżej za przeciwieństwo dobra. Zło, powiadają ludzie, czynione jest przez tych, którzy nie znają niczego lepszego… przez niedorozwiniętych… nad którymi należy raczej litować się, niż ich winić. Lecz (…), zło jest prawdziwe! Jest faktem! Wierzę w zło, tak jak wierzę w dobro. Ono istnieje! Jest potężne! I wędruje przez świat…” …” Obecność osoby, którą się nienawidzi, niszczy wszelką radość…” …”Kobieta może być pomocą i natchnieniem w życiu mężczyzny…ale może stać się przyczyną jego upadku. Może ściągnąć mężczyznę do poziomu zwierzęcia…”
„Tragedia w trzech aktach” …”To był bardzo dobry człowiek. Przygotowywał mnie do konfirmacji. To wielka bzdura, ale on był cudowny. Widzi pan, ja naprawdę wierzę w chrześcijaństwo. Chociaż inaczej niż moja matka, nie uznaję modlitewników, porannych nabożeństw, wierzę rozumnie, w zjawisko historyczne. Kościół jest zaskorupiały w tradycji Pawłowej. – Prawdę powiedziawszy Kościół jest okropny, ale chrześcijaństwo jest w porządku. (..) Babbingtonowie to prawdziwi chrześcijanie. Nie wścibiali nigdy nosa w cudze sprawy, nie potępiali. Dobrzy, życzliwi ludzie…” …” W sercu pustyni czy wśród tłumu, co za różnica? Człowiek w swojej istocie jest wszędzie samotny…” …”- Zawsze mi go było żal. Nawet teraz. Jestem przekonana, że ten jego zarozumiały sposób bycia to w dużej mierze poza. – Nic w tym dziwnego. (…) – To zjawisko powszechne. Zawsze, kiedy spotykam kogoś, kto wynosi się nad innych, wiem, że mam do czynienia z człowiekiem z kompleksem niższości (…) Ten kompleks leży u podłoża wielu zbrodni. Pragnienie potwierdzenia własnej osobowości…” …”Żaden instynkt nie chroni dziewcząt przed pewnym typem mężczyzny. Po prostu go nie mają. Rodzice, tak, przestrzegają je, zawsze nadaremnie, one nie wierzą. To straszne, ale wydaje mi się, że jak magnes lgną do mężczyzn, którzy mają złą reputację. Wydaje im się, że miłość zmieni ich wybrańców. (…) – Człowiek wie tak mało. Kiedy wie więcej, jest już za późno…” …”Ludzie rzadko kiedy potrafią dopatrzeć się siebie. (…) – A więc pani uważa, że wszyscy mamy wygórowane wyobrażenia o sobie i nie widzimy brutalnej prawdy…”
„Entliczek Pentliczek” …” – Valerie, czy sądzisz, że mogłabyś mi udzielić rady? – Oczywiście, mogę udzielić ci rady, Jean, chociaż doprawdy nie wiem, po co ludzie w ogóle proszą o rady. I tak nigdy ich nie słuchają…”
„Tajemnica rezydencji „Chimneys” ” …” – (…) powiem pani taką rzecz: na ogół zawsze jest lepiej mówić prawdę. Jedno kłamstwo pociąga za sobą stek kłamstw, a trwanie w ciągłym kłamstwie jest potwornie nudne…”
„Tajemnica bladego konia” …” – Wszystko zależy od tego, czego się chce od życia. (…) Tak wielu ludzi robi pieniądze nie mając pojęcia, na co je przeznaczyć! W ten sposób człowiek wikła się w coś, co można nazwać maszyną do robienia pieniędzy. Wychodzą do biura wcześnie i wracają późno; nigdy nie przerywają pracy dla przyjemności. I co mają z tego? Większe samochody, obszerniejsze domy, bardziej kosztowne kochanki i żony i – powiedzmy to sobie – większy ból głowy. (…) – Po prostu posiadanie pieniędzy jest początkiem i końcem wszystkiego dla większości bogatych ludzi. Inwestują je z powrotem w coraz większe przedsiębiorstwa i robią jeszcze więcej pieniędzy. Ale po co? Czy kiedykolwiek zatrzymają się, żeby spytać siebie po co? Nie wiedzą tego…”
„Mężczyzna w brązowym garniturze” …”To doprawdy dobra lekcja, uświadomić sobie od czasu do czasu, że jest się idiotką. Ale większość z nas tego nie lubi…”
„Morderstwo na plebanii” …” – Ostatecznie życie wszędzie jest takie samo. (…) – Człowiek się rodzi, dorasta, styka się z innymi ludźmi, którzy potrącają go i popychają, potem małżeństwo i znów dzieci… – A w końcu śmierć (…) – I to nie zawsze śmierć fizyczna. Czasem bywa to śmierć za życia…” …” Zetknięcie z brudem zostawia plamy…” …”Młodzi myślą, że starzy są głupi, ale starzy wiedzą, że młodzi są głupi…”
„Hotel Bertram” …”W krótkich przerwach pan Humfries ukazywał się na horyzoncie jak słońce i łechtał czyjąś próżność swoim osobistym zainteresowaniem…” …”Zdałam sobie sprawę, że nie wraca się nigdy, że nie należy tego nawet próbować, że istotą życia jest postęp. Życie jest naprawdę Drogą w Jedną Stronę…”
„Podróż w nieznane” …”Była tu! Uciekła od mgły, zimna i ciemności Londynu. Zostawiłą za sobą rozpacz, rozterki i cierpienie. Tutaj pulsowało wokół niej życie, otaczały ją żywe kolory, świeciło słońce. (…) To wszystko wyglądało właśnie tak, jak myślała. Hilary odwróciła się zwolna od okna i usiadła na łóżku. Uciekać, uciekać! Te słowa jak refren nieprzerwanie rozbrzmiewały w jej mózgu od chwili opuszczenia Anglii. Uciekać. Uciekać. Ale teraz wiedziała, porażona nagle straszliwą pewnością, że ucieczki nie było. Wszystko wyglądało tak samo jak w Londynie. Usiłowała uciec od Hilary Craven, a tymczasem Hilary Craven byłą tą samą osobą zarówno w Maroku, jak w Londynie. Powiedziała do siebie cicho: – Jakże głupia byłam, jakże głupia jestem. Dlaczego myślałam, że poczuję się inaczej z dala od Londynu? (…) Musi zmierzyć się z rzeczywistością. (..) Trzeba było podróży do Maroka, żeby sobie to uświadomić. W Londynie miała dziwne uczucie, że jeśli tylko wyrwie się dokądkolwiek, to zostawi wszystko za sobą i rozpocznie życie od nowa. Dlatego postanowiła znaleźć miejsce, z którym nic wcześniej jej nie łączyło, miejsce zupełnie dla niej nowe, gdzie byłoby to, co kocha najbardziej: blask słońca, czyste powietrze, a także obcy ludzie i rzeczy. „Tam – mówiła – wszystko się zmieni”. Ale się nie zmieniło. Jest tak samo. Fakty są proste i nie można od nich uciec…” …”Nie lubię się nad nikim użalać. Jest to wręcz obraźliwe. Zwykle użalamy się nad ludźmi, którzy sami litują się nad sobą, a litość nad sobą to jedna z największych barier w dzisiejszych czasach..”
„Śmierć na Nilu” …”Ileż prawdy tkwi w powiedzeniu, iż człowiek musiał wymyślić pracę, by uniknąć przymusu myślenia…” …”Oczywiście nie można odwrócić tego, co minęło i należy brać rzeczy takimi, jakimi są!. Jednak czasami madame, trzeba wziąć na siebie konsekwencje własnych czynów z przeszłości…” …”- Miłość może być czasem przerażająca. – Dlatego też większość książek o miłości to tragedie…”
„Samotna wiosną” – Mary Westmacott …” – Na koniec – (…) i ostatnia przestroga. Żadnego lenistwa umysłowego! Nie wydawaj powierzchownych sądów tylko dlatego, że tak jest najłatwiej i że to często oszczędza bólu! Życie jest nam dane po to, by je przeżyć, a nie, by je fałszować czy upiększać. I nie bądź z siebie zbytnio zadowolona! (…) – Ponieważ, (…) pycha to twój mały grzeszek. (…) Myśl o innych, moja droga a nie jedynie o sobie. (…) Życie, powinno być nieustającym postępem, przeprawianiem się, niby po kamieniach rzuconych w poprzek rzeki, z brzegu naszych ślepych jaźni ku brzegowi rzeczy wyższych. I nie zapominaj, że istnieje coś takiego, jak ból i cierpienie. One przychodzą do wszystkich. Nawet sam Bóg nie był wolny od kaźni ziemskiego żywota. I tak jak on w ogrodach Getsemani poznał strach przed męką konania, tak ty zaznasz leków tego świata – a gdybyś ich nie zaznała, (…) znaczyłoby to, że twoja ścieżka prowadzi daleko od gościńca prawdy…” …”Przypomniała jej się pewna scena, jak to kilku Arabów, sześciu, może siedmiu, próbując odgrzebać z piasku starego, zdezelowanego forda, pchało go i ciągnęło każdy w inną stronę. William (…) powiedział wówczas, że choć mają dobre intencje, ich zabiegi są daremne. A jednak oni wierzyli, że doprowadzą całą rzecz do pomyślnego końca, albowiem „Allah jest miłosierny”. Allah, pomyślał wówczas, nie ma tu nic do rzeczy, bo poza cudem nic nie jest w stanie wygrzebać samochodu z piasku, tak długo, jak długo będzie się go ciągnąć w przeciwnych kierunkach! A jednak dziwne – tamci Arabowie sprawiali wrażenie absolutnie szczęśliwych i zadowolonych z siebie. Ich „in sza Allah”, jeśli Bóg zechce, zdawało się zastępować wszelkie rozsądne działania, takie, jakie każdy, zdrowo myślący człowiek zwykł podejmować dla osiągnięcia swego celu. Nie, jej takie postępowanie nie wydawało się słuszne. Człowiek powinien zawsze myśleć i planować…” …” Muszę uciec od tego wszystkiego… Właściwie – co to znaczy „uciec od tego wszystkiego”? Nagle znów znalazł się przy niej duch panny Gilbey i przemówił nakazującym tonem: „Zdyscyplinuj swoje myśli, Joan. Dokładniej przekładaj je na słowa. Powiedz sobie wreszcie, czym jest to, od czego wciąż uciekasz” Ale ona tego nie wiedziała. Naprawdę nie wiedziała. Tak, coś za nią szło. Jakiś lęk… jakieś obawy… groźby…? Coś, co było wokół, wszędzie, co czekało, a wszystko, co ona mogła zrobić, to chować się, odwracać, nie zauważać… (…) Wszystko na nic. Ze mną na pewno dzieje się coś złego. Na pewno. (…) W każdym razie, powiedziała sobie stanowczo, nie ma ze mną nikogo. Jestem absolutnie sama. Co więcej – nawet nie muszę się obawiać, że kogoś spotkam. (…) Tutaj nic z tych rzeczy. Tutaj mogę spotkać jedną jedyną osobę, a tą osobą jest Joan Scudamore. Spotkać Joan Scudamore! Co za śmieszny pomysł. „Miło mi, że panią spotykam, pani Scudamore”. Doprawdy, całkiem interesujący pomysł… Spotkać siebie… Spotkać samą siebie… O Boże, przeraziła się… Przeraziła się potwornie… (…) … Boję się… … O Boże, jakże ja się boję …. … Niechby ktoś tu był. Niechby był ze mną … (…) To było to … to była myśl, która prześladowała ją od dłuższego czasu, to było to, o czym prawdziwa Joan Scudamore wiedziała. Zawsze wiedziała… Jaszczurki wyskakujące ze swoich norek… Prawda … Małe kawałeczki prawdy wyskakujące z zakamarków jej umysłu jak jaszczurki ze swoich norek z zawołaniem: „Oto jesteśmy. Znasz nas. Znasz nas całkiem dobrze. Nie udawaj, że nie znasz”. A ona znała je, i właśnie to było najgorsze. Znała je, kawałeczek po kawałeczku. Szczerzyły do niej zęby, śmiały się z niej. Wszystkie te małe kawałeczki i odłamki prawdy. Ukazywały się jej, od kiedy tu przyjechała. To do niej należało złożenie ich w jedną całość. Całą historia jej życia, prawdziwa historia Joan Scudamore. Czekała na nią tutaj… Nigdy przedtem nie interesowała się historią swojego życia. Łatwo jej przyszło wypełnić sobie życie niż nie znaczącymi błahostkami, tak by nie starczyło czasu na poznawanie samej siebie. Jak to Blanche powiedziała? „Ciekawa jestem, czy rozmyślając dzień za dniem wyłącznie o sobie, można by dowiedzieć się czegoś, czego się dotychczas o sobie nie wiedziało”. A ona na to, tak głupio i wyniośle: „Sądzisz, że tak?” (…) Jeśli się kocha kogoś, powinno się wszystko o nim wiedzieć. Jeśli się nie wie, to dlatego, że o wiele wygodniej wierzyć w rzeczy miłe, wierzyć w to, co chce się uważać za prawdę, a nie w to, co nią jest…” …”Kochałam Rodneya a mimo to postępowałam tak, jak postępowałam. Gdybym go nienawidziła, to przynajmniej miałabym teraz wygodną wymówkę. Gdybym była wobec niego obojętna, to wszystko nie miałoby aż tak wielkiego znaczenia. Ale ja go kochałam, a mimo to odebrałam mu prawo, z którym się rodzi każdy człowiek, prawo do decydowania o własnym życiu. (…) Dlatego, że był łagodny, że nie walczył ze mną i nie zawojował mnie, tak niewiele zostało w nim mężczyzny…” …”Blanche miała rację. – zostałam tam, gdzie byłam. Wciąż jestem tą samą dziewczyną, która wyszła z murów St. Anne. Wygodne życie, niechęć do myślenia, zadowolenie z samej siebie, lęk przed wszystkim, co mogłoby być bolesne…” …”Nie czuła w sobie żadnego niepokoju, żadnego strachu, żadnej tęsknoty za jakimś zajęciem czy rozrywką. Jaszczurki już nie wyskakiwały ze swoich norek. Spotkała siebie i poznała siebie…” …”Na nowo ogarnął ją żar uczucia, a równocześnie smutek, tęsknota za miłością, za przebaczeniem… To wszystko prawda, pomyślała, naprawdę zaczynam nowe życie … (…) Nie to nieprawda! Oczywiście, że nie. Sama wymyśliłam tę całą historię. (…) Przyłożyła rękę do czoła. Zdawało jej się, że w jej mózgu obraca się kalejdoskop. Miała kalejdoskop w dzieciństwie. Uwielbiała przyglądać się wirującym kolorowym szkiełkom, nim ułożyły się w jakiś wzór… Co też się ze mną dzieje? Tamten koszmarny zajazd i tamto dziwne uczucie, którego doświadczyłam na pustyni… Wyobraziłam sobie całe mnóstwo nieprzyjemnych rzeczy: że rodzone dzieci mnie nie lubią (…) I nawet ubolewałam nad tym, że swego czasu wybiłam Rodneyowi z głowy ten jego niesamowity pomysł z uprawianiem ziemi. Doprawdy, jedyne, co mogę teraz o sobie powiedzieć, to to, że zawsze kierowałam się rozsądkiem i że byłam przewidująca. Boże wielki, dlaczego jestem taka zakłopotana? Wszystko, o czym myślałam i w co uwierzyłam… te wszystkie nieprzyjemne rzeczy… Czy rzeczywiście były prawdziwe? A może nie były? Nie chcę, żeby były prawdziwe. Muszę postanowić… muszę postanowić… Co postanowić? Słońce, pomyślała, tamto słońce tak bardzo przypiekało. To właśnie ono przyprawiło mnie o halucynacje… Biegnie po pustyni … pada na dłonie i na kolana … modli się … Czy to wszystko było prawdziwe? Obłęd, uwierzenie w coś takiego to czysty obłęd. Jak to przyjemnie i bezpiecznie wrócić do domu (…) i doznać uczucia, że nigdy się nie wyjeżdżało, że wszystko jest takie, jak się zawsze myślało, że jest … I oczywiście wszystko jest takie. Takie samo. Kalejdoskop wciąż wiruje … wiruje …. Szkiełka układają się raz w jeden wzór, to znowu w drugi. (…) Który wzór? Który? Muszę dokonać wyboru. (…) To Rodney wraca. Który wzór? Który wzór? Prędzej! (…) Rodney Scudamore siedział w małym, niskim fotelu, podczas gdy jego żona nalewała do filiżanek herbatę (…) i pogodnie szczebiotała, jak to miło znaleźć się na powrót w domu i jak uroczo dojść do wniosku, że nic się nie zmieniło. (…) Rodney siedział, uśmiechał się i kiwał głową. Hałas, myślał, tyle hałasu. Tak wiele w nim sensu dla jednych, a żadnego dla innych. Myliłem się, ustalił ostatecznie, myliłem się, myśląc, zaraz po powrocie Joan, że coś się z nią stało. Nic się z nią nie stało. Jest taka sama jak zawsze. Wszystko jest takie samo jak zawsze. (…) Nie ma sensu ranić jej i rozczarowywać. Niech trwa szczęśliwa i bezpieczna w tym swoim jasnym, spokojnym świecie, który sama dla siebie stworzyła. (…) – Biedna mała Joan – powiedział czule. Spojrzała na niego zdziwiona. – Dlaczego biedna? A poza tym nie jestem mała. (…) Zbliżyła się do niego gwałtownie i niemal bez tchu powiedziała: – Nie jestem sama. Nie jestem sama. Mam ciebie. – Tak – zgodził się. – Masz mnie. Wiedział, że mówi nieprawdę. Zawsze byłaś sama, pomyślał, i zawsze będziesz. Lecz, daj Boże, żebyś się nigdy o tym nie dowiedziała…”
„Randez – vous ze śmiercią” …”Zbyt wielka władza jest niedobra, zwłaszcza dla kobiety…” …”Jak mówiłem, pani Boyton poświęciła się bez reszty dzieciom i kompletnie odcięła je od reszty świata (…). W rezultacie wszyscy wyrośli na (…) ludzi nerwowych, przewrażliwionych. Są nieufni, niezdolni do zawierania znajomości…” …”Ostatnie zdanie nie wywarło na nim głębszego wrażenia. Nieraz słyszał je powtarzane przez ludzi rozmaitych narodowości, lecz wiedział, że żadnego kraju, żadnego osobnika niepodobna nazwać nieograniczenie wolnym. Rzecz w tym, że istnieją rozmaite odmiany i gatunki więzów…” Pani Boyton nie tyranizuje dlatego, że była strażniczką więzienną. Nic podobnego! Obrała ten zawód dlatego, że odpowiadało jej tyranizowane i przepalała ją żądza władzy. Nasza podświadomość kryje takie rzeczy – żądza władzy, sadyzm, nieokiełznane pragnienie zadawania ran w rozmaitym rozumieniu. Wszystko to tkwi w nas, droga koleżanko. Tłumimy te popędy. Staramy się ich nie ujawniać, ale czasami bywają silniejsze od nas…” …”Ktoś, kto raz uległ żądzy władzy, okrucieństwu, sadystycznym popędom, nie zwykł oszczędzać nikogo, nawet najdroższych i najbliższych. (…) Wiem, że znakomita większość schorzeń psychicznych wynika z wybujałych ambicji, z pragnienia sukcesów, potęgi, władzy. Zaspokojenie takich ambicji wiedzie do apodyktycznej pewności siebie, tyrańskich skłonności, okrucieństwa, a w ostatecznym rezultacie do przesytu. A w przypadkach, gdy wygórowane pragnienia nie mogą być zaspokojone…Cóż? Odpowiedzi należy szukać w zakładach dla umysłowo chorych. Są one pełne tych, co nie byli w stanie znieść własnej przeciętności, braku znaczenia, niewoli, a więc odcięli się od realnego świata i raz na zawsze zatrzasnęli za sobą drzwi rzeczywistości…” …”To niedobrze dostrzegać tylko lepsze, jaśniejsze strony życia. Pod zewnętrzną powłoką poprawnych, utartych obyczajów dnia powszedniego można znaleźć czasami rzeczy osobliwe, na przykład zamiłowanie do zwykłego okrucieństwa. Ale po dokonaniu takiego odkrycia trafia się zwykle na coś więcej, na niepohamowane, godne ubolewania pragnienie, aby wyróżniać się, zwracać na siebie uwagę. Ktoś, kto nie potrafi zaspokoić tych pragnień, poszukuje rozmaitych metod. Stara się, by inni uznawali jego osobowość, liczyli się z nią, a to prowadzi do perwersji w przeróżnych postaciach…”
„Morderstwa to nic trudnego” …”Podobno duchy są złośliwe. Ludzie uczciwi, postępujący zgodnie z prawem, rzadko nawiedzają świat, z którego odeszli…”
„Pasażer do Frankfurtu” …”Młodzież uwierzy we wszystko, jeśli potrafisz zręcznie podsunąć im, w co mają wierzyć..” …”Tak łatwo jest rozpętać rewolucję. Młodzież zawsze się buntuje, to naturalne. Sprzeciwiają się temu, co stare, burzą to, co zastali, chcą budować nowe. Chcą zmienić oblicze świata. Ale nie zdają sobie sprawy, że są ślepi. Mają opaski na oczach. Nie widzą, gdzie prowadzi droga, na którą weszli. Jak to się skończy? Co jest przed nimi? I kto jest za nimi, kto podżega ich do buntu? (…) Wiesz jak to jest. Jeżeli chcesz, by osioł szedł razem z tobą, bierzesz do jednej ręki marchewkę, a w drugiej trzymasz kij…” …” – Wizjonerzy i oszuści. Zawsze byli, w każdej epoce. Ludzie, którzy kazali innym wierzyć w swe posłannictwo, dla których ginęły tysiące…” …”Szatan ma wiele postaci, ale wyróżnia się spośród tłumu swoją chęcią przewodzenia…” …”Nauka dała światu wiele dobrych rzeczy, które w nieodpowiednich rękach obróciły się przeciwko ludzkości. Przykładów jest mnóstwo. Przeszczepy, które ratując ludzkie życie przedłużają jedynie agonię. Antybiotyki, które zwalczają choroby, lecz jednocześnie przyczyniają się do osłabienia naturalnych reakcji obronnych organizmu. Wreszcie energia atomowa, tragedia Hiroshimy, choroba popromienna. Trujące wyziewy z kominów fabrycznych. Nauka to potęga, lecz niewielu potrafi jej użyć właściwie…” …”Ratujmy świat! Cóż za piękny frazes! Ci młodzi też chcą ratować świat. Myślą, że są w stanie to zrobić. Ale nie potrafią. Muszą sami odkryć właściwą drogę. Sztuczne rozwiązania nie uratują świata. Sztuczne dobro? Nie, panowie, to nie jest odpowiedź. To niczego nie rozwiąże, ponieważ jest wbrew naturze. Wbrew Bogu…”
„Brzemię” – Mary Westmacott …”Nikt nie zna całej prawdy o sobie…” …”Niektórzy ludzie wiedzą od urodzenia, co jest dobre, a co złe, a niektórzy do końca życia nie potrafią odróżnić jednego od drugiego. To tak jak ze słuchem muzycznym…” …”Pokaż mi kogoś, kto by wiedział, co jest mądre, a co nie? (…) Nie możesz urządzać życia innym. Albo Shirley ma rozum, albo go nie ma. Czas pokaże. (…) Przecież w tym całe twoje nieszczęście, Lauro, że wszystko traktujesz poważnie. (…) – A co pan powie o sobie? (…) Ale nawet mi się nie śni, bym przejmował się serio życiem innych. Choćby dlatego, że mam dla nich dużo szacunku. – Pan nic nie rozumie. Nie zniosłabym, gdyby Shirley pogmatwała sobie życie i była nieszczęśliwa. – Pleciesz bzdury – odparował szorstko pan Baldock. – Bo i jakie to ma znaczenie? Większość ludzi jest nieszczęśliwa, przynajmniej od czasu do czasu. Trzeba radzić sobie z nieszczęściem tak samo jak ze wszystkim innym. No i trzeba odwagi, aby zmierzyć się ze światem, odwagi i pogody ducha…” …”Już ci kiedyś mówiłem, Lauro, że przykładasz zbyt duże znaczenie do szczęścia i nieszczęścia. – Nie potrafię zachować spokoju ducha, kiedy ona cierpi! Pan oczywiście podchodzi do wszystkiego ze stoickim spokojem. Pan nie przejmuje się Shirley. (…) Musisz się zmienić, jeśli zamierzasz iść przez życie właściwą drogą. Nie bierz na swoje barki cierpień całego świata; Jezus Chrystus zrobił to kiedyś za wszystkich. Nie możesz przeżyć za kogoś życia, nawet za Shirley. Pomagaj jej, dlaczego nie; ale nie przejmuj się za bardzo…” …”los każdego człowieka jest wykreślony na podobieństwo kursu okrętu i że należy się go trzymać, tak jak to robi okręt, i że wszystko jest w porządku, dopóki się to robi. Ale ja czuję się jak okręt, który zupełnie niespodziewanie zszedł z właściwego kursu. A czuć się tak, to znaczy być zagubionym. Taki człowiek nie umie określić swojego położenia i jest zdany na łaskę morza i wiatru, i wcale nie jest wolny, wprost przeciwnie, jest w uścisku czegoś, czego nie potrafi objąć rozumem, jest uwikłany i spętany…” …”Jak pan sądzi, czy szczęście wiele znaczy? – Bardzo trudno dać na takie pytanie jednoznaczną odpowiedź. Gdybym rzekł, że szczęście stanowi o życiu i śmierci człowieka i że jednocześnie w ogóle nic nie znaczy, pomyślałaby pani, że jestem szalony. (…) – Widzi pani, szczęście można porównać do miłości fizycznej. Jest bardzo ważna, choć z drugiej strony nic nie znaczy. (…) Szczęście, jak jedzenie, podtrzymuje życie, stymuluje je, jest także wielkim nauczycielem, ale nie stanowi celu samego w sobie i samo w sobie nie daje ostatecznej satysfakcji…” …”Wszyscy uciekamy w świat fantazji, co pozwala nam łatwiej znosić życie…” …”- Czy musi pan wciąż powtarzać to swoje „nie wiem”? – Przykro mi, lecz taka jest prawda. Prosi mnie pani o wyciąganie wniosków z czegoś, o czym nie mam pojęcia. (…) – Trzeba z pokorą poddać się losowi. No i trzeba mieć nadzieję. (…) – Dlaczego nie chce pan wyrazić swej opinii ot tak, po prostu? – (…) mógłbym wywrzeć na panią jakiś wpływ… Zdaje mi się, że pani łatwo poddaje się wpływom innych. (…) – Tak. Może właśnie w tym kryje się zło…” …”Boga nie można zranić – powiedział spokojnie. – Nie. Ale Bóg może zranić człowieka. – Och, nie, moja droga. To my ranimy się nawzajem i ranimy samych siebie. – A z Boga robimy kozła ofiarnego, tak? – On zawsze nim był. To on niesie na swoich barkach pani brzemię, brzemię buntu, pani nienawiści i miłości…” …”dlaczego tak bardzo lubię tego człowieka? Odpowiedzi nie należało szukać w uzdolnieniach Wildinga. Kryła się ona w człowieku jako takim. I nagle, (…) znalazł ją. Otóż przy całej swojej mądrości i przy wszystkich talentach, jakie posiadał, ten człowiek był omylny. Co więcej, potrafił, wciąż i wciąż, przyznawać się do popełnionych błędów. Należał do ludzi szczodrych i dobrotliwych, którzy niezmiennie doznają niepowodzenia, ponieważ nigdy nie są pewni własnych osądów. Osoby o takiej naturze nie są zdolne do jasnej, chłodnej, logicznej oceny ludzi i rzeczy; one się skłaniają do płynącej z głębi serca impulsywnej wiary, głównie w ludzi, wiary z góry skazanej na klęskę, ponieważ ta wiara bazuje na ogół na pobożnych życzeniach, a nie na faktach. Tak, ten mężczyzna był omylny, a tym samym był sympatyczny…” …”- Można prowadzić rękę dziecka po kartce papieru, lecz przychodzi chwila, kiedy trzeba cofnąć pomocną dłoń, i wtedy okazuje się, że dziecko nadal nie umie pisać. Mało tego, ten kto śpieszy dziecku z pomocą, może tylko opóźnić proces nauczania…” …”- A zatem czy trzeba spodziewać się po ludziach najgorszego? – zapytał przekornie – Nie, ale to najgorsze trzeba również brać pod uwagę. (…) – Chrystus powiedział Piotrowi, że nim kur zapieje, on się go trzy razy zaprze. Znał naturę Piotra lepiej niż on sam, lecz z powodu tej słabości wcale go mniej nie kochał…” …”- Pani mąż ma w sobie za dużo litości. – Czy ktokolwiek może jej mieć za dużo? – Tak, a to powoduje, że taki człowiek nie jest zdolny do postrzegania rzeczy we właściwym wymiarze. A poza tym – dodał – litość równa się obrazie. – Co pan chce przez to powiedzieć? – Litość zawsze przypomina mi modły faryzeuszy: „Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie” – Czy nigdy i nikogo pan nie żałuje? – Ależ tak. Przecież nie jestem pozbawiony ludzkich uczuć. Lecz litości się boję. – Jakie zło mogłaby wyrządzić? – Mogłaby prowadzić do działania. – I co w tym złego? – Z działania mogłoby nie wyniknąć nic dobrego. – Dla pana? – Nie, nie dla mnie. Dla tego kogoś, nad kim bym się zlitował. – Zatem co może zrobić ktoś, komu żal drugiego człowieka? – Zostawić go tam, gdzie powinien być, to jest w rękach Boga. – To brzmi potwornie. To brzmi surowo. – Za to jest o wiele mniej niebezpieczne niż uleganie łatwemu współczuciu….” …”Nie wiem, jakich rezultatów spodziewał się sam Bóg albo jak obfite plony dla niego zebrałem. Lecz proszę zrozumieć jedno (…); jeśli spośród tych wszystkich milionów, które przychodziły, aby mnie słuchać, Bóg chciał jednej, tylko jednej duszy, i wybrał takie, a nie inne środki, aby właśnie ją zdobyć, to może należałoby się tym zadowolić. – To tak jakby ktoś chciał użyć młota parowego do rozłupania orzecha. – Według ludzkiej miary, tak. Na tym polega odwieczny kłopot, że stosujemy ziemskie, człowiecze pojęcia wartości (miary sprawiedliwości czy niesprawiedliwości) do Boga. Nie mamy, nie możemy mieć najmniejszego pojęcia o tym, czego Bóg rzeczywiście wymaga od człowieka, poza jednym (a to właśnie zdaje się nam wielce prawdopodobne), że spodziewa się, by człowiek stał się, czym mógłby być, a czy wciąż nie jest…” …”Musisz iść do przodu Lauro. Nie powinnaś zapominać o przeszłości, lecz tę przeszłość masz nosić jedynie w swojej pamięci, ta przeszłość nie może kłaść się cieniem na każdym dniu twojego życia. Powinnaś zaakceptować nie karę, lecz szczęście. Tak, moje słodkie dziecko, szczęście. Powinnaś przestać dawać i powinnaś nauczyć się brać. Bóg postępuje z nami dziwnie … To On obdarowuje cię, o czym absolutnie jestem przekonany, szczęściem i miłością. Przyjmij jego dary z pokorą…”

Posted in: Cytaty autorów urodzonych zrealizowanych