Cytaty autorów oświeconych

Cytaty autorów urodzonych zrealizowanych

“Pisma filozoficzne” – Albert Einstein

…”Wielokształtną budowlą jest świątynia nauki. Zupełnie różni są wędrujący po niej ludzie i siły duchowe, które do niej przynieśli. Niektórzy zajmują się nauką, aby mieć radosne poczucie przeważającej siły swojego ducha; dla innych nauka jest odpowiadającym im sportem, mającym dać silne przeżycia i zaspokojenie ambicji; w świątyni jest też całkiem sporo takich, którzy ofiarę swoich mózgów przynoszą tutaj tylko dla utylitarystycznych celów. Gdyby teraz przyszedł anioł boży i przepędził ze świątyni wszystkich ludzi należących do tych dwóch kategorii, to opustoszałaby ona znacznie, jednak pozostaliby jeszcze wewnątrz ludzie z czasów obecnych i przeszłych. (…) Dobrze wiem, iż niefrasobliwie wyrzuciliśmy w duchu wielu wartościowych ludzi, którzy świątynię nauki w znacznej, może nawet w przeważającej części zbudowali; przy wielu decyzja byłaby dla naszego anioła dość przykra. Ale jedno wydaje mi się pewne. Gdyby istnieli ludzie wyłącznie tego rodzaju, jakich właśnie wyrzucono, to świątynia nie mogłaby powstać, tak jak nie może wyrosnąć las złożony z samych roślin pnących. Takim ludziom wystarczy właściwie dowolna arena działań; to czy będą inżynierami, oficerami, kupcami, czy naukowcami, zależy od okoliczności zewnętrznych. Zwróćmy jednak spojrzenie na tych, których anioł potraktował łaskawie! Są to najczęściej osobnicy trochę dziwni, zamknięci, samotnicy, mimo tych wspólnych cech mniej podobni do siebie, niż ci z gromady wypędzonych. Co sprowadziło ich do świątyni ? Niełatwo dać odpowiedź i na pewno nie może być ona jednolita. Przede wszystkim sądzę (…), iż jednym z najmocniejszych motywów prowadzących do sztuki i nauki jest chęć ucieczki od powszedniego życia z jego bolesną surowością i beznadziejną pustką, od więzów wiecznie zmieniających się własnych pragnień. Odciąga ona ludzi o subtelniejszym usposobieniu od osobistej egzystencji w świat obiektywnego oglądu i rozumienia; motyw ten porównywalny jest z tęsknotą nieodparcie wyciągającą mieszkańca miasta z hałaśliwego, nieprzejrzystego otoczenia do spokojnego krajobrazu wysokich gór, gdzie spojrzenie sięga daleko przez spokojne, czyste powietrze i lgnie do spokojnych linii, które wydają się stworzone dla wieczności …” …”Stan uczuć dający zdolność do takich osiągnięć [naukowych] podobny jest do stanu człowieka religijnego lub zakochanego; codzienny wysiłek badawczy nie wypływa z jakiegoś zamysłu lub programu, lecz z bezpośredniej potrzeby…” …”Podstawą wszelkiej pracy naukowej jest przekonanie, że świat jest bytem uporządkowanym i zrozumiałym, co jest poglądem religijnym. Moje uczucia religijne są pokornym zdumieniem wobec porządku odsłaniającego się w drobnym skrawku rzeczywistości, który jest dostępny dla naszego słabego rozumu…” …”Widzę wzór. Ale moja wyobraźnia nie potrafi odmalować twórcy tego wzoru. Widzę zegar. Nie potrafię jednak wyobrazić sobie zegarmistrza. Umysł ludzki jest niezdolny do wyobrażenia sobie czterech wymiarów. Jak mógłby wyobrazić sobie Boga, przed którym tysiąc lat i tysiąc wymiarów są jak jedno ?…” …”religijność kosmiczna. Z trudnością tylko można ją przedstawić komuś, kto nie ma z nią nic wspólnego, ponieważ nie odpowiada jej żadne antropomorficzne pojęcie Boga. Jednostka czuje nicość ludzkich pożądań i celów oraz wzniosłość i cudowny porządek objawiający się w przyrodzie, a także w świecie myśli. Odczuwa ona indywidualną egzystencję jako coś w rodzaju więzienia i chce przeżywać całość tego, co istnieje jako coś jednolitego i sensownego. Zalążki religijności kosmicznej znajdujemy już we wczesnym stadium rozwoju, np.: w kilku Psalmach Dawida, a także u niektórych proroków (…). Geniusze religijni wszystkich czasów wyróżniali się ową kosmiczną religijnością, nie znającą dogmatów, ani Boga pomyślanego na obraz i podobieństwo człowieka.(…) Tak więc się składa, że właśnie wśród heretyków różnych epok znajdujemy ludzi napełnionych tą najwyższą religijnością, a przez współczesnych często uważanych za ateistów, niekiedy zaś za świętych …” …”Jakże głęboką wiarę w rozumność budowy wszechświata i jaką tęsknotę za zrozumieniem choćby najmniejszego przebłysku rozumu objawiającego się w tym świecie musieli żywić Kepler i Newton, by w samotnej pracy przez wiele lat potrafili rozwikłać mechanizm mechaniki nieba! (…) Jeden ze współczesnych powiedział nie bez racji, że badacze poważnie zajmujący się nauką są w naszych, na ogół materialistycznie nastawionych czasach, jedynymi ludźmi głęboko religijnymi…” …”Nauka bez religii jest ułomna, religia bez nauki jest ślepa.” Einstein o : …”Shaw jest niewątpliwie jedną z największych postaci na świecie, jako pisarz i jako człowiek. Powiedziałem kiedyś, że jego sztuki przypominają mi Mozarta. W prozie Shawa nie ma ani jednego zbędnego słowa, tak jak nie ma zbędnej nuty w muzyce Mozarta. Jeden za pośrednictwem języka, drugi za pośrednictwem melodii, doskonale, z niemal nadludzką precyzją wyraża posłanie swojej sztuki i swojej duszy…” …”Bach i Mozart są dla mnie twórcami wielkich bezosobowych harmonii, nie są oni ekspresjonistami doświadczeń osobistych. W obydwu jest duch kontemplacyjny skierowany ku przedmiotowi zewnętrznemu. (…) Nie należą oni do tej kategorii artystów, których głównym staraniem jest danie zewnętrznej artystycznej ekspresji wewnętrznego Ego…”

Antologia Indyjska, Sanskryt, Tom I

Potrzeba znalezienia jednego substratu dla wszystkich obserwowanych zjawisk, jak i wszelkich subiektywnych doświadczeń, istniała w człowieku od niepamiętnych czasów, od chwili gdy począł myśleć, gdy obudziła się w nim władza rozumu. (…) Ujmując to z punktu filozoficznego można by powiedzieć, iż ta nieodparta wewnętrzna potrzeba, założona niejako w samej naturze człowieka była przyczyną powstania wszystkich koncepcji o pra-przyczynie i pra-materii – czy też współistnienia obu – z których jako z jedynego źródła i podłoża, wywodzi się wszystko, tak subiektywny jak obiektywny świat. Idea pra-źródła, czasem w niektórych ludziach, ożywa nagle, jakby się ziarno zbudziło i zakiełkowało bujnie, a wówczas sprowadza rewolucyjne wewnętrzne zmiany, przetwarza cały stosunek i wartościowanie życia. Tradycyjna, powierzchowna religijność zmienia się w promienną duchowość; pojawia się żywe odczuwanie niemal dotykalnej, konkretnej obecności, które jest obudzeniem duszy, a zarazem impulsem pogłębiania tego przeżycia; jest to ( ) “początek Wielkiej Podróży”, żmudnej drogi w Nieznane, za jedynym światłem – własnego serca. Wówczas to, owo nowe życie rozsadza ciasną skorupę tradycyjnych wierzeń i przyjętych religijnych form i rodzi się istotny mistycyzm. Ale mistycyzm nie jest bynajmniej czymś niezwykłym, ani obcym ludzkiej naturze; powiedziałbym raczej odwrotnie, czymś wrodzonym, gdyż świadomość człowieka, jak igła magnetyczna, zwracała się zawsze uparcie ku zawrotnym wyżynom, których poznanie leży w jego przeznaczeniu. Poeta, artysta, człowiek który kocha prawdziwie, są nieświadomie mistykami; w swych najwyższych chwilach wznoszą się ponad monotonię zwykłego, pięciu zmysłami ograniczonego życia i odkrywają moce, znaczenie i sens w każdym przedmiocie zewnętrznego świata, nadają też nową wartość własnemu, subiektywnemu istnieniu. A znajdywać wciąż nową treść, stwarzać nowe wartości życia, w których myślowe i uczuciowe tęsknoty człowieka znajdują swe zaspokojenie i coraz pełniejszy wyraz – czyż nie jest najwyższym celem ludzkich dążeń ? W rzadkich chwilach natchnień jesteśmy wszyscy poetami i twórcami, a w blasku rodzącego się mistycyzmu ( ) dostrzegamy choćby na mgnienie oka, prawdę Boga. A że w mistycyzmie zawiera się najwyższa wartość, którą musi odkryć każdy, postępujący w swym rozwoju człowiek, przeto główne, charakterystyczne cechy mistycyzmu, choć mogą się znajdować na przeciwległych krańcach ziemi, choć mogą dzielić ich wieki, należą do tej samej duchowej rasy. ( ) Ich powinowactwo duchowe zarysowuje się wyraźnie prześwieca przez wszystkie zewnętrzne różnice; wyraża się też dobitnie o podobieństwie ich życia. Opisują oni tę samą Rzeczywistość, przemawiają tym samym wewnętrznym językiem, jakkolwiek różne byłyby formy ujęć i symbolów, zależne od wieku i religijnej tradycji w której wyrośli. W nich to , mistykach wszystkich czasów, religii i narodów urzeczywistnia się i dojrzewa Człowiek Kosmiczny ( ), który wyprowadzi z czasem ślepą ludzkość, błąkającą się dziś wśród walk, swarów i wojen, rozdartą nienawiścią, żądzą i okrucieństwem, toczoną rakiem przesądu i bezgranicznej głupoty, w świat światła i prawdy, gdzie wreszcie pozna czym jest istotna radość i szczęście. Benedetto Croce, głęboki filozof włoski, mówi: “Można twierdzić, że wiedza jest dwojaka – wiedza logiki, czyli rozumowania i wiedza intuicji; inaczej mówiąc – wiedza osiągana przez intelekt, albo przez wyobraźnię twórczą”, a ja dodam i serce. A.S.Edington mówi: “W wewnętrznej stronie otaczającego nas świata, całego stworzenia – w sztuce, w tęsknocie do Boga, dusza wznosi się i znajduje wypełnienie czegoś założonego od wieków w jej naturze. Sankcja do tego wznoszenia się znajduje się w nas samych; jest nią dążenie rodzące się w głębi naszej świadomości; światło wewnętrzne pochodzące od większej aniżeli nasza potęgi. Nauka sankcji tej nie może kwestionować, gdyż badania naukowe wypływają z dążenia, któremu myśl zmuszona jest ulec; z szukania, które nie może być stłumione. Czy to w intelektualnych badaniach nauki, czy w mistycznych poszukiwaniach duszy, to samo światło woła nas naprzód, a odpowiedzią naszej duszy jest budzące się w niej dążenie.” A więc nauka i mistycyzm nie są sobie wrogie ani nawet przeciwstawne. Nauka – to szukanie PRAWDY, PRAWA ( więc Boga) w PRZYRODZIE, przy pomocy intelektu, rozumu; a mistycyzm jest szukaniem GO w nieuchwytnych dziedzinach niewidzialnego i duszy ludzkiej – wyobraźnią, intuicją, sercem i duchem. Nauka ma swych nieustraszonych żołnierzy – odkrywców, rzucających się samotnie i mężnie w Nieznane w przyrodzie, by wydrzeć jej cząstkę tajemnic, by poznać odrobinę więcej jej prawa. I mistyk jest śmiałkiem, zapuszczającym się samotnie z niewzruszoną odwagą w świat bez żadnych dróg, ni ubitych gościńców, świat nieoczekiwanego i niepojętego, z pragnieniem palącym poznania PRAWDY, odkrycia ostatecznej Rzeczywistości, zjednoczenia z Jedynym Umiłowanym. W ogóle filozofia, religia i sztuka są w Indiach tak splecione, że nie sposób ich rozdzielić; wszystkie wypływają z tej samej podstawy – pojęcia jedności wszelkiego życia, nie dzielenia go na ludzkie i boskie. Hinduizm to nie tylko religia, to olbrzymia – największa z dotychczas istniejących – kultura, która ogarnia wszelkie odmiany myśli, wszelkie tęsknoty i uczucia serca, wszelkie głosy i wyrazy duszy, oraz dziedziny odkryć i objawień ludzkiego Ducha. Muzyka, rzeźba, malarstwo, architektura i taniec, są wszystkie przeniknięte religijną filozofią …”

Aghata Christie

“Pora przypływu”
…”Charakter ludzki, mon cher, nie trwa w bezruchu. Może umacniać się. Może słabnąć. Jakim człowiek jest naprawdę, ujawnia dopiero próba, to znaczy moment, kiedy musi stanąć na własnych nogach albo upaść…”
…”Przebieg wydarzeń w świecie ducha jest na pozór nieobliczalny -powiedziała – ale ja czuję, panie Poirot, że wszystko ma swój cel. Nie sądzi pan, że tak się dzieje w życiu? Że wszystko ma swój cel? – Nie wątpię, madame. (…) Nawet w tym, że obecnie siedzę w pani salonie, musi być cel…”
“Boże Narodzenie Herkulesa Poirot”
…”- Ach ci Brytyjczycy! Co za sentymentalny naród? (…) – Czy to źle, że tacy jesteśmy? Że lubimy tradycję i dawne zwyczaje? Cóż to panu szkodzi? – Wcale mi nie szkodzi. Przeciwnie, uważam, że to pełne uroku. Niech pan weźmie jednak pod uwagę fakty. Powiedział pan, że podczas świąt ludzie winni się radować. Oznacza to również, że mnóstwo się wówczas je i pije. A nadmiar jadła oznacza przejedzenie. A po przejedzeniu ma się niestrawność! A wraz z niestrawnością zjawia się rozdrażnienie! (…) Święta to czas wzajemnej życzliwości i przebaczenia. Wedle pańskich słów wtedy wręcz wypada tak postępować. Idą w niepamięć dawne spory, skłóceni godzą się kolejny raz, nawet jeśli jest to tylko zgoda chwilowa. (…) Weźmy teraz rodziny. Rozłączone przez cały rok, gromadzą się ponownie. A wtedy, mon ami, powstaje, jak należy przypuszczać, wiele napięć. Ludzie, którzy wcale nie są przyjacielsko nastawieni zmuszają się do okazywania pozorów przyjaźni. Podczas świąt mamy zatem do czynienia z mnóstwem hipokryzji. Rzecz jasna, pojawia się ona ze wzniosłych powodów, ale zawsze pozostaje hipokryzją…”
“Trzynaście zagadek”
…” Wydaje mi się, że wielu ludzi nie jest ani dobrych, ani złych, ale cóż, po prostu bardzo głupich…”
…”Powiem teraz coś, z czego wy, młodzi, będziecie się zapewne śmiać. Otóż gdy mam jakiś poważny problem, zawsze odmawiam krótką modlitwę i to niezależnie od miejsca w którym się w danej chwili znajduję. Może to być ulica czy targ – i zawsze znajduję wyjście z impasu, choć nieraz mogłoby się wydawać, że moje nagłe skojarzenia nie mają żadnego związku. Pamiętam, że jako mała dziewczynka miałam nad łóżkiem wyhaftowaną sentencję “Proś a będzie ci dane” (…) Palec Boży jest wszędzie…”
…”Widzi pan, inspektor jest naprawdę inteligentnym człowiekiem, ale inteligencja jest czasem najbardziej niebezpieczna. Nie prowadzi zwykle za daleko…”
“Morderstwo w zaułku”
…”Ale w rzeczywistości nie istnieje coś takiego jak śmierć. Wie pan, w istocie istnieje tylko przemiana. (…) – Oczywiście, pan nie wierzy! Tak niewielu wierzy. Dla mnie świat ducha jest tak samo realny jak ten tu…”
…”Gervase, ma się rozumieć, był bardzo dziwnym człowiekiem, bardzo niezwykłym człowiekiem. Był zupełnie niepodobny do innych. Był jednym z Wielkich, którzy powtórnie się narodzili. (…) Było mu ciężko przystosować się do głupich wzorów banalnego, pospolitego świata. (…) Udajemy, że życie to poważna sprawa….. A tymczasem życie jest tylko wielką iluzją…”
…”- Są siły, które nami kierują… Pan tego nie może rozumieć. Pan porusza się tylko w wymiarach świata materialnego…”
“Przeznaczenie” (Nemezis)
…” A ja, spędziwszy niemal całe życie wśród młodych ludzi, uważam, że każde życie to tylko krótki moment wieczności. Jak powiedział T.S. Eliot: Życie róży i życie drzewa cisowego – to ten sam czas. (…) Długie czy krótkie życie jest skończonym doświadczeniem…”
…”Jak bardzo cierpię, kiedy podczas mojej pracy muszę wysłuchiwać ludzi żalących się na społeczeństwo, zwalających wszystko na przeszłość. Gdyby ludzie wiedzieli, ile osób przeszło przez życie pełne okrucieństwa i tak zwane, złe środowisko i mimo wszystko, nie poddali się jego wpływowi, nie tak łatwo przyjmowaliby ten punkt widzenia. Należy współczuć tym nieprzystosowanym, tak jak współczuje się epileptykowi…”
…” Miłość może stać się jednym z najgorszych narzędzi szatana. (…) Jadowite zło jest jak rak, jak złośliwy guz powoduje cierpienie…”
“Pięć małych świnek”
…” Ja – rzekł Poirot – prowadzę życie niesłychanie moralne. Ale to nie jest równoznaczne z posiadaniem zasad moralnych…”
“Dwanaście prac Herkulesa”
…”Jakże głupi są ci, którzy zbaczają z prostej drogi. Czyste sumienie – oto, czego w życiu potrzeba. Wtedy wszystkim można stawić czoła, a każdego kto ci wchodzi w paradę, wysłać do diabła…”
…” On potrzebuje waszych modlitw – rzekł detektyw łagodnie
– Czyżby był nieszczęśliwy?
– Tak bardzo nieszczęśliwy, że zapomniał, czym jest szczęście.
Jest tak nieszczęśliwy, że sam o tym nie wie.
– Ach, bogaty….”
“Noc i ciemność”
…”Jak trochę pojeździć z takimi klientami, człowiek dochodzi do wniosku, że forsa wszystkiego nie załatwia. Bo co forsa pomoże na to, że zaczyna ci nawalać serce, że trzeba w kółko zażywać niezliczone ilości pigułek, że tracisz nerwy w hotelach z powodu obsługi i kuchni. Większość znanych mi bogatych ludzi była raczej nieszczęśliwa. Bogacze też mają swoje kłopoty. Jak tak posłuchać ich rozmów we własnym gronie, to gadają tylko o kłopotach. Połowę z nich te kłopoty zabijają…”
… “Dla radowania się i bólu
Człowiek urodził się na ziemi.
Jeśli to rozumiemy dobrze,
Bezpiecznie przez ten świat idziemy.
Każdego ranka, każdej nocy
Dla męki ktoś na świat przychodzi.
Każdego ranka, każdej nocy
Dla szczęśliwości ktoś się rodzi.
Jedni się rodzą dla radości,
Inni dla nocy i ciemności.”
William Blake “Wróżby niewinności” przeł. Zygmunt Kubiak
…” Byliśmy ze sobą bardzo szczęśliwi. Tak, bardzo szczęśliwi. Gdybym to wtedy wiedział… Miałem szansę…. Może każdy ma w życiu szansę…Ja …odwróciłem się do niej plecami. (…) “U mojego początku jest mój kres…” – tak mówią. Ale co to właściwie znaczy?”
“Kot wśród gołębi”
…”Myślę, że każdy ma jakieś pomysły – (…)- Przypuszczam, że w większości są fantastyczne i całkowicie błędne. Oczywiście trzeba podjąć ryzyko. Trzeba te pomysły wypróbować. Muszę zdobywać doświadczenie… Okropne, jeśli nie potrafi się korzystać ze zdobyczy innych ludzi.
– Niekoniecznie (…)
– W życiu musi się popełniać własne błędy…”
…”Zawsze warto zaryzykować, prawda? (…)
– Oczywiście jeżeli pragnienie jest wystarczająco silne…”
…”Siedź sobie, wypoczywaj i nie zwracaj uwagi na małe sprzeczki. Życie byłoby bardzo nudne, gdybyśmy się zgadzali na każdy temat…”
“Detektywi w służbie miłości”
…”…”Nikt nigdy nie jest całkiem pewny swego celu, prawda? (…) Zawsze pobudza mnie pan do myślenia i do działania.
– Ja… pobudzam pana do działania? Bardzo się pan myli. Zawsze pan wiedział, co i dlaczego chce pan zrobić, i dobrze zdawał pan sobie sprawę z tego, że jest to konieczne.
– Doznaję tego uczucia tylko wtedy, kiedy jest pan obok mnie.
– Och, nie – zaprzeczył łagodnie – Nie mam z tym nic wspólnego. Ja jedynie … jak niejednokrotnie panu mówiłem ….jedynie tędy przechodzę. To wszystko…”
“Godzina zero”
…”Dlaczego nie miałbym się zabić, jeżeli mam na to ochotę? (…)
– Bo tak nie można – odpowiedziała poważnie.
– Dlaczego nie można? (…)
– No , to znaczy…samobójstwo to grzech. Trzeba nieść swój krzyż, czy się chce, czy nie.
– Niby dlaczego?
– No, bo są jeszcze inni ludzie, o których trzeba pamiętać.
– To mnie nie dotyczy. Nie ma żywej duszy, którą by obchodziło, co się ze mną stanie. (…)
– No i po co żyć? To było najprostsze i najmniej kłopotliwe rozwiązanie. Moje życie ani mnie, ani nikomu na nic się nie zda.
– Nigdy nie wiadomo – powiedziała.
(…)
– W każdym razie miałem prawo zrobić ze swoim własnym życiem to, na co miałem ochotę.
– Nie, nie miał pan.
– Dlaczego, (…) powiedz, dlaczego? (…)
– Nie rozumie pan? Bóg może pana potrzebować. Zaskoczony znów wlepił w nią wzrok. Nie miał zamiaru siać zwątpienia w tej wierzącej duszyczce. Spytał z lekka ironicznie:
– Żebym pewnego dnia powstrzymał konia, który poniósł i uratował od śmierci złotowłose dziecię, o to chodzi?
Potrząsnęła głową (…). rzekła:
– Gdzieś może wystarczyć sama pana obecność, nawet nie jakieś czyny, po prostu obecność w określonym miejscu i określonym czasie (…) …sama pana obecność, pan może nawet nie zdawać sobie sprawy, że coś ważnego się dzieje…”
…”Uważam, że nie warto wracać do przeszłości. To jałowe rozważania: “szkoda, że to czy tamto się wydarzyło”. Było, minęło. Po co do tego wracać? Każdy musi przeżywać swoje życie teraz, w teraźniejszości…”
“Niedziela na wsi”
…”Chora rozpromieniła się. Doktor Christow jest wspaniały! Zawsze zainteresowany, zatroskany. Sama rozmowa z nim przywraca człowiekowi siły. John Christow przysunął sobie jakąś kartkę i zaczął pisać. Trzeba będzie dać jej środek przeczyszczający. Ten nowy, amerykański, ładnie opakowany w celofan; tabletki mają ciekawy i niezwykły łososiowy kolor. Lek jest bardzo drogi i trudno go dostać; nie każda apteka ma go na składzie. Pewnie trzeba będzie pojechać aż na Wardour Street. To jej dobrze zrobi. Postawi ją na nogi. Miesiąc, czy dwa będzie spokój. Potem trzeba będzie wymyślić coś nowego…”
…”Cieszyła się życiem (…) Przyjemność sprawiało jej samo życie, nie jego warunki. Czerpała radość z samego faktu istnienia. Ciekawa rzecz; nie da się tego wyjaśnić…”
…”Ktoś kiedyś powiedział: “Ci zamożni pacjenci, wyszukujący u siebie najróżniejsze choroby, muszą być bardzo męczący. Pewnie przyjemniej jest zajmować się biedakami, którzy idą do lekarza tylko wówczas, gdy rzeczywiście coś im dolega” Uśmiechnął się pod nosem. To śmieszne, jak niektórzy idealizują Biedaków przez wielkie B. Chętnie pokazałbym im starą panią Pearstock, leczącą się w pięciu szpitalach jednocześnie, co tydzień wynoszącą od lekarzy po kilka butelek lekarstw: płyn na kręgosłup, syrop na kaszel, środki przeczyszczające, lekarstwa na poprawienie trawienia. “Czternaście lat brałam to brązowe lekarstwo, doktorze, i pomagało mi. Ale w zeszłym tygodniu ten młody doktor przepisał mi białe lekarstwo. Jest do niczego! Mam rację, prawda, doktorze? Mówiłam, że biorę to brązowe lekarstwo od czternastu lat i muszę mieć parafinę w płynie i te brązowe tabletki…..” Miał wrażenie, że słyszy jękliwy głos staruszki. Jest w doskonałej formie, zdrowa jak rydz, nawet lekarstwa przyjmowane latami jej nie zaszkodziły…”
“Dlaczego nie Evans”
…”Biedny stary, pomyślał, będzie się miotał po schodach z góry na dół i z dołu do góry, nie mogąc się zdecydować, czy rozpoczynać mszę, czy nie. Tak się nabuzuje, że zacznie go boleć brzuch i skończy się na tym, że kolacja go ominie. Nie wpadnie mu do głowy prosta, rozsądna myśl, że nie zawiódłbym go bez naprawdę ważnego powodu. Ci po pięćdziesiątce nie mają za grosz rozsądku: potrafią się zamartwiać na śmierć zupełnymi głupstwami. Pewnie tak ich idiotycznie wychowano, nic już nie mogą na to poradzić…” (…) Pan Jones ze swojej strony postrzegał rzecz dokładnie odwrotnie. Uważał, że młode pokolenie nie rozumie ani nie docenia jego poświęceń. Jak widać na tym przykładzie, poglądy na ten sam temat mogą się różnić diametralnie…”
“Samotny Dom”
…”- W starych domach (…) często jest atmosfera tajemniczości, zła.
– Tak, tak (…) dużo zła. Dużo złych myśli i złych czynów. Pełno tego w tym domu. Ściany przesiąkły złem, nie można go z nich wydobyć, wyczyścić. Unosi się w powietrzu…”
…”- Prawda zostanie panu objawiona (…)
– Zło nie może pozostać bezkarne.
– Tak jest, zło nie pozostaje bezkarne, ale kara jest często niewidoczna dla ludzi…”
“Dziesięciu Murzynków”
…” Łatwiej uwierzyć w kłamstwo niż w prawdę…”
“Dopóki starczy światła”
…”Nie pojmujemy do końca, czym jest pociąg do butelki. Ale przecież mamy własne pokusy, co powinno nam pomóc w zrozumieniu cudzych. (…)
– Niektórzy mają to szczęście, że nigdy nie są wodzeni na pokuszenie – powiedział łagodnie – Ale czasem i ich godzina nadchodzi. Strzeżmy się i módlmy – zakończył…”
…”Jeśli pan doktor każe, to damy jej do posiłków tępe noże, ale myślę, że nie zachodzi najmniejsza obawa, aby usiłowała popełnić samobójstwo. To nie ten typ. Jest zbyt skoncentrowana na sobie. Dziwne, ale właśnie tacy ludzie najczęściej znajdują się na krawędzi obłędu…”
…” – Po cóż jeszcze innego żyć? Czy to nie wystarczy? Miłość… szczęście… sukces… miłość…. Mur otaczał go coraz ciaśniej, owijała go zasłona jak z jedwabnej piany, przyduszała go trochę, ale była taka miękka, taka miła. Płynęli razem w krystalicznej wodzie ku krystalicznemu oceanowi. Mur był już bardzo wysoki, zasłaniał sobą wszystko – wszystko, co niebezpieczne, groźne, bolesne. Unosząc się na krystalicznym morzu trzymali w dłoniach złote jabłko…”
…”Co zyskuje człowiek, jeżeli zdobędzie cały świat, a straci duszę?” – pytano wszystkich razem i każdego z osobna. Ona z przyjemnością uświadomiwszy sobie, że owo pytanie nie ma z nią nic wspólnego, odwróciła się…”
“Zło które żyje pod słońcem”
…”- Zaciekawiło mnie, coś co powiedział pan przed chwilą. Powiedział pan, że wszędzie pod słońcem kryje się zło. (…) Ucieszyły mnie pańskie słowa. W naszych czasach nikt nie wierzy w zło. Uznawane jest co najwyżej za przeciwieństwo dobra. Zło, powiadają ludzie, czynione jest przez tych, którzy nie znają niczego lepszego… przez niedorozwiniętych… nad którymi należy raczej litować się, niż ich winić. Lecz (…), zło jest prawdziwe! Jest faktem! Wierzę w zło, tak jak wierzę w dobro. Ono istnieje! Jest potężne! I wędruje przez świat…”
…” Obecność osoby, którą się nienawidzi, niszczy wszelką radość…”
…”Kobieta może być pomocą i natchnieniem w życiu mężczyzny…ale może stać się przyczyną jego upadku. Może ściągnąć mężczyznę do poziomu zwierzęcia…”
“Tragedia w trzech aktach”
…”To był bardzo dobry człowiek. Przygotowywał mnie do konfirmacji. To wielka bzdura, ale on był cudowny. Widzi pan, ja naprawdę wierzę w chrześcijaństwo. Chociaż inaczej niż moja matka, nie uznaję modlitewników, porannych nabożeństw, wierzę rozumnie, w zjawisko historyczne. Kościół jest zaskorupiały w tradycji Pawłowej.
– Prawdę powiedziawszy Kościół jest okropny, ale chrześcijaństwo jest w porządku. (..) Babbingtonowie to prawdziwi chrześcijanie. Nie wścibiali nigdy nosa w cudze sprawy, nie potępiali. Dobrzy, życzliwi ludzie…”
…” W sercu pustyni czy wśród tłumu, co za różnica? Człowiek w swojej istocie jest wszędzie samotny…”
…”- Zawsze mi go było żal. Nawet teraz. Jestem przekonana, że ten jego zarozumiały sposób bycia to w dużej mierze poza.
– Nic w tym dziwnego. (…) – To zjawisko powszechne. Zawsze, kiedy spotykam kogoś, kto wynosi się nad innych, wiem, że mam do czynienia z człowiekiem z kompleksem niższości (…) Ten kompleks leży u podłoża wielu zbrodni. Pragnienie potwierdzenia własnej osobowości…”
…”Żaden instynkt nie chroni dziewcząt przed pewnym typem mężczyzny. Po prostu go nie mają. Rodzice, tak, przestrzegają je, zawsze nadaremnie, one nie wierzą. To straszne, ale wydaje mi się, że jak magnes lgną do mężczyzn, którzy mają złą reputację. Wydaje im się, że miłość zmieni ich wybrańców. (…)
– Człowiek wie tak mało. Kiedy wie więcej, jest już za późno…”
…”Ludzie rzadko kiedy potrafią dopatrzeć się siebie. (…)
– A więc pani uważa, że wszyscy mamy wygórowane wyobrażenia o sobie i nie widzimy brutalnej prawdy…”
“Entliczek Pentliczek”
…” – Valerie, czy sądzisz, że mogłabyś mi udzielić rady?
– Oczywiście, mogę udzielić ci rady, Jean, chociaż doprawdy nie wiem, po co ludzie w ogóle proszą o rady. I tak nigdy ich nie słuchają…”
“Tajemnica rezydencji “Chimneys” “
…” – (…) powiem pani taką rzecz: na ogół zawsze jest lepiej mówić prawdę. Jedno kłamstwo pociąga za sobą stek kłamstw, a trwanie w ciągłym kłamstwie jest potwornie nudne…”
“Tajemnica bladego konia”
…” – Wszystko zależy od tego, czego się chce od życia. (…) Tak wielu ludzi robi pieniądze nie mając pojęcia, na co je przeznaczyć! W ten sposób człowiek wikła się w coś, co można nazwać maszyną do robienia pieniędzy. Wychodzą do biura wcześnie i wracają późno; nigdy nie przerywają pracy dla przyjemności. I co mają z tego? Większe samochody, obszerniejsze domy, bardziej kosztowne kochanki i żony i – powiedzmy to sobie – większy ból głowy. (…)
– Po prostu posiadanie pieniędzy jest początkiem i końcem wszystkiego dla większości bogatych ludzi. Inwestują je z powrotem w coraz większe przedsiębiorstwa i robią jeszcze więcej pieniędzy. Ale po co? Czy kiedykolwiek zatrzymają się, żeby spytać siebie po co? Nie wiedzą tego…”
“Mężczyzna w brązowym garniturze”
…”To doprawdy dobra lekcja, uświadomić sobie od czasu do czasu, że jest się idiotką. Ale większość z nas tego nie lubi…”
“Morderstwo na plebanii”
…” – Ostatecznie życie wszędzie jest takie samo. (…)
– Człowiek się rodzi, dorasta, styka się z innymi ludźmi, którzy potrącają go i popychają, potem małżeństwo i znów dzieci…
– A w końcu śmierć (…) – I to nie zawsze śmierć fizyczna. Czasem bywa to śmierć za życia…”
…” Zetknięcie z brudem zostawia plamy…”
…”Młodzi myślą, że starzy są głupi, ale starzy wiedzą, że młodzi są głupi…”
“Hotel Bertram”
…”W krótkich przerwach pan Humfries ukazywał się na horyzoncie jak słońce i łechtał czyjąś próżność swoim osobistym zainteresowaniem…”
…”Zdałam sobie sprawę, że nie wraca się nigdy, że nie należy tego nawet próbować, że istotą życia jest postęp. Życie jest naprawdę Drogą w Jedną Stronę…”
“Podróż w nieznane”
…”Była tu! Uciekła od mgły, zimna i ciemności Londynu. Zostawiłą za sobą rozpacz, rozterki i cierpienie. Tutaj pulsowało wokół niej życie, otaczały ją żywe kolory, świeciło słońce. (…) To wszystko wyglądało właśnie tak, jak myślała. Hilary odwróciła się zwolna od okna i usiadła na łóżku. Uciekać, uciekać! Te słowa jak refren nieprzerwanie rozbrzmiewały w jej mózgu od chwili opuszczenia Anglii. Uciekać. Uciekać. Ale teraz wiedziała, porażona nagle straszliwą pewnością, że ucieczki nie było. Wszystko wyglądało tak samo jak w Londynie. Usiłowała uciec od Hilary Craven, a tymczasem Hilary Craven byłą tą samą osobą zarówno w Maroku, jak w Londynie. Powiedziała do siebie cicho:
– Jakże głupia byłam, jakże głupia jestem. Dlaczego myślałam, że poczuję się inaczej z dala od Londynu? (…) Musi zmierzyć się z rzeczywistością. (..) Trzeba było podróży do Maroka, żeby sobie to uświadomić. W Londynie miała dziwne uczucie, że jeśli tylko wyrwie się dokądkolwiek, to zostawi wszystko za sobą i rozpocznie życie od nowa. Dlatego postanowiła znaleźć miejsce, z którym nic wcześniej jej nie łączyło, miejsce zupełnie dla niej nowe, gdzie byłoby to, co kocha najbardziej: blask słońca, czyste powietrze, a także obcy ludzie i rzeczy. “Tam – mówiła – wszystko się zmieni”. Ale się nie zmieniło. Jest tak samo. Fakty są proste i nie można od nich uciec…”
…”Nie lubię się nad nikim użalać. Jest to wręcz obraźliwe. Zwykle użalamy się nad ludźmi, którzy sami litują się nad sobą, a litość nad sobą to jedna z największych barier w dzisiejszych czasach..”
“Śmierć na Nilu”
…”Ileż prawdy tkwi w powiedzeniu, iż człowiek musiał wymyślić pracę, by uniknąć przymusu myślenia…”
…”Oczywiście nie można odwrócić tego, co minęło i należy brać rzeczy takimi, jakimi są!. Jednak czasami madame, trzeba wziąć na siebie konsekwencje własnych czynów z przeszłości…”
…”- Miłość może być czasem przerażająca. – Dlatego też większość książek o miłości to tragedie…”
“Samotna wiosną” – Mary Westmacott
…” – Na koniec – (…) i ostatnia przestroga. Żadnego lenistwa umysłowego! Nie wydawaj powierzchownych sądów tylko dlatego, że tak jest najłatwiej i że to często oszczędza bólu! Życie jest nam dane po to, by je przeżyć, a nie, by je fałszować czy upiększać. I nie bądź z siebie zbytnio zadowolona! (…)
– Ponieważ, (…) pycha to twój mały grzeszek. (…) Myśl o innych, moja droga a nie jedynie o sobie. (…) Życie, powinno być nieustającym postępem, przeprawianiem się, niby po kamieniach rzuconych w poprzek rzeki, z brzegu naszych ślepych jaźni ku brzegowi rzeczy wyższych. I nie zapominaj, że istnieje coś takiego, jak ból i cierpienie. One przychodzą do wszystkich. Nawet sam Bóg nie był wolny od kaźni ziemskiego żywota. I tak jak on w ogrodach Getsemani poznał strach przed męką konania, tak ty zaznasz leków tego świata – a gdybyś ich nie zaznała, (…) znaczyłoby to, że twoja ścieżka prowadzi daleko od gościńca prawdy…”
…”Przypomniała jej się pewna scena, jak to kilku Arabów, sześciu, może siedmiu, próbując odgrzebać z piasku starego, zdezelowanego forda, pchało go i ciągnęło każdy w inną stronę. William (…) powiedział wówczas, że choć mają dobre intencje, ich zabiegi są daremne. A jednak oni wierzyli, że doprowadzą całą rzecz do pomyślnego końca, albowiem “Allah jest miłosierny”. Allah, pomyślał wówczas, nie ma tu nic do rzeczy, bo poza cudem nic nie jest w stanie wygrzebać samochodu z piasku, tak długo, jak długo będzie się go ciągnąć w przeciwnych kierunkach! A jednak dziwne – tamci Arabowie sprawiali wrażenie absolutnie szczęśliwych i zadowolonych z siebie. Ich “in sza Allah”, jeśli Bóg zechce, zdawało się zastępować wszelkie rozsądne działania, takie, jakie każdy, zdrowo myślący człowiek zwykł podejmować dla osiągnięcia swego celu. Nie, jej takie postępowanie nie wydawało się słuszne. Człowiek powinien zawsze myśleć i planować…”
…” Muszę uciec od tego wszystkiego… Właściwie – co to znaczy “uciec od tego wszystkiego”? Nagle znów znalazł się przy niej duch panny Gilbey i przemówił nakazującym tonem: “Zdyscyplinuj swoje myśli, Joan. Dokładniej przekładaj je na słowa. Powiedz sobie wreszcie, czym jest to, od czego wciąż uciekasz” Ale ona tego nie wiedziała. Naprawdę nie wiedziała. Tak, coś za nią szło. Jakiś lęk… jakieś obawy… groźby…? Coś, co było wokół, wszędzie, co czekało, a wszystko, co ona mogła zrobić, to chować się, odwracać, nie zauważać… (…) Wszystko na nic. Ze mną na pewno dzieje się coś złego. Na pewno. (…) W każdym razie, powiedziała sobie stanowczo, nie ma ze mną nikogo. Jestem absolutnie sama. Co więcej – nawet nie muszę się obawiać, że kogoś spotkam. (…) Tutaj nic z tych rzeczy. Tutaj mogę spotkać jedną jedyną osobę, a tą osobą jest Joan Scudamore. Spotkać Joan Scudamore! Co za śmieszny pomysł. “Miło mi, że panią spotykam, pani Scudamore”. Doprawdy, całkiem interesujący pomysł… Spotkać siebie… Spotkać samą siebie… O Boże, przeraziła się… Przeraziła się potwornie… (…) … Boję się… … O Boże, jakże ja się boję …. … Niechby ktoś tu był. Niechby był ze mną … (…) To było to … to była myśl, która prześladowała ją od dłuższego czasu, to było to, o czym prawdziwa Joan Scudamore wiedziała. Zawsze wiedziała… Jaszczurki wyskakujące ze swoich norek… Prawda … Małe kawałeczki prawdy wyskakujące z zakamarków jej umysłu jak jaszczurki ze swoich norek z zawołaniem: “Oto jesteśmy. Znasz nas. Znasz nas całkiem dobrze. Nie udawaj, że nie znasz”. A ona znała je, i właśnie to było najgorsze. Znała je, kawałeczek po kawałeczku. Szczerzyły do niej zęby, śmiały się z niej. Wszystkie te małe kawałeczki i odłamki prawdy. Ukazywały się jej, od kiedy tu przyjechała. To do niej należało złożenie ich w jedną całość. Całą historia jej życia, prawdziwa historia Joan Scudamore. Czekała na nią tutaj… Nigdy przedtem nie interesowała się historią swojego życia. Łatwo jej przyszło wypełnić sobie życie niż nie znaczącymi błahostkami, tak by nie starczyło czasu na poznawanie samej siebie. Jak to Blanche powiedziała? “Ciekawa jestem, czy rozmyślając dzień za dniem wyłącznie o sobie, można by dowiedzieć się czegoś, czego się dotychczas o sobie nie wiedziało”. A ona na to, tak głupio i wyniośle: “Sądzisz, że tak?” (…) Jeśli się kocha kogoś, powinno się wszystko o nim wiedzieć. Jeśli się nie wie, to dlatego, że o wiele wygodniej wierzyć w rzeczy miłe, wierzyć w to, co chce się uważać za prawdę, a nie w to, co nią jest…”
…”Kochałam Rodneya a mimo to postępowałam tak, jak postępowałam. Gdybym go nienawidziła, to przynajmniej miałabym teraz wygodną wymówkę. Gdybym była wobec niego obojętna, to wszystko nie miałoby aż tak wielkiego znaczenia. Ale ja go kochałam, a mimo to odebrałam mu prawo, z którym się rodzi każdy człowiek, prawo do decydowania o własnym życiu. (…) Dlatego, że był łagodny, że nie walczył ze mną i nie zawojował mnie, tak niewiele zostało w nim mężczyzny…”
…”Blanche miała rację. – zostałam tam, gdzie byłam. Wciąż jestem tą samą dziewczyną, która wyszła z murów St. Anne. Wygodne życie, niechęć do myślenia, zadowolenie z samej siebie, lęk przed wszystkim, co mogłoby być bolesne…”
…”Nie czuła w sobie żadnego niepokoju, żadnego strachu, żadnej tęsknoty za jakimś zajęciem czy rozrywką. Jaszczurki już nie wyskakiwały ze swoich norek. Spotkała siebie i poznała siebie…”
…”Na nowo ogarnął ją żar uczucia, a równocześnie smutek, tęsknota za miłością, za przebaczeniem… To wszystko prawda, pomyślała, naprawdę zaczynam nowe życie … (…) Nie to nieprawda! Oczywiście, że nie. Sama wymyśliłam tę całą historię. (…) Przyłożyła rękę do czoła. Zdawało jej się, że w jej mózgu obraca się kalejdoskop. Miała kalejdoskop w dzieciństwie. Uwielbiała przyglądać się wirującym kolorowym szkiełkom, nim ułożyły się w jakiś wzór… Co też się ze mną dzieje? Tamten koszmarny zajazd i tamto dziwne uczucie, którego doświadczyłam na pustyni… Wyobraziłam sobie całe mnóstwo nieprzyjemnych rzeczy: że rodzone dzieci mnie nie lubią (…) I nawet ubolewałam nad tym, że swego czasu wybiłam Rodneyowi z głowy ten jego niesamowity pomysł z uprawianiem ziemi. Doprawdy, jedyne, co mogę teraz o sobie powiedzieć, to to, że zawsze kierowałam się rozsądkiem i że byłam przewidująca. Boże wielki, dlaczego jestem taka zakłopotana? Wszystko, o czym myślałam i w co uwierzyłam… te wszystkie nieprzyjemne rzeczy… Czy rzeczywiście były prawdziwe? A może nie były? Nie chcę, żeby były prawdziwe. Muszę postanowić… muszę postanowić… Co postanowić? Słońce, pomyślała, tamto słońce tak bardzo przypiekało. To właśnie ono przyprawiło mnie o halucynacje… Biegnie po pustyni … pada na dłonie i na kolana … modli się … Czy to wszystko było prawdziwe? Obłęd, uwierzenie w coś takiego to czysty obłęd. Jak to przyjemnie i bezpiecznie wrócić do domu (…) i doznać uczucia, że nigdy się nie wyjeżdżało, że wszystko jest takie, jak się zawsze myślało, że jest … I oczywiście wszystko jest takie. Takie samo. Kalejdoskop wciąż wiruje … wiruje …. Szkiełka układają się raz w jeden wzór, to znowu w drugi. (…) Który wzór? Który? Muszę dokonać wyboru. (…) To Rodney wraca. Który wzór? Który wzór? Prędzej! (…) Rodney Scudamore siedział w małym, niskim fotelu, podczas gdy jego żona nalewała do filiżanek herbatę (…) i pogodnie szczebiotała, jak to miło znaleźć się na powrót w domu i jak uroczo dojść do wniosku, że nic się nie zmieniło. (…) Rodney siedział, uśmiechał się i kiwał głową. Hałas, myślał, tyle hałasu. Tak wiele w nim sensu dla jednych, a żadnego dla innych. Myliłem się, ustalił ostatecznie, myliłem się, myśląc, zaraz po powrocie Joan, że coś się z nią stało. Nic się z nią nie stało. Jest taka sama jak zawsze. Wszystko jest takie samo jak zawsze. (…) Nie ma sensu ranić jej i rozczarowywać. Niech trwa szczęśliwa i bezpieczna w tym swoim jasnym, spokojnym świecie, który sama dla siebie stworzyła. (…) – Biedna mała Joan – powiedział czule. Spojrzała na niego zdziwiona. – Dlaczego biedna? A poza tym nie jestem mała. (…) Zbliżyła się do niego gwałtownie i niemal bez tchu powiedziała: – Nie jestem sama. Nie jestem sama. Mam ciebie. – Tak – zgodził się. – Masz mnie. Wiedział, że mówi nieprawdę. Zawsze byłaś sama, pomyślał, i zawsze będziesz. Lecz, daj Boże, żebyś się nigdy o tym nie dowiedziała…”
“Randez – vous ze śmiercią”
…”Zbyt wielka władza jest niedobra, zwłaszcza dla kobiety…”
…”Jak mówiłem, pani Boyton poświęciła się bez reszty dzieciom i kompletnie odcięła je od reszty świata (…). W rezultacie wszyscy wyrośli na (…) ludzi nerwowych, przewrażliwionych. Są nieufni, niezdolni do zawierania znajomości…”
…”Ostatnie zdanie nie wywarło na nim głębszego wrażenia. Nieraz słyszał je powtarzane przez ludzi rozmaitych narodowości, lecz wiedział, że żadnego kraju, żadnego osobnika niepodobna nazwać nieograniczenie wolnym. Rzecz w tym, że istnieją rozmaite odmiany i gatunki więzów…” Pani Boyton nie tyranizuje dlatego, że była strażniczką więzienną. Nic podobnego! Obrała ten zawód dlatego, że odpowiadało jej tyranizowane i przepalała ją żądza władzy. Nasza podświadomość kryje takie rzeczy – żądza władzy, sadyzm, nieokiełznane pragnienie zadawania ran w rozmaitym rozumieniu. Wszystko to tkwi w nas, droga koleżanko. Tłumimy te popędy. Staramy się ich nie ujawniać, ale czasami bywają silniejsze od nas…”
…”Ktoś, kto raz uległ żądzy władzy, okrucieństwu, sadystycznym popędom, nie zwykł oszczędzać nikogo, nawet najdroższych i najbliższych. (…) Wiem, że znakomita większość schorzeń psychicznych wynika z wybujałych ambicji, z pragnienia sukcesów, potęgi, władzy. Zaspokojenie takich ambicji wiedzie do apodyktycznej pewności siebie, tyrańskich skłonności, okrucieństwa, a w ostatecznym rezultacie do przesytu. A w przypadkach, gdy wygórowane pragnienia nie mogą być zaspokojone…Cóż? Odpowiedzi należy szukać w zakładach dla umysłowo chorych. Są one pełne tych, co nie byli w stanie znieść własnej przeciętności, braku znaczenia, niewoli, a więc odcięli się od realnego świata i raz na zawsze zatrzasnęli za sobą drzwi rzeczywistości…”
…”To niedobrze dostrzegać tylko lepsze, jaśniejsze strony życia. Pod zewnętrzną powłoką poprawnych, utartych obyczajów dnia powszedniego można znaleźć czasami rzeczy osobliwe, na przykład zamiłowanie do zwykłego okrucieństwa. Ale po dokonaniu takiego odkrycia trafia się zwykle na coś więcej, na niepohamowane, godne ubolewania pragnienie, aby wyróżniać się, zwracać na siebie uwagę. Ktoś, kto nie potrafi zaspokoić tych pragnień, poszukuje rozmaitych metod. Stara się, by inni uznawali jego osobowość, liczyli się z nią, a to prowadzi do perwersji w przeróżnych postaciach…”
“Morderstwa to nic trudnego” …”Podobno duchy są złośliwe. Ludzie uczciwi, postępujący zgodnie z prawem, rzadko nawiedzają świat, z którego odeszli…”
“Pasażer do Frankfurtu” …”Młodzież uwierzy we wszystko, jeśli potrafisz zręcznie podsunąć im, w co mają wierzyć..”
…”Tak łatwo jest rozpętać rewolucję. Młodzież zawsze się buntuje, to naturalne. Sprzeciwiają się temu, co stare, burzą to, co zastali, chcą budować nowe. Chcą zmienić oblicze świata. Ale nie zdają sobie sprawy, że są ślepi. Mają opaski na oczach. Nie widzą, gdzie prowadzi droga, na którą weszli. Jak to się skończy? Co jest przed nimi? I kto jest za nimi, kto podżega ich do buntu? (…) Wiesz jak to jest. Jeżeli chcesz, by osioł szedł razem z tobą, bierzesz do jednej ręki marchewkę, a w drugiej trzymasz kij…”
…” – Wizjonerzy i oszuści. Zawsze byli, w każdej epoce. Ludzie, którzy kazali innym wierzyć w swe posłannictwo, dla których ginęły tysiące…”
…”Szatan ma wiele postaci, ale wyróżnia się spośród tłumu swoją chęcią przewodzenia…”
…”Nauka dała światu wiele dobrych rzeczy, które w nieodpowiednich rękach obróciły się przeciwko ludzkości. Przykładów jest mnóstwo. Przeszczepy, które ratując ludzkie życie przedłużają jedynie agonię. Antybiotyki, które zwalczają choroby, lecz jednocześnie przyczyniają się do osłabienia naturalnych reakcji obronnych organizmu. Wreszcie energia atomowa, tragedia Hiroshimy, choroba popromienna. Trujące wyziewy z kominów fabrycznych. Nauka to potęga, lecz niewielu potrafi jej użyć właściwie…”
…”Ratujmy świat! Cóż za piękny frazes! Ci młodzi też chcą ratować świat. Myślą, że są w stanie to zrobić. Ale nie potrafią. Muszą sami odkryć właściwą drogę. Sztuczne rozwiązania nie uratują świata. Sztuczne dobro? Nie, panowie, to nie jest odpowiedź. To niczego nie rozwiąże, ponieważ jest wbrew naturze. Wbrew Bogu…”
“Brzemię” – Mary Westmacott …”Nikt nie zna całej prawdy o sobie…”
…”Niektórzy ludzie wiedzą od urodzenia, co jest dobre, a co złe, a niektórzy do końca życia nie potrafią odróżnić jednego od drugiego. To tak jak ze słuchem muzycznym…”
…”Pokaż mi kogoś, kto by wiedział, co jest mądre, a co nie? (…) Nie możesz urządzać życia innym. Albo Shirley ma rozum, albo go nie ma. Czas pokaże. (…) Przecież w tym całe twoje nieszczęście, Lauro, że wszystko traktujesz poważnie. (…) – A co pan powie o sobie? (…) Ale nawet mi się nie śni, bym przejmował się serio życiem innych. Choćby dlatego, że mam dla nich dużo szacunku. – Pan nic nie rozumie. Nie zniosłabym, gdyby Shirley pogmatwała sobie życie i była nieszczęśliwa. – Pleciesz bzdury – odparował szorstko pan Baldock. – Bo i jakie to ma znaczenie? Większość ludzi jest nieszczęśliwa, przynajmniej od czasu do czasu. Trzeba radzić sobie z nieszczęściem tak samo jak ze wszystkim innym. No i trzeba odwagi, aby zmierzyć się ze światem, odwagi i pogody ducha…”
…”Już ci kiedyś mówiłem, Lauro, że przykładasz zbyt duże znaczenie do szczęścia i nieszczęścia. – Nie potrafię zachować spokoju ducha, kiedy ona cierpi! Pan oczywiście podchodzi do wszystkiego ze stoickim spokojem. Pan nie przejmuje się Shirley. (…) Musisz się zmienić, jeśli zamierzasz iść przez życie właściwą drogą. Nie bierz na swoje barki cierpień całego świata; Jezus Chrystus zrobił to kiedyś za wszystkich. Nie możesz przeżyć za kogoś życia, nawet za Shirley. Pomagaj jej, dlaczego nie; ale nie przejmuj się za bardzo…”
…”los każdego człowieka jest wykreślony na podobieństwo kursu okrętu i że należy się go trzymać, tak jak to robi okręt, i że wszystko jest w porządku, dopóki się to robi. Ale ja czuję się jak okręt, który zupełnie niespodziewanie zszedł z właściwego kursu. A czuć się tak, to znaczy być zagubionym. Taki człowiek nie umie określić swojego położenia i jest zdany na łaskę morza i wiatru, i wcale nie jest wolny, wprost przeciwnie, jest w uścisku czegoś, czego nie potrafi objąć rozumem, jest uwikłany i spętany…”
…”Jak pan sądzi, czy szczęście wiele znaczy? – Bardzo trudno dać na takie pytanie jednoznaczną odpowiedź. Gdybym rzekł, że szczęście stanowi o życiu i śmierci człowieka i że jednocześnie w ogóle nic nie znaczy, pomyślałaby pani, że jestem szalony. (…) – Widzi pani, szczęście można porównać do miłości fizycznej. Jest bardzo ważna, choć z drugiej strony nic nie znaczy. (…) Szczęście, jak jedzenie, podtrzymuje życie, stymuluje je, jest także wielkim nauczycielem, ale nie stanowi celu samego w sobie i samo w sobie nie daje ostatecznej satysfakcji…”
…”Wszyscy uciekamy w świat fantazji, co pozwala nam łatwiej znosić życie…”
…”- Czy musi pan wciąż powtarzać to swoje “nie wiem”? – Przykro mi, lecz taka jest prawda. Prosi mnie pani o wyciąganie wniosków z czegoś, o czym nie mam pojęcia. (…) – Trzeba z pokorą poddać się losowi. No i trzeba mieć nadzieję. (…) – Dlaczego nie chce pan wyrazić swej opinii ot tak, po prostu? – (…) mógłbym wywrzeć na panią jakiś wpływ… Zdaje mi się, że pani łatwo poddaje się wpływom innych. (…) – Tak. Może właśnie w tym kryje się zło…”
…”Boga nie można zranić – powiedział spokojnie. – Nie. Ale Bóg może zranić człowieka. – Och, nie, moja droga. To my ranimy się nawzajem i ranimy samych siebie. – A z Boga robimy kozła ofiarnego, tak? – On zawsze nim był. To on niesie na swoich barkach pani brzemię, brzemię buntu, pani nienawiści i miłości…”
…”dlaczego tak bardzo lubię tego człowieka? Odpowiedzi nie należało szukać w uzdolnieniach Wildinga. Kryła się ona w człowieku jako takim. I nagle, (…) znalazł ją. Otóż przy całej swojej mądrości i przy wszystkich talentach, jakie posiadał, ten człowiek był omylny. Co więcej, potrafił, wciąż i wciąż, przyznawać się do popełnionych błędów. Należał do ludzi szczodrych i dobrotliwych, którzy niezmiennie doznają niepowodzenia, ponieważ nigdy nie są pewni własnych osądów. Osoby o takiej naturze nie są zdolne do jasnej, chłodnej, logicznej oceny ludzi i rzeczy; one się skłaniają do płynącej z głębi serca impulsywnej wiary, głównie w ludzi, wiary z góry skazanej na klęskę, ponieważ ta wiara bazuje na ogół na pobożnych życzeniach, a nie na faktach. Tak, ten mężczyzna był omylny, a tym samym był sympatyczny…”
…”- Można prowadzić rękę dziecka po kartce papieru, lecz przychodzi chwila, kiedy trzeba cofnąć pomocną dłoń, i wtedy okazuje się, że dziecko nadal nie umie pisać. Mało tego, ten kto śpieszy dziecku z pomocą, może tylko opóźnić proces nauczania…”
…”- A zatem czy trzeba spodziewać się po ludziach najgorszego? – zapytał przekornie – Nie, ale to najgorsze trzeba również brać pod uwagę. (…) – Chrystus powiedział Piotrowi, że nim kur zapieje, on się go trzy razy zaprze. Znał naturę Piotra lepiej niż on sam, lecz z powodu tej słabości wcale go mniej nie kochał…”
…”- Pani mąż ma w sobie za dużo litości. – Czy ktokolwiek może jej mieć za dużo? – Tak, a to powoduje, że taki człowiek nie jest zdolny do postrzegania rzeczy we właściwym wymiarze. A poza tym – dodał – litość równa się obrazie. – Co pan chce przez to powiedzieć? – Litość zawsze przypomina mi modły faryzeuszy: “Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie” – Czy nigdy i nikogo pan nie żałuje? – Ależ tak. Przecież nie jestem pozbawiony ludzkich uczuć. Lecz litości się boję. – Jakie zło mogłaby wyrządzić? – Mogłaby prowadzić do działania. – I co w tym złego? – Z działania mogłoby nie wyniknąć nic dobrego. – Dla pana? – Nie, nie dla mnie. Dla tego kogoś, nad kim bym się zlitował. – Zatem co może zrobić ktoś, komu żal drugiego człowieka? – Zostawić go tam, gdzie powinien być, to jest w rękach Boga. – To brzmi potwornie. To brzmi surowo. – Za to jest o wiele mniej niebezpieczne niż uleganie łatwemu współczuciu….”
…”Nie wiem, jakich rezultatów spodziewał się sam Bóg albo jak obfite plony dla niego zebrałem. Lecz proszę zrozumieć jedno (…); jeśli spośród tych wszystkich milionów, które przychodziły, aby mnie słuchać, Bóg chciał jednej, tylko jednej duszy, i wybrał takie, a nie inne środki, aby właśnie ją zdobyć, to może należałoby się tym zadowolić. – To tak jakby ktoś chciał użyć młota parowego do rozłupania orzecha. – Według ludzkiej miary, tak. Na tym polega odwieczny kłopot, że stosujemy ziemskie, człowiecze pojęcia wartości (miary sprawiedliwości czy niesprawiedliwości) do Boga. Nie mamy, nie możemy mieć najmniejszego pojęcia o tym, czego Bóg rzeczywiście wymaga od człowieka, poza jednym (a to właśnie zdaje się nam wielce prawdopodobne), że spodziewa się, by człowiek stał się, czym mógłby być, a czy wciąż nie jest…”
…”Musisz iść do przodu Lauro. Nie powinnaś zapominać o przeszłości, lecz tę przeszłość masz nosić jedynie w swojej pamięci, ta przeszłość nie może kłaść się cieniem na każdym dniu twojego życia. Powinnaś zaakceptować nie karę, lecz szczęście. Tak, moje słodkie dziecko, szczęście. Powinnaś przestać dawać i powinnaś nauczyć się brać. Bóg postępuje z nami dziwnie … To On obdarowuje cię, o czym absolutnie jestem przekonany, szczęściem i miłością. Przyjmij jego dary z pokorą…”

Aghata Christie
“Pora przypływu” …”Charakter ludzki, mon cher, nie trwa w bezruchu. Może umacniać się. Może słabnąć. Jakim człowiek jest naprawdę, ujawnia dopiero próba, to znaczy moment, kiedy musi stanąć na własnych nogach albo upaść…” …”Przebieg wydarzeń w świecie ducha jest na pozór nieobliczalny -powiedziała – ale ja czuję, panie Poirot, że wszystko ma swój cel. Nie sądzi pan, że tak się dzieje w życiu? Że wszystko ma swój cel? – Nie wątpię, madame. (…) Nawet w tym, że obecnie siedzę w pani salonie, musi być cel…”
“Boże Narodzenie Herkulesa Poirot” …”- Ach ci Brytyjczycy! Co za sentymentalny naród? (…) – Czy to źle, że tacy jesteśmy? Że lubimy tradycję i dawne zwyczaje? Cóż to panu szkodzi? – Wcale mi nie szkodzi. Przeciwnie, uważam, że to pełne uroku. Niech pan weźmie jednak pod uwagę fakty. Powiedział pan, że podczas świąt ludzie winni się radować. Oznacza to również, że mnóstwo się wówczas je i pije. A nadmiar jadła oznacza przejedzenie. A po przejedzeniu ma się niestrawność! A wraz z niestrawnością zjawia się rozdrażnienie! (…) Święta to czas wzajemnej życzliwości i przebaczenia. Wedle pańskich słów wtedy wręcz wypada tak postępować. Idą w niepamięć dawne spory, skłóceni godzą się kolejny raz, nawet jeśli jest to tylko zgoda chwilowa. (…) Weźmy teraz rodziny. Rozłączone przez cały rok, gromadzą się ponownie. A wtedy, mon ami, powstaje, jak należy przypuszczać, wiele napięć. Ludzie, którzy wcale nie są przyjacielsko nastawieni zmuszają się do okazywania pozorów przyjaźni. Podczas świąt mamy zatem do czynienia z mnóstwem hipokryzji. Rzecz jasna, pojawia się ona ze wzniosłych powodów, ale zawsze pozostaje hipokryzją…”
“Trzynaście zagadek” …” Wydaje mi się, że wielu ludzi nie jest ani dobrych, ani złych, ale cóż, po prostu bardzo głupich…” …”Powiem teraz coś, z czego wy, młodzi, będziecie się zapewne śmiać. Otóż gdy mam jakiś poważny problem, zawsze odmawiam krótką modlitwę i to niezależnie od miejsca w którym się w danej chwili znajduję. Może to być ulica czy targ – i zawsze znajduję wyjście z impasu, choć nieraz mogłoby się wydawać, że moje nagłe skojarzenia nie mają żadnego związku. Pamiętam, że jako mała dziewczynka miałam nad łóżkiem wyhaftowaną sentencję “Proś a będzie ci dane” (…) Palec Boży jest wszędzie…” …”Widzi pan, inspektor jest naprawdę inteligentnym człowiekiem, ale inteligencja jest czasem najbardziej niebezpieczna. Nie prowadzi zwykle za daleko…”
“Morderstwo w zaułku” …”Ale w rzeczywistości nie istnieje coś takiego jak śmierć. Wie pan, w istocie istnieje tylko przemiana. (…) – Oczywiście, pan nie wierzy! Tak niewielu wierzy. Dla mnie świat ducha jest tak samo realny jak ten tu…” …”Gervase, ma się rozumieć, był bardzo dziwnym człowiekiem, bardzo niezwykłym człowiekiem. Był zupełnie niepodobny do innych. Był jednym z Wielkich, którzy powtórnie się narodzili. (…) Było mu ciężko przystosować się do głupich wzorów banalnego, pospolitego świata. (…) Udajemy, że życie to poważna sprawa….. A tymczasem życie jest tylko wielką iluzją…” …”- Są siły, które nami kierują… Pan tego nie może rozumieć. Pan porusza się tylko w wymiarach świata materialnego…”
“Przeznaczenie” (Nemezis) …” A ja, spędziwszy niemal całe życie wśród młodych ludzi, uważam, że każde życie to tylko krótki moment wieczności. Jak powiedział T.S. Eliot: Życie róży i życie drzewa cisowego – to ten sam czas. (…) Długie czy krótkie życie jest skończonym doświadczeniem…” …”Jak bardzo cierpię, kiedy podczas mojej pracy muszę wysłuchiwać ludzi żalących się na społeczeństwo, zwalających wszystko na przeszłość. Gdyby ludzie wiedzieli, ile osób przeszło przez życie pełne okrucieństwa i tak zwane, złe środowisko i mimo wszystko, nie poddali się jego wpływowi, nie tak łatwo przyjmowaliby ten punkt widzenia. Należy współczuć tym nieprzystosowanym, tak jak współczuje się epileptykowi…” …” Miłość może stać się jednym z najgorszych narzędzi szatana. (…) Jadowite zło jest jak rak, jak złośliwy guz powoduje cierpienie…”
“Pięć małych świnek” …” Ja – rzekł Poirot – prowadzę życie niesłychanie moralne. Ale to nie jest równoznaczne z posiadaniem zasad moralnych…”
“Dwanaście prac Herkulesa” …”Jakże głupi są ci, którzy zbaczają z prostej drogi. Czyste sumienie – oto, czego w życiu potrzeba. Wtedy wszystkim można stawić czoła, a każdego kto ci wchodzi w paradę, wysłać do diabła…” …” On potrzebuje waszych modlitw – rzekł detektyw łagodnie – Czyżby był nieszczęśliwy? – Tak bardzo nieszczęśliwy, że zapomniał, czym jest szczęście. Jest tak nieszczęśliwy, że sam o tym nie wie. – Ach, bogaty….”
“Noc i ciemność” …”Jak trochę pojeździć z takimi klientami, człowiek dochodzi do wniosku, że forsa wszystkiego nie załatwia. Bo co forsa pomoże na to, że zaczyna ci nawalać serce, że trzeba w kółko zażywać niezliczone ilości pigułek, że tracisz nerwy w hotelach z powodu obsługi i kuchni. Większość znanych mi bogatych ludzi była raczej nieszczęśliwa. Bogacze też mają swoje kłopoty. Jak tak posłuchać ich rozmów we własnym gronie, to gadają tylko o kłopotach. Połowę z nich te kłopoty zabijają…” … “Dla radowania się i bóluCzłowiek urodził się na ziemi. Jeśli to rozumiemy dobrze,Bezpiecznie przez ten świat idziemy. Każdego ranka, każdej nocyDla męki ktoś na świat przychodzi. Każdego ranka, każdej nocyDla szczęśliwości ktoś się rodzi. Jedni się rodzą dla radości,Inni dla nocy i ciemności.”
William Blake “Wróżby niewinności” przeł. Zygmunt Kubiak
…” Byliśmy ze sobą bardzo szczęśliwi. Tak, bardzo szczęśliwi. Gdybym to wtedy wiedział… Miałem szansę…. Może każdy ma w życiu szansę…Ja …odwróciłem się do niej plecami. (…) “U mojego początku jest mój kres…” – tak mówią. Ale co to właściwie znaczy?”
“Kot wśród gołębi” …”Myślę, że każdy ma jakieś pomysły – (…)- Przypuszczam, że w większości są fantastyczne i całkowicie błędne. Oczywiście trzeba podjąć ryzyko. Trzeba te pomysły wypróbować. Muszę zdobywać doświadczenie… Okropne, jeśli nie potrafi się korzystać ze zdobyczy innych ludzi. – Niekoniecznie (…) – W życiu musi się popełniać własne błędy…” …”Zawsze warto zaryzykować, prawda? (…) – Oczywiście jeżeli pragnienie jest wystarczająco silne…” …”Siedź sobie, wypoczywaj i nie zwracaj uwagi na małe sprzeczki. Życie byłoby bardzo nudne, gdybyśmy się zgadzali na każdy temat…”
“Detektywi w służbie miłości” …”…”Nikt nigdy nie jest całkiem pewny swego celu, prawda? (…) Zawsze pobudza mnie pan do myślenia i do działania. – Ja… pobudzam pana do działania? Bardzo się pan myli. Zawsze pan wiedział, co i dlaczego chce pan zrobić, i dobrze zdawał pan sobie sprawę z tego, że jest to konieczne. – Doznaję tego uczucia tylko wtedy, kiedy jest pan obok mnie. – Och, nie – zaprzeczył łagodnie – Nie mam z tym nic wspólnego. Ja jedynie … jak niejednokrotnie panu mówiłem ….jedynie tędy przechodzę. To wszystko…”
“Godzina zero” …”Dlaczego nie miałbym się zabić, jeżeli mam na to ochotę? (…) – Bo tak nie można – odpowiedziała poważnie. – Dlaczego nie można? (…) – No , to znaczy…samobójstwo to grzech. Trzeba nieść swój krzyż, czy się chce, czy nie. – Niby dlaczego? – No, bo są jeszcze inni ludzie, o których trzeba pamiętać. – To mnie nie dotyczy. Nie ma żywej duszy, którą by obchodziło, co się ze mną stanie. (…) – No i po co żyć? To było najprostsze i najmniej kłopotliwe rozwiązanie. Moje życie ani mnie, ani nikomu na nic się nie zda. – Nigdy nie wiadomo – powiedziała. (…) – W każdym razie miałem prawo zrobić ze swoim własnym życiem to, na co miałem ochotę. – Nie, nie miał pan. – Dlaczego, (…) powiedz, dlaczego? (…) – Nie rozumie pan? Bóg może pana potrzebować. Zaskoczony znów wlepił w nią wzrok. Nie miał zamiaru siać zwątpienia w tej wierzącej duszyczce. Spytał z lekka ironicznie: – Żebym pewnego dnia powstrzymał konia, który poniósł i uratował od śmierci złotowłose dziecię, o to chodzi? Potrząsnęła głową (…). rzekła: – Gdzieś może wystarczyć sama pana obecność, nawet nie jakieś czyny, po prostu obecność w określonym miejscu i określonym czasie (…) …sama pana obecność, pan może nawet nie zdawać sobie sprawy, że coś ważnego się dzieje…” …”Uważam, że nie warto wracać do przeszłości. To jałowe rozważania: “szkoda, że to czy tamto się wydarzyło”. Było, minęło. Po co do tego wracać? Każdy musi przeżywać swoje życie teraz, w teraźniejszości…”
“Niedziela na wsi” …”Chora rozpromieniła się. Doktor Christow jest wspaniały! Zawsze zainteresowany, zatroskany. Sama rozmowa z nim przywraca człowiekowi siły. John Christow przysunął sobie jakąś kartkę i zaczął pisać. Trzeba będzie dać jej środek przeczyszczający. Ten nowy, amerykański, ładnie opakowany w celofan; tabletki mają ciekawy i niezwykły łososiowy kolor. Lek jest bardzo drogi i trudno go dostać; nie każda apteka ma go na składzie. Pewnie trzeba będzie pojechać aż na Wardour Street. To jej dobrze zrobi. Postawi ją na nogi. Miesiąc, czy dwa będzie spokój. Potem trzeba będzie wymyślić coś nowego…” …”Cieszyła się życiem (…) Przyjemność sprawiało jej samo życie, nie jego warunki. Czerpała radość z samego faktu istnienia. Ciekawa rzecz; nie da się tego wyjaśnić…” …”Ktoś kiedyś powiedział: “Ci zamożni pacjenci, wyszukujący u siebie najróżniejsze choroby, muszą być bardzo męczący. Pewnie przyjemniej jest zajmować się biedakami, którzy idą do lekarza tylko wówczas, gdy rzeczywiście coś im dolega” Uśmiechnął się pod nosem. To śmieszne, jak niektórzy idealizują Biedaków przez wielkie B. Chętnie pokazałbym im starą panią Pearstock, leczącą się w pięciu szpitalach jednocześnie, co tydzień wynoszącą od lekarzy po kilka butelek lekarstw: płyn na kręgosłup, syrop na kaszel, środki przeczyszczające, lekarstwa na poprawienie trawienia. “Czternaście lat brałam to brązowe lekarstwo, doktorze, i pomagało mi. Ale w zeszłym tygodniu ten młody doktor przepisał mi białe lekarstwo. Jest do niczego! Mam rację, prawda, doktorze? Mówiłam, że biorę to brązowe lekarstwo od czternastu lat i muszę mieć parafinę w płynie i te brązowe tabletki…..” Miał wrażenie, że słyszy jękliwy głos staruszki. Jest w doskonałej formie, zdrowa jak rydz, nawet lekarstwa przyjmowane latami jej nie zaszkodziły…”
“Dlaczego nie Evans” …”Biedny stary, pomyślał, będzie się miotał po schodach z góry na dół i z dołu do góry, nie mogąc się zdecydować, czy rozpoczynać mszę, czy nie. Tak się nabuzuje, że zacznie go boleć brzuch i skończy się na tym, że kolacja go ominie. Nie wpadnie mu do głowy prosta, rozsądna myśl, że nie zawiódłbym go bez naprawdę ważnego powodu. Ci po pięćdziesiątce nie mają za grosz rozsądku: potrafią się zamartwiać na śmierć zupełnymi głupstwami. Pewnie tak ich idiotycznie wychowano, nic już nie mogą na to poradzić…” (…) Pan Jones ze swojej strony postrzegał rzecz dokładnie odwrotnie. Uważał, że młode pokolenie nie rozumie ani nie docenia jego poświęceń. Jak widać na tym przykładzie, poglądy na ten sam temat mogą się różnić diametralnie…”
“Samotny Dom” …”- W starych domach (…) często jest atmosfera tajemniczości, zła. – Tak, tak (…) dużo zła. Dużo złych myśli i złych czynów. Pełno tego w tym domu. Ściany przesiąkły złem, nie można go z nich wydobyć, wyczyścić. Unosi się w powietrzu…” …”- Prawda zostanie panu objawiona (…) – Zło nie może pozostać bezkarne. – Tak jest, zło nie pozostaje bezkarne, ale kara jest często niewidoczna dla ludzi…”
“Dziesięciu Murzynków” …” Łatwiej uwierzyć w kłamstwo niż w prawdę…”
“Dopóki starczy światła” …”Nie pojmujemy do końca, czym jest pociąg do butelki. Ale przecież mamy własne pokusy, co powinno nam pomóc w zrozumieniu cudzych. (…) – Niektórzy mają to szczęście, że nigdy nie są wodzeni na pokuszenie – powiedział łagodnie – Ale czasem i ich godzina nadchodzi. Strzeżmy się i módlmy – zakończył…” …”Jeśli pan doktor każe, to damy jej do posiłków tępe noże, ale myślę, że nie zachodzi najmniejsza obawa, aby usiłowała popełnić samobójstwo. To nie ten typ. Jest zbyt skoncentrowana na sobie. Dziwne, ale właśnie tacy ludzie najczęściej znajdują się na krawędzi obłędu…” …” – Po cóż jeszcze innego żyć? Czy to nie wystarczy? Miłość… szczęście… sukces… miłość…. Mur otaczał go coraz ciaśniej, owijała go zasłona jak z jedwabnej piany, przyduszała go trochę, ale była taka miękka, taka miła. Płynęli razem w krystalicznej wodzie ku krystalicznemu oceanowi. Mur był już bardzo wysoki, zasłaniał sobą wszystko – wszystko, co niebezpieczne, groźne, bolesne. Unosząc się na krystalicznym morzu trzymali w dłoniach złote jabłko…” …”Co zyskuje człowiek, jeżeli zdobędzie cały świat, a straci duszę?” – pytano wszystkich razem i każdego z osobna. Ona z przyjemnością uświadomiwszy sobie, że owo pytanie nie ma z nią nic wspólnego, odwróciła się…”
“Zło które żyje pod słońcem” …”- Zaciekawiło mnie, coś co powiedział pan przed chwilą. Powiedział pan, że wszędzie pod słońcem kryje się zło. (…) Ucieszyły mnie pańskie słowa. W naszych czasach nikt nie wierzy w zło. Uznawane jest co najwyżej za przeciwieństwo dobra. Zło, powiadają ludzie, czynione jest przez tych, którzy nie znają niczego lepszego… przez niedorozwiniętych… nad którymi należy raczej litować się, niż ich winić. Lecz (…), zło jest prawdziwe! Jest faktem! Wierzę w zło, tak jak wierzę w dobro. Ono istnieje! Jest potężne! I wędruje przez świat…” …” Obecność osoby, którą się nienawidzi, niszczy wszelką radość…” …”Kobieta może być pomocą i natchnieniem w życiu mężczyzny…ale może stać się przyczyną jego upadku. Może ściągnąć mężczyznę do poziomu zwierzęcia…”
“Tragedia w trzech aktach” …”To był bardzo dobry człowiek. Przygotowywał mnie do konfirmacji. To wielka bzdura, ale on był cudowny. Widzi pan, ja naprawdę wierzę w chrześcijaństwo. Chociaż inaczej niż moja matka, nie uznaję modlitewników, porannych nabożeństw, wierzę rozumnie, w zjawisko historyczne. Kościół jest zaskorupiały w tradycji Pawłowej. – Prawdę powiedziawszy Kościół jest okropny, ale chrześcijaństwo jest w porządku. (..) Babbingtonowie to prawdziwi chrześcijanie. Nie wścibiali nigdy nosa w cudze sprawy, nie potępiali. Dobrzy, życzliwi ludzie…” …” W sercu pustyni czy wśród tłumu, co za różnica? Człowiek w swojej istocie jest wszędzie samotny…” …”- Zawsze mi go było żal. Nawet teraz. Jestem przekonana, że ten jego zarozumiały sposób bycia to w dużej mierze poza. – Nic w tym dziwnego. (…) – To zjawisko powszechne. Zawsze, kiedy spotykam kogoś, kto wynosi się nad innych, wiem, że mam do czynienia z człowiekiem z kompleksem niższości (…) Ten kompleks leży u podłoża wielu zbrodni. Pragnienie potwierdzenia własnej osobowości…” …”Żaden instynkt nie chroni dziewcząt przed pewnym typem mężczyzny. Po prostu go nie mają. Rodzice, tak, przestrzegają je, zawsze nadaremnie, one nie wierzą. To straszne, ale wydaje mi się, że jak magnes lgną do mężczyzn, którzy mają złą reputację. Wydaje im się, że miłość zmieni ich wybrańców. (…) – Człowiek wie tak mało. Kiedy wie więcej, jest już za późno…” …”Ludzie rzadko kiedy potrafią dopatrzeć się siebie. (…) – A więc pani uważa, że wszyscy mamy wygórowane wyobrażenia o sobie i nie widzimy brutalnej prawdy…”
“Entliczek Pentliczek” …” – Valerie, czy sądzisz, że mogłabyś mi udzielić rady? – Oczywiście, mogę udzielić ci rady, Jean, chociaż doprawdy nie wiem, po co ludzie w ogóle proszą o rady. I tak nigdy ich nie słuchają…”
“Tajemnica rezydencji “Chimneys” ” …” – (…) powiem pani taką rzecz: na ogół zawsze jest lepiej mówić prawdę. Jedno kłamstwo pociąga za sobą stek kłamstw, a trwanie w ciągłym kłamstwie jest potwornie nudne…”
“Tajemnica bladego konia” …” – Wszystko zależy od tego, czego się chce od życia. (…) Tak wielu ludzi robi pieniądze nie mając pojęcia, na co je przeznaczyć! W ten sposób człowiek wikła się w coś, co można nazwać maszyną do robienia pieniędzy. Wychodzą do biura wcześnie i wracają późno; nigdy nie przerywają pracy dla przyjemności. I co mają z tego? Większe samochody, obszerniejsze domy, bardziej kosztowne kochanki i żony i – powiedzmy to sobie – większy ból głowy. (…) – Po prostu posiadanie pieniędzy jest początkiem i końcem wszystkiego dla większości bogatych ludzi. Inwestują je z powrotem w coraz większe przedsiębiorstwa i robią jeszcze więcej pieniędzy. Ale po co? Czy kiedykolwiek zatrzymają się, żeby spytać siebie po co? Nie wiedzą tego…”
“Mężczyzna w brązowym garniturze” …”To doprawdy dobra lekcja, uświadomić sobie od czasu do czasu, że jest się idiotką. Ale większość z nas tego nie lubi…”
“Morderstwo na plebanii” …” – Ostatecznie życie wszędzie jest takie samo. (…) – Człowiek się rodzi, dorasta, styka się z innymi ludźmi, którzy potrącają go i popychają, potem małżeństwo i znów dzieci… – A w końcu śmierć (…) – I to nie zawsze śmierć fizyczna. Czasem bywa to śmierć za życia…” …” Zetknięcie z brudem zostawia plamy…” …”Młodzi myślą, że starzy są głupi, ale starzy wiedzą, że młodzi są głupi…”
“Hotel Bertram” …”W krótkich przerwach pan Humfries ukazywał się na horyzoncie jak słońce i łechtał czyjąś próżność swoim osobistym zainteresowaniem…” …”Zdałam sobie sprawę, że nie wraca się nigdy, że nie należy tego nawet próbować, że istotą życia jest postęp. Życie jest naprawdę Drogą w Jedną Stronę…”
“Podróż w nieznane” …”Była tu! Uciekła od mgły, zimna i ciemności Londynu. Zostawiłą za sobą rozpacz, rozterki i cierpienie. Tutaj pulsowało wokół niej życie, otaczały ją żywe kolory, świeciło słońce. (…) To wszystko wyglądało właśnie tak, jak myślała. Hilary odwróciła się zwolna od okna i usiadła na łóżku. Uciekać, uciekać! Te słowa jak refren nieprzerwanie rozbrzmiewały w jej mózgu od chwili opuszczenia Anglii. Uciekać. Uciekać. Ale teraz wiedziała, porażona nagle straszliwą pewnością, że ucieczki nie było. Wszystko wyglądało tak samo jak w Londynie. Usiłowała uciec od Hilary Craven, a tymczasem Hilary Craven byłą tą samą osobą zarówno w Maroku, jak w Londynie. Powiedziała do siebie cicho: – Jakże głupia byłam, jakże głupia jestem. Dlaczego myślałam, że poczuję się inaczej z dala od Londynu? (…) Musi zmierzyć się z rzeczywistością. (..) Trzeba było podróży do Maroka, żeby sobie to uświadomić. W Londynie miała dziwne uczucie, że jeśli tylko wyrwie się dokądkolwiek, to zostawi wszystko za sobą i rozpocznie życie od nowa. Dlatego postanowiła znaleźć miejsce, z którym nic wcześniej jej nie łączyło, miejsce zupełnie dla niej nowe, gdzie byłoby to, co kocha najbardziej: blask słońca, czyste powietrze, a także obcy ludzie i rzeczy. “Tam – mówiła – wszystko się zmieni”. Ale się nie zmieniło. Jest tak samo. Fakty są proste i nie można od nich uciec…” …”Nie lubię się nad nikim użalać. Jest to wręcz obraźliwe. Zwykle użalamy się nad ludźmi, którzy sami litują się nad sobą, a litość nad sobą to jedna z największych barier w dzisiejszych czasach..”
“Śmierć na Nilu” …”Ileż prawdy tkwi w powiedzeniu, iż człowiek musiał wymyślić pracę, by uniknąć przymusu myślenia…” …”Oczywiście nie można odwrócić tego, co minęło i należy brać rzeczy takimi, jakimi są!. Jednak czasami madame, trzeba wziąć na siebie konsekwencje własnych czynów z przeszłości…” …”- Miłość może być czasem przerażająca. – Dlatego też większość książek o miłości to tragedie…”
“Samotna wiosną” – Mary Westmacott …” – Na koniec – (…) i ostatnia przestroga. Żadnego lenistwa umysłowego! Nie wydawaj powierzchownych sądów tylko dlatego, że tak jest najłatwiej i że to często oszczędza bólu! Życie jest nam dane po to, by je przeżyć, a nie, by je fałszować czy upiększać. I nie bądź z siebie zbytnio zadowolona! (…) – Ponieważ, (…) pycha to twój mały grzeszek. (…) Myśl o innych, moja droga a nie jedynie o sobie. (…) Życie, powinno być nieustającym postępem, przeprawianiem się, niby po kamieniach rzuconych w poprzek rzeki, z brzegu naszych ślepych jaźni ku brzegowi rzeczy wyższych. I nie zapominaj, że istnieje coś takiego, jak ból i cierpienie. One przychodzą do wszystkich. Nawet sam Bóg nie był wolny od kaźni ziemskiego żywota. I tak jak on w ogrodach Getsemani poznał strach przed męką konania, tak ty zaznasz leków tego świata – a gdybyś ich nie zaznała, (…) znaczyłoby to, że twoja ścieżka prowadzi daleko od gościńca prawdy…” …”Przypomniała jej się pewna scena, jak to kilku Arabów, sześciu, może siedmiu, próbując odgrzebać z piasku starego, zdezelowanego forda, pchało go i ciągnęło każdy w inną stronę. William (…) powiedział wówczas, że choć mają dobre intencje, ich zabiegi są daremne. A jednak oni wierzyli, że doprowadzą całą rzecz do pomyślnego końca, albowiem “Allah jest miłosierny”. Allah, pomyślał wówczas, nie ma tu nic do rzeczy, bo poza cudem nic nie jest w stanie wygrzebać samochodu z piasku, tak długo, jak długo będzie się go ciągnąć w przeciwnych kierunkach! A jednak dziwne – tamci Arabowie sprawiali wrażenie absolutnie szczęśliwych i zadowolonych z siebie. Ich “in sza Allah”, jeśli Bóg zechce, zdawało się zastępować wszelkie rozsądne działania, takie, jakie każdy, zdrowo myślący człowiek zwykł podejmować dla osiągnięcia swego celu. Nie, jej takie postępowanie nie wydawało się słuszne. Człowiek powinien zawsze myśleć i planować…” …” Muszę uciec od tego wszystkiego… Właściwie – co to znaczy “uciec od tego wszystkiego”? Nagle znów znalazł się przy niej duch panny Gilbey i przemówił nakazującym tonem: “Zdyscyplinuj swoje myśli, Joan. Dokładniej przekładaj je na słowa. Powiedz sobie wreszcie, czym jest to, od czego wciąż uciekasz” Ale ona tego nie wiedziała. Naprawdę nie wiedziała. Tak, coś za nią szło. Jakiś lęk… jakieś obawy… groźby…? Coś, co było wokół, wszędzie, co czekało, a wszystko, co ona mogła zrobić, to chować się, odwracać, nie zauważać… (…) Wszystko na nic. Ze mną na pewno dzieje się coś złego. Na pewno. (…) W każdym razie, powiedziała sobie stanowczo, nie ma ze mną nikogo. Jestem absolutnie sama. Co więcej – nawet nie muszę się obawiać, że kogoś spotkam. (…) Tutaj nic z tych rzeczy. Tutaj mogę spotkać jedną jedyną osobę, a tą osobą jest Joan Scudamore. Spotkać Joan Scudamore! Co za śmieszny pomysł. “Miło mi, że panią spotykam, pani Scudamore”. Doprawdy, całkiem interesujący pomysł… Spotkać siebie… Spotkać samą siebie… O Boże, przeraziła się… Przeraziła się potwornie… (…) … Boję się… … O Boże, jakże ja się boję …. … Niechby ktoś tu był. Niechby był ze mną … (…) To było to … to była myśl, która prześladowała ją od dłuższego czasu, to było to, o czym prawdziwa Joan Scudamore wiedziała. Zawsze wiedziała… Jaszczurki wyskakujące ze swoich norek… Prawda … Małe kawałeczki prawdy wyskakujące z zakamarków jej umysłu jak jaszczurki ze swoich norek z zawołaniem: “Oto jesteśmy. Znasz nas. Znasz nas całkiem dobrze. Nie udawaj, że nie znasz”. A ona znała je, i właśnie to było najgorsze. Znała je, kawałeczek po kawałeczku. Szczerzyły do niej zęby, śmiały się z niej. Wszystkie te małe kawałeczki i odłamki prawdy. Ukazywały się jej, od kiedy tu przyjechała. To do niej należało złożenie ich w jedną całość. Całą historia jej życia, prawdziwa historia Joan Scudamore. Czekała na nią tutaj… Nigdy przedtem nie interesowała się historią swojego życia. Łatwo jej przyszło wypełnić sobie życie niż nie znaczącymi błahostkami, tak by nie starczyło czasu na poznawanie samej siebie. Jak to Blanche powiedziała? “Ciekawa jestem, czy rozmyślając dzień za dniem wyłącznie o sobie, można by dowiedzieć się czegoś, czego się dotychczas o sobie nie wiedziało”. A ona na to, tak głupio i wyniośle: “Sądzisz, że tak?” (…) Jeśli się kocha kogoś, powinno się wszystko o nim wiedzieć. Jeśli się nie wie, to dlatego, że o wiele wygodniej wierzyć w rzeczy miłe, wierzyć w to, co chce się uważać za prawdę, a nie w to, co nią jest…” …”Kochałam Rodneya a mimo to postępowałam tak, jak postępowałam. Gdybym go nienawidziła, to przynajmniej miałabym teraz wygodną wymówkę. Gdybym była wobec niego obojętna, to wszystko nie miałoby aż tak wielkiego znaczenia. Ale ja go kochałam, a mimo to odebrałam mu prawo, z którym się rodzi każdy człowiek, prawo do decydowania o własnym życiu. (…) Dlatego, że był łagodny, że nie walczył ze mną i nie zawojował mnie, tak niewiele zostało w nim mężczyzny…” …”Blanche miała rację. – zostałam tam, gdzie byłam. Wciąż jestem tą samą dziewczyną, która wyszła z murów St. Anne. Wygodne życie, niechęć do myślenia, zadowolenie z samej siebie, lęk przed wszystkim, co mogłoby być bolesne…” …”Nie czuła w sobie żadnego niepokoju, żadnego strachu, żadnej tęsknoty za jakimś zajęciem czy rozrywką. Jaszczurki już nie wyskakiwały ze swoich norek. Spotkała siebie i poznała siebie…” …”Na nowo ogarnął ją żar uczucia, a równocześnie smutek, tęsknota za miłością, za przebaczeniem… To wszystko prawda, pomyślała, naprawdę zaczynam nowe życie … (…) Nie to nieprawda! Oczywiście, że nie. Sama wymyśliłam tę całą historię. (…) Przyłożyła rękę do czoła. Zdawało jej się, że w jej mózgu obraca się kalejdoskop. Miała kalejdoskop w dzieciństwie. Uwielbiała przyglądać się wirującym kolorowym szkiełkom, nim ułożyły się w jakiś wzór… Co też się ze mną dzieje? Tamten koszmarny zajazd i tamto dziwne uczucie, którego doświadczyłam na pustyni… Wyobraziłam sobie całe mnóstwo nieprzyjemnych rzeczy: że rodzone dzieci mnie nie lubią (…) I nawet ubolewałam nad tym, że swego czasu wybiłam Rodneyowi z głowy ten jego niesamowity pomysł z uprawianiem ziemi. Doprawdy, jedyne, co mogę teraz o sobie powiedzieć, to to, że zawsze kierowałam się rozsądkiem i że byłam przewidująca. Boże wielki, dlaczego jestem taka zakłopotana? Wszystko, o czym myślałam i w co uwierzyłam… te wszystkie nieprzyjemne rzeczy… Czy rzeczywiście były prawdziwe? A może nie były? Nie chcę, żeby były prawdziwe. Muszę postanowić… muszę postanowić… Co postanowić? Słońce, pomyślała, tamto słońce tak bardzo przypiekało. To właśnie ono przyprawiło mnie o halucynacje… Biegnie po pustyni … pada na dłonie i na kolana … modli się … Czy to wszystko było prawdziwe? Obłęd, uwierzenie w coś takiego to czysty obłęd. Jak to przyjemnie i bezpiecznie wrócić do domu (…) i doznać uczucia, że nigdy się nie wyjeżdżało, że wszystko jest takie, jak się zawsze myślało, że jest … I oczywiście wszystko jest takie. Takie samo. Kalejdoskop wciąż wiruje … wiruje …. Szkiełka układają się raz w jeden wzór, to znowu w drugi. (…) Który wzór? Który? Muszę dokonać wyboru. (…) To Rodney wraca. Który wzór? Który wzór? Prędzej! (…) Rodney Scudamore siedział w małym, niskim fotelu, podczas gdy jego żona nalewała do filiżanek herbatę (…) i pogodnie szczebiotała, jak to miło znaleźć się na powrót w domu i jak uroczo dojść do wniosku, że nic się nie zmieniło. (…) Rodney siedział, uśmiechał się i kiwał głową. Hałas, myślał, tyle hałasu. Tak wiele w nim sensu dla jednych, a żadnego dla innych. Myliłem się, ustalił ostatecznie, myliłem się, myśląc, zaraz po powrocie Joan, że coś się z nią stało. Nic się z nią nie stało. Jest taka sama jak zawsze. Wszystko jest takie samo jak zawsze. (…) Nie ma sensu ranić jej i rozczarowywać. Niech trwa szczęśliwa i bezpieczna w tym swoim jasnym, spokojnym świecie, który sama dla siebie stworzyła. (…) – Biedna mała Joan – powiedział czule. Spojrzała na niego zdziwiona. – Dlaczego biedna? A poza tym nie jestem mała. (…) Zbliżyła się do niego gwałtownie i niemal bez tchu powiedziała: – Nie jestem sama. Nie jestem sama. Mam ciebie. – Tak – zgodził się. – Masz mnie. Wiedział, że mówi nieprawdę. Zawsze byłaś sama, pomyślał, i zawsze będziesz. Lecz, daj Boże, żebyś się nigdy o tym nie dowiedziała…”
“Randez – vous ze śmiercią” …”Zbyt wielka władza jest niedobra, zwłaszcza dla kobiety…” …”Jak mówiłem, pani Boyton poświęciła się bez reszty dzieciom i kompletnie odcięła je od reszty świata (…). W rezultacie wszyscy wyrośli na (…) ludzi nerwowych, przewrażliwionych. Są nieufni, niezdolni do zawierania znajomości…” …”Ostatnie zdanie nie wywarło na nim głębszego wrażenia. Nieraz słyszał je powtarzane przez ludzi rozmaitych narodowości, lecz wiedział, że żadnego kraju, żadnego osobnika niepodobna nazwać nieograniczenie wolnym. Rzecz w tym, że istnieją rozmaite odmiany i gatunki więzów…” Pani Boyton nie tyranizuje dlatego, że była strażniczką więzienną. Nic podobnego! Obrała ten zawód dlatego, że odpowiadało jej tyranizowane i przepalała ją żądza władzy. Nasza podświadomość kryje takie rzeczy – żądza władzy, sadyzm, nieokiełznane pragnienie zadawania ran w rozmaitym rozumieniu. Wszystko to tkwi w nas, droga koleżanko. Tłumimy te popędy. Staramy się ich nie ujawniać, ale czasami bywają silniejsze od nas…” …”Ktoś, kto raz uległ żądzy władzy, okrucieństwu, sadystycznym popędom, nie zwykł oszczędzać nikogo, nawet najdroższych i najbliższych. (…) Wiem, że znakomita większość schorzeń psychicznych wynika z wybujałych ambicji, z pragnienia sukcesów, potęgi, władzy. Zaspokojenie takich ambicji wiedzie do apodyktycznej pewności siebie, tyrańskich skłonności, okrucieństwa, a w ostatecznym rezultacie do przesytu. A w przypadkach, gdy wygórowane pragnienia nie mogą być zaspokojone…Cóż? Odpowiedzi należy szukać w zakładach dla umysłowo chorych. Są one pełne tych, co nie byli w stanie znieść własnej przeciętności, braku znaczenia, niewoli, a więc odcięli się od realnego świata i raz na zawsze zatrzasnęli za sobą drzwi rzeczywistości…” …”To niedobrze dostrzegać tylko lepsze, jaśniejsze strony życia. Pod zewnętrzną powłoką poprawnych, utartych obyczajów dnia powszedniego można znaleźć czasami rzeczy osobliwe, na przykład zamiłowanie do zwykłego okrucieństwa. Ale po dokonaniu takiego odkrycia trafia się zwykle na coś więcej, na niepohamowane, godne ubolewania pragnienie, aby wyróżniać się, zwracać na siebie uwagę. Ktoś, kto nie potrafi zaspokoić tych pragnień, poszukuje rozmaitych metod. Stara się, by inni uznawali jego osobowość, liczyli się z nią, a to prowadzi do perwersji w przeróżnych postaciach…”
“Morderstwa to nic trudnego” …”Podobno duchy są złośliwe. Ludzie uczciwi, postępujący zgodnie z prawem, rzadko nawiedzają świat, z którego odeszli…”
“Pasażer do Frankfurtu” …”Młodzież uwierzy we wszystko, jeśli potrafisz zręcznie podsunąć im, w co mają wierzyć..” …”Tak łatwo jest rozpętać rewolucję. Młodzież zawsze się buntuje, to naturalne. Sprzeciwiają się temu, co stare, burzą to, co zastali, chcą budować nowe. Chcą zmienić oblicze świata. Ale nie zdają sobie sprawy, że są ślepi. Mają opaski na oczach. Nie widzą, gdzie prowadzi droga, na którą weszli. Jak to się skończy? Co jest przed nimi? I kto jest za nimi, kto podżega ich do buntu? (…) Wiesz jak to jest. Jeżeli chcesz, by osioł szedł razem z tobą, bierzesz do jednej ręki marchewkę, a w drugiej trzymasz kij…” …” – Wizjonerzy i oszuści. Zawsze byli, w każdej epoce. Ludzie, którzy kazali innym wierzyć w swe posłannictwo, dla których ginęły tysiące…” …”Szatan ma wiele postaci, ale wyróżnia się spośród tłumu swoją chęcią przewodzenia…” …”Nauka dała światu wiele dobrych rzeczy, które w nieodpowiednich rękach obróciły się przeciwko ludzkości. Przykładów jest mnóstwo. Przeszczepy, które ratując ludzkie życie przedłużają jedynie agonię. Antybiotyki, które zwalczają choroby, lecz jednocześnie przyczyniają się do osłabienia naturalnych reakcji obronnych organizmu. Wreszcie energia atomowa, tragedia Hiroshimy, choroba popromienna. Trujące wyziewy z kominów fabrycznych. Nauka to potęga, lecz niewielu potrafi jej użyć właściwie…” …”Ratujmy świat! Cóż za piękny frazes! Ci młodzi też chcą ratować świat. Myślą, że są w stanie to zrobić. Ale nie potrafią. Muszą sami odkryć właściwą drogę. Sztuczne rozwiązania nie uratują świata. Sztuczne dobro? Nie, panowie, to nie jest odpowiedź. To niczego nie rozwiąże, ponieważ jest wbrew naturze. Wbrew Bogu…”
“Brzemię” – Mary Westmacott …”Nikt nie zna całej prawdy o sobie…” …”Niektórzy ludzie wiedzą od urodzenia, co jest dobre, a co złe, a niektórzy do końca życia nie potrafią odróżnić jednego od drugiego. To tak jak ze słuchem muzycznym…” …”Pokaż mi kogoś, kto by wiedział, co jest mądre, a co nie? (…) Nie możesz urządzać życia innym. Albo Shirley ma rozum, albo go nie ma. Czas pokaże. (…) Przecież w tym całe twoje nieszczęście, Lauro, że wszystko traktujesz poważnie. (…) – A co pan powie o sobie? (…) Ale nawet mi się nie śni, bym przejmował się serio życiem innych. Choćby dlatego, że mam dla nich dużo szacunku. – Pan nic nie rozumie. Nie zniosłabym, gdyby Shirley pogmatwała sobie życie i była nieszczęśliwa. – Pleciesz bzdury – odparował szorstko pan Baldock. – Bo i jakie to ma znaczenie? Większość ludzi jest nieszczęśliwa, przynajmniej od czasu do czasu. Trzeba radzić sobie z nieszczęściem tak samo jak ze wszystkim innym. No i trzeba odwagi, aby zmierzyć się ze światem, odwagi i pogody ducha…” …”Już ci kiedyś mówiłem, Lauro, że przykładasz zbyt duże znaczenie do szczęścia i nieszczęścia. – Nie potrafię zachować spokoju ducha, kiedy ona cierpi! Pan oczywiście podchodzi do wszystkiego ze stoickim spokojem. Pan nie przejmuje się Shirley. (…) Musisz się zmienić, jeśli zamierzasz iść przez życie właściwą drogą. Nie bierz na swoje barki cierpień całego świata; Jezus Chrystus zrobił to kiedyś za wszystkich. Nie możesz przeżyć za kogoś życia, nawet za Shirley. Pomagaj jej, dlaczego nie; ale nie przejmuj się za bardzo…” …”los każdego człowieka jest wykreślony na podobieństwo kursu okrętu i że należy się go trzymać, tak jak to robi okręt, i że wszystko jest w porządku, dopóki się to robi. Ale ja czuję się jak okręt, który zupełnie niespodziewanie zszedł z właściwego kursu. A czuć się tak, to znaczy być zagubionym. Taki człowiek nie umie określić swojego położenia i jest zdany na łaskę morza i wiatru, i wcale nie jest wolny, wprost przeciwnie, jest w uścisku czegoś, czego nie potrafi objąć rozumem, jest uwikłany i spętany…” …”Jak pan sądzi, czy szczęście wiele znaczy? – Bardzo trudno dać na takie pytanie jednoznaczną odpowiedź. Gdybym rzekł, że szczęście stanowi o życiu i śmierci człowieka i że jednocześnie w ogóle nic nie znaczy, pomyślałaby pani, że jestem szalony. (…) – Widzi pani, szczęście można porównać do miłości fizycznej. Jest bardzo ważna, choć z drugiej strony nic nie znaczy. (…) Szczęście, jak jedzenie, podtrzymuje życie, stymuluje je, jest także wielkim nauczycielem, ale nie stanowi celu samego w sobie i samo w sobie nie daje ostatecznej satysfakcji…” …”Wszyscy uciekamy w świat fantazji, co pozwala nam łatwiej znosić życie…” …”- Czy musi pan wciąż powtarzać to swoje “nie wiem”? – Przykro mi, lecz taka jest prawda. Prosi mnie pani o wyciąganie wniosków z czegoś, o czym nie mam pojęcia. (…) – Trzeba z pokorą poddać się losowi. No i trzeba mieć nadzieję. (…) – Dlaczego nie chce pan wyrazić swej opinii ot tak, po prostu? – (…) mógłbym wywrzeć na panią jakiś wpływ… Zdaje mi się, że pani łatwo poddaje się wpływom innych. (…) – Tak. Może właśnie w tym kryje się zło…” …”Boga nie można zranić – powiedział spokojnie. – Nie. Ale Bóg może zranić człowieka. – Och, nie, moja droga. To my ranimy się nawzajem i ranimy samych siebie. – A z Boga robimy kozła ofiarnego, tak? – On zawsze nim był. To on niesie na swoich barkach pani brzemię, brzemię buntu, pani nienawiści i miłości…” …”dlaczego tak bardzo lubię tego człowieka? Odpowiedzi nie należało szukać w uzdolnieniach Wildinga. Kryła się ona w człowieku jako takim. I nagle, (…) znalazł ją. Otóż przy całej swojej mądrości i przy wszystkich talentach, jakie posiadał, ten człowiek był omylny. Co więcej, potrafił, wciąż i wciąż, przyznawać się do popełnionych błędów. Należał do ludzi szczodrych i dobrotliwych, którzy niezmiennie doznają niepowodzenia, ponieważ nigdy nie są pewni własnych osądów. Osoby o takiej naturze nie są zdolne do jasnej, chłodnej, logicznej oceny ludzi i rzeczy; one się skłaniają do płynącej z głębi serca impulsywnej wiary, głównie w ludzi, wiary z góry skazanej na klęskę, ponieważ ta wiara bazuje na ogół na pobożnych życzeniach, a nie na faktach. Tak, ten mężczyzna był omylny, a tym samym był sympatyczny…” …”- Można prowadzić rękę dziecka po kartce papieru, lecz przychodzi chwila, kiedy trzeba cofnąć pomocną dłoń, i wtedy okazuje się, że dziecko nadal nie umie pisać. Mało tego, ten kto śpieszy dziecku z pomocą, może tylko opóźnić proces nauczania…” …”- A zatem czy trzeba spodziewać się po ludziach najgorszego? – zapytał przekornie – Nie, ale to najgorsze trzeba również brać pod uwagę. (…) – Chrystus powiedział Piotrowi, że nim kur zapieje, on się go trzy razy zaprze. Znał naturę Piotra lepiej niż on sam, lecz z powodu tej słabości wcale go mniej nie kochał…” …”- Pani mąż ma w sobie za dużo litości. – Czy ktokolwiek może jej mieć za dużo? – Tak, a to powoduje, że taki człowiek nie jest zdolny do postrzegania rzeczy we właściwym wymiarze. A poza tym – dodał – litość równa się obrazie. – Co pan chce przez to powiedzieć? – Litość zawsze przypomina mi modły faryzeuszy: “Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie” – Czy nigdy i nikogo pan nie żałuje? – Ależ tak. Przecież nie jestem pozbawiony ludzkich uczuć. Lecz litości się boję. – Jakie zło mogłaby wyrządzić? – Mogłaby prowadzić do działania. – I co w tym złego? – Z działania mogłoby nie wyniknąć nic dobrego. – Dla pana? – Nie, nie dla mnie. Dla tego kogoś, nad kim bym się zlitował. – Zatem co może zrobić ktoś, komu żal drugiego człowieka? – Zostawić go tam, gdzie powinien być, to jest w rękach Boga. – To brzmi potwornie. To brzmi surowo. – Za to jest o wiele mniej niebezpieczne niż uleganie łatwemu współczuciu….” …”Nie wiem, jakich rezultatów spodziewał się sam Bóg albo jak obfite plony dla niego zebrałem. Lecz proszę zrozumieć jedno (…); jeśli spośród tych wszystkich milionów, które przychodziły, aby mnie słuchać, Bóg chciał jednej, tylko jednej duszy, i wybrał takie, a nie inne środki, aby właśnie ją zdobyć, to może należałoby się tym zadowolić. – To tak jakby ktoś chciał użyć młota parowego do rozłupania orzecha. – Według ludzkiej miary, tak. Na tym polega odwieczny kłopot, że stosujemy ziemskie, człowiecze pojęcia wartości (miary sprawiedliwości czy niesprawiedliwości) do Boga. Nie mamy, nie możemy mieć najmniejszego pojęcia o tym, czego Bóg rzeczywiście wymaga od człowieka, poza jednym (a to właśnie zdaje się nam wielce prawdopodobne), że spodziewa się, by człowiek stał się, czym mógłby być, a czy wciąż nie jest…” …”Musisz iść do przodu Lauro. Nie powinnaś zapominać o przeszłości, lecz tę przeszłość masz nosić jedynie w swojej pamięci, ta przeszłość nie może kłaść się cieniem na każdym dniu twojego życia. Powinnaś zaakceptować nie karę, lecz szczęście. Tak, moje słodkie dziecko, szczęście. Powinnaś przestać dawać i powinnaś nauczyć się brać. Bóg postępuje z nami dziwnie … To On obdarowuje cię, o czym absolutnie jestem przekonany, szczęściem i miłością. Przyjmij jego dary z pokorą…”

William Blake

Poezje wybrane

“Boski wizerunek”

O, Dobroć, Litość, Pokój, Miłość! – do nich
Modlą się wszyscy, kiedy ból ich łamie.
Wszyscy te cztery błogie uwielbiają
Moce pełnymi wdzięczności słowami.

Albowiem Dobroć, Litość, Pokój, Miłość
To Bóg, co wiedzie nas po wielkim świecie.
Ta sama Dobroć, Litość, Pokój, Miłość
To człowiek, Jego miłowane dziecię.

Albowiem Dobroć ma serce człowiecze
I litość ludzkim wzrokiem na nas patrzy.
Miłość to ludzka forma boskiej siły,
Pokój w człowiecze jest odziany w szaty.

Więc każdy człowiek w każdym kraju świata,
Gdy czuje, że swej męce nie podoła,
Do czterech mocy najbardziej kochanych,
Do ludzkiej formy boskiej siły woła.

We wszystkich trzeba tę siłę miłować,
Czy są to Turcy, Żydzi, czy poganie –
Bo tam, gdzie Dobroć, Miłość, Litość mieszka,
Tam najwyższego Boga przebywanie.

“Głos dawnego poety”

Przyjdź tu, Młodości, przyjdź!
Oto nowy wstaje poranek,
Obraz prawdy dotąd nieznanej.
Wątpienie i chmury rozumu,
Dysputy dla uciechy tłumu –
Oto się rozwiały. Szaleństwo to bór ciemny,
To labirynt obłędnie splątanych korzeni.
Tak wielu tam upadło! O co dbać powinni,
Nie wiedzą; w mroku o kości się potykają
Umarłych w tej pustyni.
I choć sami drogi nie znają,
Chcą, żeby za nimi szli inni.

“Pieśń” (Jeruzalem)

Czy kiedykolwiek Jego stopy
Przez zieleń naszych pastwisk szły?
Baranek Boży czy nawiedził
Tę ziemię za pradawnych dni?

Czy jego oczu blask się przedarł
Przez tę na wzgórzach naszych mgłę?
Gdzież Jeruzalem jest? Tu wiecznie
Szatańskich młynów praca wre.

Przynieś mi strzały mej tęsknoty,
Przynieś mi włócznię, przynieś łuk!
Przegonię chmury! Rydwan złoty,
Płonąc, łomocze w twardy bruk.

Z tej walki duchów nie ucieknę,
Miecz nie wypadnie z moich rąk,
Aż Jeruzalem zbudujemy
Pośród zielonych Anglii łąk.

“Kraina snów”

Przebudź się, przebudź się, maleńki!
Ty byłeś matki skarb jedyny.
Dlaczego, w śnie się tuląc, płaczesz?
Twój ojciec budzi cię, nikt inny.

“O, jakaż jest ta snów kraina?
Jakie tam rzeki? Jakie skały?
Ojcze, ja matkę zobaczyłem
U jasnych wód, wśród lilii białych.

Pośród baranków, w biel odziana,
z Tomaszem wędrowała błogo.
Szczęśliwy byłem, teraz płaczę.
Kiedyż tą samą wrócę drogą?”

Synku, od zmroku aż do świtu
Też szedłem przez te ścieżki śnione.
Lecz choć spokojne były wody,
Nie mogłem przejść na drugą stronę.

O, czemuż, ojcze, tu żyjemy,
W krainie lęku, nieufności?
piękna kraina snów jest wyżej,
Niż się poranna gwiazda złoci.”

“O smutku innego”

Czy mogę widzieć ból innego
I sam nie smucić się? Czy dłoni
Pomocnej mogę mu nie podać,
Widząc innego w smutnej doli?

Czy patrząc, jak łzy płyną, mogę
Powiedzieć, że łzy nie moje?
Czy ojciec, kiedy jego dziecko
Płacze, nie pragnie go ukoić?

Czy matka może być spokojna,
Kiedy na dziecka swego twarzy
Zobaczy bladość trwogi? Nigdy!
To nigdy się nie może zdarzyć!

A pomyśl: Ten, co się uśmiecha
Do wszystkich – kiedy wron maleńkie
Widzi kłopoty, szarych ptaków
Ból i niedolę, dziecka mękę –

Czy On nie siada przy tym gnieździe,
Litością krzepiąc serce ptaka?
Czy On nie siada przy kołysce,
By razem z chorym dzieckiem płakać?

Czy naszych łez On nie ociera
I o poranku, i z wieczora?
Czy się odwraca od nich? Nigdy!
To nigdy zdarzyć się nie może!

Wszystkich obdarza swą radością;
On przecież stał się pośród dzieci
Dzieckiem; i mężem jest boleści;
On też się smuci, też się męczy.

Nie myśl, że możesz choćby westchnąć,
By nie był Stwórca tuż przy tobie,
Lub wylać jedną łzę; On zawsze
Z tobą jest w smutku i w żałobie.

On swą radością nas obdarza,
Żebyśmy smutki pożegnali;
Póki nie minie ból, tuż przy nas
Siedzi i płacze razem z nami.

Larry Collins

“Noc wolności” – Dominique Lapierre, Larry Collins

“…Mahatma zawsze był trudnym partnerem. Jego zdaniem prawda miała dwa aspekty: absolutny, pozaświatowy, którego człowiek mógł mieć zaledwie ulotne przeczucie – i drugi, względny. Z tą relatywną prawdą miało się co dzień do czynienia. Gandhi tłumaczył tę różnicę następującą parabolą: umoczcie lewą rękę w misce z lodowatą wodą, a później w misce z wodą ciepłą. Ciepła woda wydaje się wam gorąca. Następnie umoczcie prawą rękę w misce z wodą gorącą, a później w tej samej z wodą letnią: letnia woda wyda wam się zimna. A przecież jej temperatura się nie zmieniła! Prawdą absolutną była stała temperatura wody, ale prawda relatywna wyczuwana przez ludzką rękę, wciąż się zmieniała. Ta parabola wskazywała, że prawda relatywna Gandhiego nie była sztywnej wartości. Mogła zmieniać się, w miarę jak zmieniał się poziom rozumienia problemu, i ta moralna gimnastyka często zbijała z tropu jego brytyjskich rozmówców, którzy dostrzegali w nim chytrego Azjatę o dwóch twarzach. Nawet jego uczniowie czasami się oburzali: – Bapudżi, Ojcze, nie rozumię cię – zdziwił się któryś pewnego dnia. – Jak możesz dziś twierdzić coś wręcz przeciwnego niż przed tygodniem? – Och – odpowiedział Gandhi – od ubiegłego tygodnia dużo się nauczyłem…”

“…Gandhi gwałtownie przeciwstawiał się wszystkim, którzy sądzili, że przyszłość Indii zależy od ich zdolności naśladowania swych kolonizatorów – przemysłowych i technokratycznych społeczeństw Zachodu. Zwalczał niemalże wszystkie systemy zrodzone na Zachodzie. Zbawienie Indii – twierdził – tkwi “w ich możliwości oduczenia się tego, co poznały przez ostatnie 50 lat”. Ludzkim systemem wartości nie powinna kierować wiedza, a technika nie może despotycznie rządzić społeczeństwem; prawdziwa cywilizacja to nie mnożenie w nieskończoność potrzeb człowieka, ale raczej ich zdecydowane ograniczenie, dzięki czemu wszyscy mogą się dzielić najważniejszym…”

“…Epoka ta zaczęła się pewnego letniego dnia 1492 roku w maleńkim porcie Palos w Hiszpanii. Wyruszywszy w nieskończoność oceanów w poszukiwaniu Indii, Krzysztof Kolumb odkrył przez pomyłkę Amerykę. Odtąd historia ludzkości przez cztery i pół wieku nosiła znamię tego odkrycia i była jego konsekwencją: eksploatacja religijna, ekonomiczna i polityczna kolorowych ludów na całym świecie przez chrześcijański Zachód. Aztekowie, Inkowie, Swahilisi, Egipcjanie, Irakijczycy, Hotentoci, Chińczycy, Birmańczycy, Filipińczycy, Marokańczycy, Wietnamczycy…. nie kończąca się fala ludów, narodów cywilizacji, które 460 lat doświadczeń kolonialnych zdziesiątkowało, zubożyło, wykształciło, upodliło, nawróciło, wzbogaciło, wyeksploatowało lub ekonomicznie pobudziło, a na zawsze przekształciło w nieodwracalny sposób…”

Charles Dickens

Cytaty z różnych książek

“Opowieść wigilijna”
“…Zjawisko ubrane było w śnieżnej białości tunikę objętą błyszczącym pasem, połyskującym jakby tysiącem brylantów. W ręce trzymało gałązkę świeżego, zielonego ostrokrzewu, suknię zaś jego, w dziwnej sprzeczności z tym symbolem zimy, zdobiły świeże kwiaty. Ale najdziwniejsze ze wszystkiego było to, że z czubka głowy zjawiska wytryskał jasny promień światła, który rozjaśniał wszystko dookoła. W chwilach smutku duch zamiast czapki kładł na głowę wielki kaptur do gaszenia świec, który teraz trzymał pod pachą. (…) Zapewne Scrooge nie byłby w stanie powiedzieć, gdyby go kto o to zapytał, dlaczego zapragnął widzieć ducha w osobliwej czapce na głowie. Ale faktem jest, że powstało w nim życzenie, i to w tak natarczywej formie, że nie mógł się pohamować i poprosił ducha o nakrycie głowy. – Jakże to?! – zawołał duch – chcesz występnymi swymi rękoma jak najprędzej zgasić dobroczynne światło, które ci przynoszę? Czy mało ci jeszcze, że jesteś jednym z tych, których namiętności złożyły się na utworzenie tej czapki i skazały mnie na noszenie jej przez całe wieki głęboko naciśniętej na uszy? (…) W końcu odważył się zapytać gościa, co go właściwie sprowadza. – Twoje dobro! – odparł duch. (…) – Ściślej mówiąc, sprowadza mnie tu pragnienie twojej poprawy…”

“Przygody Oliwera Twista”
“…Zdawało się, że rosa błyszczy jaśniej na zielonych liściach, wietrzyk szeleszczący wśród nich śpiewa czarowniejszą melodię, a samo niebo jest bardziej błękitne i przezroczyste. Taki to wpływ wywiera stan naszych własnych myśli nawet na wygląd zewnętrznych przedmiotów. Ludzie, którzy patrząc na przyrodę i bliźnich wołają, że wszystko jest ciemne i ponure, nie mylą się – ale te ciemne kolory są odbiciem ich własnych, pełnych żółci serc i oczu. Prawdziwe barwy są delikatne i wymagają czystszego wzroku …”

“Magazyn osobliwości”
…”W większości bowiem przypadków sumienie okazuje się przedmiotem elastycznym i bardzo giętkim, który znakomicie daje się naciągać i naginać do niezliczonych sytuacji. Wielu ludziom udaje się nawet, dzięki roztropnemu postępowaniu, pozbyć się go, jak flanelowej kamizelki przy pięknej pogodzie i wyzuć z sumienia na dobre; lecz są jeszcze inni, którzy potrafią przywdziewać ów szczegół garderoby i zarzucać go, kiedy im przyjdzie ochota, zaś ten ostatni sposób, jako najlepszy i najwygodniejszy, jest również najbardziej w modzie…”
…”Nel w czułym swym serduszku była poruszona do żywego tym odruchem duszy dobrej i szlachetnej, choć mieszkającej w prostej świątyni. Dzięki Bogu, takie świątynie nie są dziełem ludzkich rąk, a zdobne szorstkim płótnem cenniejsze są niż owe przybrane purpurą i delikatną materią…”
…”myślała, jakie to dziwne, ten stary człowiek, który wyciąga ze swojej pracy i wszystkiego, co go otacza, jeden surowy morał, nigdy nie pomyśli, że można by go zastosować do samego siebie, a choć zastanawia się nad niepewnością ludzkiego losu, każde jego słowo i każdy czyn dowodzi, że uważa się za nieśmiertelnego. Rozmyślania jej poszły jeszcze dalej, bo była już na tyle mądra, by zrozumieć, iż dzięki dobremu i łaskawemu zrządzeniu opatrzności taka już jest natura ludzka i że stary grabarz ze swoimi planami na lato przyszłego roku jest niejako symbolem całej ludzkości…”
…”Och ciężko jest dać w sercu przystęp lekcji, jaką niesie podobna śmierć, lecz niechże żaden człowiek nie ośmieli się jej odrzucać, bo tej lekcji każdy się musi nauczyć, jako wielkiej i powszechnej Prawdy. Z każdego kruchego kształtu, z którego śmierć, powalając istotę niewinną i młodą, wyzwala drżącą duszę, powstają setki cnót w postaci miłosierdzia, litości i miłości, idą w świat i są jego błogosławieństwem. Z każdej łzy, wylanej przez zrozpaczonego śmiertelnika na taki zielony grób, rodzi się dobro, powstaje coś szlachetnego. W ślad za niszczycielką wyrasta jasny jakiś twór, co opiera się jej mocy i zmienia jej mroczną drogę w świetlaną ścieżką do Nieba…”

“Powieść o dwóch miastach”
…”Jakież to cudowne, gdy się zastanowić, że każda ludzka istota jest tak stworzona, iż stanowi głęboką zagadkę i tajemnicę dla każdej innej…”
…”Smutno, smutno wzeszło słońce; wzeszło i oświetliło ponury widok człowieka o wielkich zdolnościach i zacnych uczuciowych porywach, nie umiejącego ich w czyn wprowadzać, niezdolnego do samopomocy i zdobywania własnego szczęścia, człowieka rozumiejącego, jaka go toczy rdza, ale poddającego się biernie i świadomego, iż ta rdza musi go stoczyć do reszty…”
…”- Chciałbym pana zapytać… Czy lata dzieciństwa wydają się panu bardzo dalekie? Czy te dni, gdy pan siadywał u kolan matki wydają się panu dniami bardzo odległej przeszłości? (odpowiedział) – Dwadzieścia lat temu, tak; ale dziś, w moim wieku, już nie. Przecież wędrówka moja zakreśla koło – więc im bliżej i bliżej mi do końca, tym bliższy i bliższy początek. Zdaje mi się, że to w ten sposób wygładza się i przygotowuje droga. Serce moje poruszają teraz różne wspomnienia, długo drzemiące … wspominam ładną moją młodą mateczkę (a ja taki stary!) i różne zdarzenia tych czasów, gdy jeszcze to co nazywamy światem, nie było dla mnie czymś tak realnym, a wady moje jeszcze się tak nie utrwaliły we mnie…”

Antoine de Saint – Exupery

Cytaty z różnych książek

“List do zakładnika”

“…Znałem, i wy również znaliście może, te rodziny trochę dziwaczne, które pozostawiają puste przy swoim stole miejsce zmarłego. Przeczą nieodwracalnemu. Nie wydawało mi się jednak nigdy, by takie wyzwanie rzucone oczywistości było pocieszające. Zmarłych trzeba traktować jak zmarłych. Wówczas przyjmują oni, w swoim charakterze zmarłych, inną formę obecności. Tymczasem te rodziny zawieszały ich powrót. Czyniły z nich wiecznie nieobecnych, współbiesiadników spóźnionych na wieczność. Zamieniały żałobę w bezprzedmiotowe oczekiwanie. I domy te wydawały mi się pogrążone w nieuleczalnym niepokoju, bardziej przygniatającym niż smutek…”
“…Spędziłem trzy lata na Saharze. Podobnie jak tylu innych przede mną, ja także marzyłem potem o jej uroku. Ktokolwiek poznał życie na pustyni, gdzie pozornie wszystko jest tylko samotnością i ogołoceniem, wspomina jednak tamte lata jako najpiękniejsze z tych, które przeżył. (…) Zapewne, Sahara przedstawia, jak okiem sięgnąć, jedynie przestrzeń monotonnego piasku, rodzaj bezkresnej kamienistej ławicy. Człowiek jest zanurzony bez przerwy w najautentyczniejszych warunkach nudy. A jednak niewidzialne bóstwa budują tam sieć linii, kierunków i znaków, muskulaturę ukrytą i żywą. Znika jednostajność. Wszystko nabiera orientacji. Nawet cisza jest tam niepodobna jedna do drugiej. (…) Ponieważ zaś pustynia sama w sobie nie przedstawia żadnego bogactwa dotykalnego, ponieważ na pustyni nie ma nic do zobaczenia ani do usłyszenia, a mimo to życie wewnętrzne zamiast słabnąć – właśnie tam się potęguje, trzeba uznać, że człowiek jest ożywiany przede wszystkim przez przyciągania niewidzialne. Człowiekiem kieruje Duch. Na pustyni wart jestem tyle, ile są warte moje bóstwa…”
“…Gdyż pustynia nie jest tam, gdzie się na ogół sądzi. Sahara jest bardziej pełna życia niż wielka metropolia, a miasto najludniejsze pustoszeje, jeżeli zasadnicze bieguny życia są pozbawione siły przyciągania…”
“…Podróżny, który przebywa szczyt górski zmierzając w kierunku jakiejś gwiazdy, jeœli zaabsorbuje się zbytnio problemami samego podejścia, naraża się na niebezpieczeństwo zapomnienia, jaka gwiazda go prowadzi. Jeśli trudzi się już tylko dla samej wspinaczki, nie dojdzie nigdzie…”

“Pilot wojenny”

“…Ważne jest, by zmierzać do celu, którego nie widać tak od razu. Jest to cel nie dla Rozumu, lecz dla Ducha. Duch umie kochać, ale bywa uśpiony. Wiem, na czym polega pokusa, równie dobrze jak Ojcowie Kościoła. Być kuszonym to, kiedy Duch śpi, doświadczać pokusy, by ulec racjom Rozumu…”
“…nagłe olśnienie jest tylko nagłym ujrzeniem przez Ducha – długo przygotowywanej drogi…”
“…Była to ciężka próba i ja odczuwałem ją jako próbę dla mego ciała. (…) Tyle naszemu ciału poświęcaliśmy starań! Ubieraliśmy je, myli, pielęgnowali, golili, poili, karmili. Niemal identyfikowaliœmy siebie z tym domowym zwierzęciem. Prowadziliśmy je do krawca, do lekarza, do chirurga. Cierpieliśmy razem z nim. (…) Mówiliśmy o nim: to jestem ja. I nagle to złudzenie pryska. (…) Twoje ciało należy do ciebie, ale nie jest już tobą. (…) Członki twego ciała? To po prostu narzędzia. (…) Sens twego życia ukazuje ci się w pełnym świetle. (…) W obliczu niebezpieczeństwa ciało traci swą wartoœć i zarazem znika jego kult. Człowiek przestaje interesować się sobą. Ważne jest tylko to czemu służy. Jeśli umrze, nie oddzieli się, lecz połączy. Nie zgubi, lecz odnajdzie. I nie jest to bynajmniej pobożne życzenie moralisty. To prawda codzienna, najbardziej zwykła, którą jedynie maskuje codzienne złudzenie. Czyż mogłem przewidzieć ubierając się do lotu i niepokojąc się o swoje ciało, że przejmuję się głupstwami? Dopiero w chwili kiedy trzeba to ciało oddać, odkrywamy wszyscy ze zdumieniem, jak mało nam w rzeczywistości na nim zależy. Ale przez całe życie, kiedy nie rozgrywają się sprawy ostateczne, kiedy nie rozstrzyga się sens mego istnienia, oczywiście nie wyobrażam sobie problemów ważniejszych niż dotyczące mego ciała. O ciało moje, niczym już jesteś dla mnie! Wyrzucono mnie z ciebie, nie mam żadnej nadziei, a mimo to niczego mi nie brak! Wypieram się wszystkiego, czym byłem do tej chwili. To nie ja myślałem, nie ja czułem. To moje ciało. Widocznie trzeba było dowlec je jakoś aż tutaj, by stąd zobaczyć, że jest ono czymś bez znaczenia…”
“…Właściwie nie umiera się. Wyobrażaliśmy sobie, że boimy się śmierci; a tymczasem boimy się niewiadomego, boimy się wybuchu, boimy się samych siebie. Ale śmierci? Nie. śmierć nie istnieje, kiedy się ją spotyka. Brat powiedział mi: “nie zapomnij napisać tego wszystkiego…” Kiedy ciało się rozprzęga, ukazuje się to co istotne. (…) Ciało porzuca się jak starego konia…”
“…Nie mogę oprzeć się przeciwstawieniu tych dwóch światów. świata samolotu i świata ziemi. Oto wylecieliśmy (…) poza dozwolone granice. Widzieliśmy płonącą Francję. Widzieliśmy w dali połyskliwą taflę morza. Postarzeliśmy się na tej wielkiej wysokości. Pochylaliśmy się nad odległą ziemią, niby nad gablotami muzeum. Igraliśmy w słońcu z pyłem myśliwców nieprzyjacielskich. Potem zeszliśmy na dół. Rzuciliśmy się w sam środek pożaru. Poświeciliśmy wszystko. I tam dowiedzieliśmy się o sobie więcej, niż moglibyśmy się dowiedzieć w ciągu dziesięciu lat rozmyślań. Na koniec opuściliśmy ten klasztor po dziesięcioletnim pobycie… A tymczasem na drodze pod nami, być może tej samej, nad którą przelatywaliśmy zdążając w stronę Arras, karawana posunęła się naprzód najwyżej o pięćset metrów. (…) Jesteśmy podobni do pielgrzymów, których nie męczy wędrówka przez pustynię, ponieważ serca ich zamieszkały już w świętym mieście…”

“Ziemia planeta ludzi”

“…Mierząc się z przeszkodą człowiek poznaje siebie…”
“…Pochwyciłem także zwierzenia wymieniane półgłosem. Była tam mowa o chorobach, pieniądzach, błahych troskach domowych. I to wszystko odsłoniło mi bezbarwne mury więzienia, w którym się ci ludzie zamknęli. (…) Stary urzędniku, mój towarzyszu podróży, nigdy nikt nie otworzył ci drzwi do wolności i nie ty odpowiadasz za to. Zbudowałeś swój spokój zalewając cementem jak termity, wszystkie wyloty i wzloty do światła. Zwinąłeś się w kłębek w swoim bezpieczeństwie mieszczańskim, w swoich nawykach, w dławiącym rytuale życia na prowincji, wzniosłeś ten skromny szaniec przeciwko wiatrom, przypływom i gwiazdom. Nie chcesz przejmować się wielkimi problemami, dość trudu kosztuje cię już wysiłek, by zapomnieć swoją kondycję człowieka. Nie jesteś mieszkańcem wędrownej planety, nie zadajesz sobie pytań, na które nie ma odpowiedzi: jesteś mieszczuchem z Tuluzy. Nikt nie ujął cię za ramiona, zanim jeszcze nie było za późno. Teraz glina, z której powstałeś, wyschła i stwardniała, nikt już nie dobudzi się w tobie muzyka, poety czy astronoma, którzy cię może zamieszkiwali kiedyś…”
“…Pracując dla samych dóbr materialnych budujemy sobie więzienie. Zamykamy się samotni ze złotem rozsypującym się w palcach, które nie daje nam nic, dla czego warto by żyć…”
“…Mało tego: człowiek, który o dwa kroki od nas zamknął się za murami klasztoru i żyje według nie znanych nam reguł, osiągnął prawdziwe szczyty samotności tybetańskiej, dale, do których nie zaniesie nas nigdy żaden samolot. Czego będziemy szukać w jego celi? Jest pusta. Królestwo człowieka jest w nim…”

“Twierdza”

“…Bo podobnie jak o drzewie, nic nie wiesz o człowieku, jeśli go podzielisz na momenty trwania i pokawałkujesz wedle tego, co go odróżnia. Drzewo to wcale nie nasienie, a potem łodyga, potem pień gibki, wreszcie suche drzewo. Nie trzeba go dzielić, by poznać. Drzewo , to ta potęga, co wolno zaœlubia niebo. Podobnie i ty, mały człowieku. Bóg sprawia, że rodzisz się, roœniesz, że wypełniają cię kolejno pragnienia, żale, radoœci i cierpienia, wœciekłoœć i prze-baczenie – a potem bierze cię do siebie z powrotem. Nie jesteœ jednakże ani uczniem, ani małżonkiem, ani dzieckiem, ani starcem. Jesteœ tym, który szuka swojej pełni. A jeżeli będziesz miał zobaczyć, że jesteœ gałązką kołysaną wiatrem, ale mocno wszczepioną w drzewo oliwne, poruszany powiewem zakosztujesz wiecznoœci. I wszystko dookoła ciebie stanie się wieczne…”
“…Rozumiałem już. Umiera gąsienica, kiedy zamienia się w poczwarkę. Umiera roślina, kiedy zawiązuje się ziarno. Każdy przemieniając się odczuwa smutek i niepokój…”
“…Pilne jest, rzecz jasna, żeby człowiek jadł, gdyż bez pożywienia nie będzie człowieka i w ten sposób problem przestanie istnieć. Ale miłoœć, sens życia i smak rzeczy boskich są ważniejsze. (…) Potępiam was więc nie za to, że zależy wam na zwykłym życiu. Ale za to, ze traktujecie je jako cel…”
“…Drzewo to moim zdaniem pewien ład. Ale ład jest tutaj jednością, która scala to, co różnorodne. Na jednej gałęzi ptak uwił gniazdo, ale na drugiej gniazda nie ma. Na jednej są owoce, na innej – nie. Jedna rośnie ku niebu, druga chyli się do ziemi. Ale moi generałowie rządzą się wyobrażeniem o wojskowej defiladzie i twierdzą, że ład panuje tylko wœród przedmiotów, które się niczym między sobą nie różnią. Toteż, gdybym im dał wolną rękę, postanowiliby ulepszyć œwięte księgi, ukazujące ład Bożej mądroœci, i uporządkowaliby litery, gdyż nawet dziecko pozna, że w książce litery są zupełnie wymieszane. Daliby więc razem wszystkie A, wszystkie B, wszystkie C – aż otrzymaliby książkę w pełni uporządkowaną. Książkę w sam raz dla generałów…”
“…Ci natomiast, którzy żywią się cudzym gestem i w zależności od niego, jak kameleon, zmieniają barwę, przyjaźni tym, od których mogą coś uzyskać, łasi na poklask oceniają siebie wedle sądów masy ludzkiej – to w moich oczach męty i wyrzutki. I nie są i nie mogą być porównani do twierdzy, kryjącej w sobie skarb, i nie przekazują hasła z pokolenia na pokolenie, ale pozwalają, aby ich dzieci rosły jak dziczki. I sami rosną jak grzyby, płytko, na powierzchni ziemi…”
“…Kiedy piszesz do człowieka, to jakbyś towarami ładował statek. Ale niewiele statków dobija do celu podróży. Toną w morzu. Niewiele jest zdań, które płynąc poprzez historię zachowują dawne brzmienie…”
“…No tak, sprawiedliwość. Gdyż sprawiedliwość w ich mniemaniu polega na tym, aby niszczyć to, co odbiega od zwyczajności. Niesprawiedliwością jest dla nich fakt, że istnieją Murzyni. Albo, że istnieją księżniczki, jeśli sami są robotnikami. A także obecność malarzy, kiedy sami nie pojmują malarstwa…”
“…Odradzam ci zatem polemikę. Gdyż ona nigdzie nie prowadzi. Jeœli inni są w błędzie, odrzucając twoją prawdę w imię tego, co im się wydaje oczywiste, zrozum, że ty także, w imię tego, co dla ciebie z kolei oczywiste, polemizując z nimi, odrzucasz ich prawdę. Przyjmij ich takimi jakimi są. Weź ich za rękę i poprowadź. Powiedz im tak: “Macie rację, ale musimy wejść na tę górę”. A wtedy wprowadzisz ład w świat, który cię otacza, a oni będą oddychać głęboko tą szeroką przestrzenią, którą zdobyli…”
“…Gardzę zatem tymi, którzy sami się ogłupiają, aby zapomnieć, albo – aby żyć w spokoju i uprościć sobie życie – dławią w sobie pragnienia własnego serca. Wiedz bowiem, że wszelka sprzeczność, z której nie ma wyjścia, wszelka kontrowersja, której się nie da uniknąć, zmuszają cię, abyœ rósł, po to, by je przekroczyć…”
“…Ty także, jeœli chcesz osiągnąć wielkość, ścieraj się z przeciwnościami; one prowadzą do Boga. To jedyna możliwa w świecie droga. Dlatego też, jeśli przyjmiesz cierpienie, ono da ci wielkość. Są jednak i miejskie drzewa, których nie hartuje pustynny wiatr. Są ludzie słabi, którzy nie potrafią się przezwyciężyć. Dane im jest szczęście przeciętne i sami, zdławiwszy część swojej istoty, tak właœnie je kształtują. Zatrzymują się w przydrożnej oberży i spędzają tam całe życie. To życie poronione. I nie obchodzi mnie, co z nimi się stanie ani jak będą żyć. Siedzą skuleni na swoim nędznym dobytku i to nazywają szczęœciem. Nie mają wrogów ani dookoła siebie ani wewnątrz siebie. Zamykają uszy na głos Boga, który jest nie-wyrażalną potrzebą, szukaniem i pragnieniem… Boga nie można osiągnąć, On ukazuje się wciąż przed nami, a człowiek buduje się w przestrzeni jak korona drzewa…”
“…Dlatego oto masz gardzić sądami tłumu. One bowiem sprowadzają cię w twoje własne granice i nie pozwalają rosnąć. (…) Tacy ludzie chcą, żebyœ zamknął się w tym, co masz i trwał niezmiennie jak pasożyt, jak rabuś własnego mienia. Jaka potrzeba kazałaby ci wtedy poszukiwać Boga, układać pieśń i piąć się dalej w górę…”
“…Pytasz mnie czasem: “Czy mam obudzić tego człowieka, czy niech śpi raczej, gdyż powinien zaznać szczęścia?” odpowiem ci wtedy, że nie wiem nic o szczęściu. Ale jeśli jest ono jak zorza polarna, czybyś nie przebudził swego przyjaciela? Nikt nie powinien spać, jeœli ma szansę ją zobaczyć. Oczywiście, on lubi spać, ułożył się tak wygodnie; wyrwij go jednak z tego szczęœcia – snu i niech się stanie sobą…”
“…Niepamięć o Bogu i towary, z których korzystamy, tak nas uformowały. W rzeczywistoœci jednak to, co dajesz, nie uboży cię, ale przeciwnie – przymnażasz bogactw, które możesz rozdzielać. W ten sposób ten, kto kocha w Bogu wszystkich ludzi, nieskończenie mocniej kocha każdego człowieka, niż ten, kto kocha jednego i tylko przed owym wspólnikiem otwiera nędzną izbę swojej duszy. (…) Gdyż dawać to rzucać most poprzez przepaœć samotnoœci…”
“…Tej samej tajemnicy chciałbym ciebie nauczyć. Cała twoja przeszłość to tylko narodziny, podobnie jak po dziś dzień – wydarzenia z dziejów królestwa. I żałować czegokolwiek to taki sam absurd, jak żałować, że się nie urodziłeś w innej epoce, albo, że nie jesteś niski, kiedy jesteś wysoki, albo że nie żyjesz w innym kraju, i w tych absurdalnych rojeniach znajdować powód do rozpaczy na każdą chwilę. Szalony, kto zgrzyta zębami unosząc się gniewem na przeszłoœć, która jest jak granitowy blok, i zamknięta. Przyjmij ten dzień tak jak jest ci dany, zamiast bić głową o nieprzekraczalny mur. Nieodwracalnoœć nic nie znaczy, gdyż jest cechą wszystkiego, co przeminęło. A ponieważ nie ma czegoœ takiego jak cel osiągnięty albo cykl zamknięty, albo epoka zakończona – chyba, że dla historyków, którzy wymyœlają podziały czasu – żebyœ mógł żałować postępowania, które nie zostało jeszcze uwieńczone wynikiem i nigdy nie zostanie – gdyż sens rzeczy nie leży w bogactwie nagromadzonym, z którego potem korzystają plemiona osiadłe, ale w płomieniu przemiany, wędrówki i pragnienia…”
“…A tymczasem jedyna prawdziwa wynalazczość to odczytywać teraźniejszość. (…) Tylko teraźniejszość trzeba wciąż porządkować. Po co dyskutować o dziedzictwie? Przyszłość nie po to jest, aby ją przewidywać, ale by ją przyjąć…”
“…Więc gdzież tu miejsce na rozpacz: wszędzie tylko wieczne narodziny. To prawda, że jest także nieodwracalność, ale ani to wesołe, ani smutne. Nieodwracalnoœć to istota tego, co minęło. Nieodwracalne są moje narodziny, bo oto jestem. Nieodwracalna jest przeszłość, ale teraźniejszość leży przed tobą, jak budulec bezładnie rzucony u stóp budowniczego, i to ty masz z niego urobić przyszłoœć…”
“…Ja domagam się, abyœ żył nie tym, co otrzymujesz, ale tym, co dajesz, bo tylko tym wzrastasz…”
“…I nie dotknąłem Boga – ale Bóg, który się daje dotknąć, nie jest Bogiem. I nie jest Bogiem, jeśli wysłuchuje modlitw. I po raz pierwszy pojąłem, że wielkość modlitwy leży przede wszystkim w tym, że nie ma na nią odpowiedzi, i że ta wymiana nie ma w sobie odrażającego piętna wymiany handlowej. I że nauka modlitwy jest nauką ciszy. I że miłość zaczyna się dopiero tam, gdzie nie ma oczekiwania na dar. Miłoœć jest więc przede wszystkim ćwiczeniem się w modlitwie, a modlitwa – ćwiczeniem się w ciszy…”
“…Natomiast ludzie, którzy nie mają królestwa dającego życie, a zatem nie znajdujący żadnego uroku w przedmiotach, patrzą na nie z irytacją. “Dlaczego bogactwo mnie nie ubogaca?” – skarżą się i sądzą, że trzeba je zatem pomnażać, ponieważ nie było dość wielkie. I przywłaszczają sobie jeszcze więcej przedmiotów, i jeszcze bardziej są nimi przytłoczeni. A niepokój, nie dający się niczym złagodzić, rodzi w nich okrucieństwo. Bo nie wiedzą, że szukają czego innego, ponieważ dotąd tego nie spotkali. (…) Albowiem nie istnieje w nich nic, co pozwoliłoby przedmiotom budzić w sobie wzajemne echa. Żyją więc na pustyni pełnej porzuconych bezładnie kamieni…”
“…Szalony, kto sądzi, że ludzkiego szczęœcia trzeba szukać w zaspokajaniu pragnień, przekonany, że dla idących liczy się przede wszystkim dojście do kresu. A kresu przecież nigdy nie ma…”
“…A jeœli rzuciłem w człowieka ziarno kultury, trzeba mi więcej czasu niż jedno życie ludzkie, żeby puściła gałęzie, liście i dała owoce. I nie mam zamiaru codziennie odmieniać oblicza, bo wtedy nic się nie narodzi. To wielki błąd wierzyć w trwanie równe jednemu życiu ludzkiemu…”
“…I dlatego nie wszystkie rytuały i ofiary są równie dobre, nie wszystkie ceremoniały i nie wszystkie drogi. Są także i złe, tak jak jest muzyka wulgarna. Ale nie potrafię tu dokonać podziałów rozumowo. Poznam to po znaku, którym jesteś ty sam. Jeżeli chcę ocenić drogę, ceremoniał albo wiersz, patrzę na człowieka, kim się stał zetknąwszy z nimi. Albo słucham jak bije jego serce…”
“…twierdzę, że nie rozum światem rządzi, ale Duch…”
“…Powiesz mi, że małe dziecko zawsze jest kruche i że człowiek, który w przyszłości zmieni świat, w niemowlęctwie mógł być zgaszony jak świeca. Ale ja widziałem, jak umierało dziecko Ibrahima. Póki było zdrowe, jego uśmiech był jak podarunek. “Chodź tu”, wołano na dziecko Ibrahima. I dziecko podchodziło do starca, i uśmiechało się. A starzec cały się rozjaśniał. Głaskał dziecko po policzku i nie bardzo wiedział, co mu mówić, ponieważ to dziecko było jak lustro, w które patrząc człowiek czuje zawrót głowy. Albo jak okno. Bo dziecko zawsze onieśmiela, jak gdyby była w nim jakaś ogromna mądrość. I to prawda, bo zanim dorośli skrzywią go i pomniejszą, duch jego jest silny. (…) A to tylko dziecko, co otwiera i przymyka oczy – jak okna prowadzące gdzieś dalej i poza. Które mało co mówiąc, czegoś uczy. Bo prawdziwe nauczanie nie polega na tym, aby mówić do ciebie, ale aby cię prowadzić. I ciebie starego, ono prowadzi jak pasterz swoje stado na niewidzialne łąki, o których nigdy byś nawet nie wiedział, gdybyś przez jedną chwilę nie poczuł, że nasycony jest twój głód i pragnienie…”
“…Pokora nie jest poddaniem się wobec ludzi, ale wobec Boga…”
“…Nic nie znajdziecie zamieniwszy się w plemię osiadłe i sądząc, że pośród poczynionych zapasów sami jesteście jak gotowy, odłożony na stronę zapas. Nie istnieją bowiem poczynione zapasy, a kto przestaje rosnąć umiera…”
“…Domagając się równości, jak przy korycie w stajni, ludzie dali początek nędzy. Wszystko im trzeba dawać. Szukając chwały dla tłumu, w każdą duszę wprowadzono tłum. Ale jeżeli w jednostce dasz chwałę człowiekowi, zbudujesz człowieka, a ludzie wejdą na drogę bogów…”
“…Podobnie jak możesz mnie czytać z roztargnieniem i nie rozumiejąc, tak możesz być poddany ceremoniałowi a nie wzrastać. Twoje skąpstwo pomieści się bez trudu w hojności rytuału…”
“…Od tak dawna słyszę, jak mówisz “Ja, ja, ja…”, że w swojej dobroci odpowiedziałem wreszcie na zaproszenie twoich bębnów i popatrzyłem na ciebie. Zobaczyłem tylko magazyn towarów. Co ci daje ich posiadanie? Jesteś jak skład, albo jak szafa, ale nie bardziej pożyteczny, ani bardziej rzeczywisty niż szafa albo skład. Lubisz kiedy ludzie mówią: “Szafa jest pełna”, ale kim jest ta szafa? (…) – Nie sądź, że niepokoję się w imieniu bliżej nieokreślonej sprawiedliwości. Skarb, który zalega twoje piwnice, jest imponujący i nie nim się gorszę. To prawda, żeś grabił królestwo. Ale i ziarno dokonuje grabieży wobec ziemi, aby zbudować drzewo. A ty pokaż mi drzewo, które zbudowałeś…”
“…Tak oto pojąłem, czym jest święto: chwilą przejścia z jednego stanu w drugi. (…) Długo wędrowałeś; nagle otwierają się drzwi – to właśnie święto…”
“Mały Książę”
“Okazało się, że na planecie Małego Księcia, tak jak na wszystkich planetach, rosły rośliny pożyteczne oraz zielska. W rezultacie znajdowały się tam dobre nasiona roślin pożytecznych i złe nasiona zielsk. Ale ziarna są niewidoczne. Œpia sobie skrycie w ziemi aż do chwili, kiedy któremuś z nich przyjdzie ochota obudzić się. Wypuszcza wtedy cudowny, bezbronny pęd, który najpierw nieśmiało wyciaga się ku słońcu. Jeżeli jest to pęd rzodkiewki albo róży, można mu pozwolić rosnąć, jak chce. Ale jeżeli jest to zielsko, trzeba wyrwać je jak najszybciej, gdy tylko się je rozpozna…”
“Znam planetę, na której mieszka pan o czerwonej twarzy. On nigdy nie wąchał kwiatów. Nigdy nie patrzył na gwiazdy. nigdy nikogo nie kochał. Niczego w życiu nie robił poza rachunkami i cały dzień powtarza tak jak ty: “Jestem człowiekiem poważnym, jestem człowiekiem poważnym”. Nadyma się dumą. Ale to nie jest człowiek. To jest grzyb….”
“…Królowi bardzo zależało, aby jego autorytet był szanowany. Nie znosił nieposłuszeństwa. Był to monarcha absolutny. Ponieważ jednak był bardzo dobry, dawał rozkazy rozsądne. Jeśli rozkażę – zwykł mówić – jeśli rozkażę generałowi, aby zmienił się w morskiego ptaka, a generał nie wykona tego, to nie będzie wina generała. To będzie moja wina. (…) Należy wymagać tego, co można otrzymać. Autorytet opiera się na rozsądku…”
“…A oto mój sekret. Jest bardzo prosty: dobrze widzi sie tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu. (…) Ludzie zapomnieli o tej prawdzie…”

Ekanat


Życiorys Ekanata i Fragmenty jego dzieł

EKANAT

EKANAT
(1528 – 1599 lub 1548 – 1609)

Traci wcześnie rodziców, wychowują go najczulej dziadkowie; jest dzieckiem spokojnym, skupionym, pogrążonym w zadumie i w książkach. Mając 12 lat słyszy głos aby się udać do odległej miejscowości – Dewagada – gdzie znajduje swego Guru. Chłopak nie mówi nic dziadkom w obawie, że będą się sprzeciwiać jego postanowieniu i udaje się do Dewagada, gdzie go już oczekuje, uprzedzony przez ten sam głos Dżanardan. Z nim pozostaje przez sześć lat, służąc mu z największym samo oddaniem, uprawiając Jogę i ucząc się najpilniej; aż po wielu próbach, gdyż Guru był surowy i wymagający, osiąga oświecenie. Wówczas Guru każe mu powrócić do domu, ożenić się i prowadzić życie normalne, łącząc je z Jogą, rzecz dotychczas niezmiernie rzadka, a w Maharasztrze dotąd – jak prawie i potem – nieznana. Ekanat wywiązuje się z zadania świetnie, osiąga pełną syntezę; może dzięki bardzo równemu usposobieniu i umiarkowaniu we wszystkim. Prowadzi życie uregulowane i prawie się nie odchyla od jego rytmu. Przebłagawszy z łatwością dziadków, staje się ich pociechą i podtrzymaniem; jest dobrym mężem, ojcem, członkiem społeczności ale obowiązki te nigdy mu nie przeszkadzają w Jodze i w nauczaniu. Codziennie miewa wykłady w świątyni, codzień przyjmuje na posiłki gości, – jest to uważane za jeden z religijnych obowiązków – dyskutuje z nimi, wyjaśnia i naucza. Odznacza się niezmierną jasnością wykładu; popularyzuje Wedantę o wiele bardziej niż jego poprzednicy; włada pięknym językiem i pomimo namów by powrócił do klasycznego Sanskrytu, nie tylko odmawia, ale zyskuje definitywne równouprawnienie dla Marati – języka ludu – i znacznie go wzbogaca. Choć sam pochodzi z wielce oświeconej bramińskiej rodziny, jest szczerym “demokratą”, karmi u siebie parjasów, ratuje kurtyzany, serdecznie przyjmuje nawet złodziei, okazuje cierpliwość i dumną, ale spokojną i wyrozumiałą dobroć wobec Muzułmanów. Postępuje rozumnie z synem, zagorzałym uczonym -Panditem- nie rozumiejącym Bhakti ani duchowego życia. Dzieła pozostawił liczne: wykłady i komentarze do dawnych ksiąg: Bhagawata Purana i wielu innych. Ekanat mówi iż “Widja” czyli prawdziwa mądrość, wyraża się w świadomości “Jestem Brahmanem”, nieoddzielnym od Niego, a to poczucie całkowicie niweczy A-widię tj. niewiedzę, która jest matką wszystkich nędz i cierpień człowieka. Przekonanie, które wyrażali jego poprzednicy: “jestem grzeszny, nędzny, bezsilny” jest dlań charakterystycznym wyrazem A widii. Ona to rodzi wszystkie wątpliwości, udręki i więzy, zaś Mądrość wyzwala. A obie są wiecznymi atrybutami Maji, owej potęgi Najwyższego, która wszystko stwarza, sama zawsze pozostając nieuchwytną, niepojętą, wymykającą się nawet od ujęcia myślą, zagadką dla ludzi i Aniołów; bowiem nikt nie zdoła dowieść ani rzeczywistości, ani nierzeczywistości jej istnienia. Nie można jej uważać za rzeczywistą tj. trwałą, nieprzemijającą, gdyż znika w świetle pierwszego bezpośredniego promienia Ducha. Nie można też dowieść jej nierzeczywistości, gdyż czujemy nieustannie jej obecność, ciśnienie i moc. Nazwano ją: nieuchwytną i niewysłowioną”, czarodziejką i zwodnicą”, bo wciąż tka sieć czaru i uwodzi wszystkie żywe istoty. Ale badając bliżej twierdzi Ekanat, można się przekonać iż owa “Czarodziejka” jest “tworem naszej własnej myśli, jej ideą” tzn. będąc myślą Boga, jest zarazem myślą naszą, gdyż jesteśmy Jego nieodłączną cząstką, a myśl nasza jest zawarta w myśli Najwyższego. Największą zasługą Ekanata jest spopularyzowanie Wedanty, świetne, jasne jej tłumaczenie. W swej etyce podkreśla: “cnotą jest niewidzenie wad i usterek innych; cnotą jest znoszenie obelg i krzywd, nie zwracając na nie uwagi, jakby ich nie było; nigdy nie myśląc nawet o oddaniu tym samym; gdyż ten który nas krzywdzi jest tylko odbiciem nas samych. Gdy ząb własny ugryzie język, na kogo mamy się gniewać?” pyta; to znaczy, że spotykamy tylko siebie samych; cośmy w przeszłości posiali to teraz zbieramy, co dawaliśmy innym, teraz oni nam oddają; a przez to samo uwalniają nas od przeszłości. Mówi również, że wierność własnej Dharmie jest najprostszą drogą do Boga, kamieniem węgielnym Jogi i duchowości. Mówi iż Bhakta z pomocą “łaski ” Guru, intuicyjnie poznaje Ducha w sobie; widzi też iż serce każdego jest Jego chramem, więc wewnątrz i zewnątrz widzi Jego wciąż, sam w zjednoczeniu z Nim przenika cały świat, dosłownie żyje w Nim. Widzenie różnic, odrębności, inności imienia i kształtu, nie przeszkadza mu w odczuwaniu boskości każdej rzeczy. Prawdziwy Bhakta nigdy nie może się w tym odczuciu i przekonaniu zachwiać, nawet wśród niezliczonej różnorodności, nieraz potwornych zjawisk. Czci on Życie tj. Boga – wszędzie i w każdym.

Fragmenty:
1
Matką wielu grzechów jest niewiary słabość, wątpień żałosny jad. Nieraz wielce uczony człowiek dróg Ducha nie pojmuje i mija wielkie jego szlaki niebacznie i oddala się od szczęścia i celu. A inny, gnuśny, poznanie Pana odkłada na potem. Nie bądźże obojętny ni płochy, głupi jak kozy, ani samochwalstwa pełen jak kogut piejący w ślepym upojeniu. Lecz stronić od ludzi i w puszczę uciekać też nie jest rozumne, czyż i tam nie ma dzikich świń? Człowiek co uchodzi w lasy, podobien jest wądołom co się kryją przed wschodzącym słońcem. Płomień kamfory w skarbcu zamknięty gaśnie, podobnie jak i na przeciągu. A okręt dziurawy tonie wśród morza. Pomyśl bracie o naszej doli; oto oszust fałszywy daje nam pieniądz; wrogie wojska najeżdżają kraj, łupiąc i pustosząc, i nawet pod ziemią ukryte skarby rabując. Powódź niszczy zboża pełne spichlerze; stada krów, owiec, bawołów od zarazy padają; a bogactwa – całego życia dorobek w jednej chwili pożera ogień. A przecie nieszczęścia te to Pana zrządzenia. Czyż ciosy mają wiarą naszą zachwiać.
2
Nie idź nigdy za umysłu podszeptem; to, co on nieraz za szczęście uważa, tylko do niedoli wiedzie. Praw Ducha on nie zna, ani do szczęścia prawdziwego drogi. (…)
3
Ten jest świętym co nigdy nie traci spokoju, nawet wśród męki fizycznego ciała, kto nie roni łez nad śmiercią jedynego syna, poległego w bitwie; kto nie rozpacza gdy mu złodziej cały dobytek uniesie i nie płonie gniewem gdy go opuści żona. Kto obelgę i pochwałę, szyderstwo i cześć przyjmuje jednako, kto w przeciwnościach Boga zawsze wielbi, a w ubóstwie jest równie jak w zbytku szczęśliwy.
4
Bhakta przywdział zbroję spokoju i zwyciężywszy wroga egoizmu w bezinteresowności owinął się opończę. I na Radżajogi rumaku w daleką udaje się podróż by Boga zdobyć poznanie. Oręż skupienia mocno dzierży w dłoni, a ku wrogom co mu zachodzą drogę, wyostrzony kieruje miecz. Jak rycerz jasny rzuca się w pełną niebezpieczeństw i mroku krainę, by umiłowaną swego serca zdobyć, tak on chcąc wkroczyć w wyzwolenia kraj, rusza na wielki bój na polu bitwy życia. Wrogów swych – żądzę, złość nienawiść, egoizm – silną powala dłonią. oraz mocą Pańskiego Imienia. A wówczas cnoty same przychodzą mu służyć i kłaniają się przed nim, jak przed królem dworskie służebnice. A gdy tą Jogi drogą królewską jak zwycięzca kroczy, panny mądrości wychodzą mu naprzeciw i cześć mu oddają, kręgi światłością zataczając zbożnie.
6
Jeden mnie sławi i czci, drugi lży, wyśmiewa i słowem bije obelżywym, lecz obaj drodzy mi są jednakowo, wszak w obu najmilsza jawi mi się Rodzica. Ten co mnie lży jest mi pomocą, bo twardych słów miotłą zmywa mą sień, jak wodą macierzyńskiej kąpieli, Przyjaciół spełnia rolę, mej izby zamiatając kąty, a śmieć – obraźliwość, pychę, złość – wyrzuca precz. Gdybym w oburzeniu gniewnym odpłacił mu słowem, któżby na tym stracił i izbę moją gorzej zaśmiecił? Ja sam. Z radością obelgi witam; od dwoistości poczucia zwalniają nas łacno, szybko więzy różnic łamią, więc dobroczynne są i błogosławione. To też się nisko przed szydercą kłonię z wdzięcznością głęboką, i – “dzięki ci Matko” – mówię w pokorze. Wiem iż właściwy do obelg stosunek to najprostsza do wolności droga.
8
Bóg mieszka w każdym. A przecie niewiedzą zaślepiony człek nie widzi, nie zna, nie wie o Nim nic. Kamień czy woda, przydrożny kwiat, drzewo czy chwast, mrówka czy wąż … ach, gdzież znaleźć kształt co by po brzegi nie był wypełnion Nim! Wszech – bliski ON, obecny tu i tam i wszędzie wokół, po świata krawędzie, a przecie mały, nędzny człek oczy zamknął i oślepł do cna. I Ekanat ślepotą był zagrożony, gdyby łaska Guru nie dała mu przejrzeć. A straci w każdej chwili widzenie jeśli czynem nędznym przysłoni Boga wszechobecną twarz.

Jan Wolfgang Goethe

Fragmenty “Fausta”

Mefistofeles

“…Ponieważ znowu przybliżasz się Panie,
I zapytujesz, jak świat sobie radzi (…)
Mały Bóg świata pełen wciąż jednakich chceń
I zawsze tak dziwaczny niby w pierwszy dzień.
Na pewno mógłby żyć niezgorzej,
Gdybyś mu blasku nie dał był światłości bożej;
Zwie go rozumem i na to go bierze,
By się zwierzęciem gorszym stać niż zwierzę. (…)

Pan

Nie masz mi więcej nic do powiedzenia?
Czy zawsze tylko wnosisz oskarżenia?
Wszystko ci ziemskie złem się widzi wiecznie?

Mefistofeles

Nie, Panie Lecz istotnie, źle wciąż tam na ziemi.
Ludzi w ich nędzy żal mi tak serdecznie,
Że nawet nie chcę pastwić się nad nimi.

Pan

Fausta czy znasz?

Mefistofeles

Doktora?

Pan

Sługę mego!

Mefistofeles

Doprawdy, dziwną ta służba się widzi!
Głupiec ten ziemskim pokarmem się brzydzi.
Zmysły mu wrzące ciągle w dale biegą;
Swego szaleństwa świadomy po trosze,
Gwiazd najpiękniejszych żąda z gwiezdnych roi,
Chce wszystkie ziemskie zagarnąć rozkosze,
Ale mu ducha, w głębi wzburzonego,
Dal ani bliskość żadna nie ukoi.

Pan

Choć teraz służy mi tylko opacznie,
Ja niezadługo w jasność go wywiodę.
Ogrodnik wszak, gdy szczep zielenieć zacznie,
Już wróży kwiatów, owoców urodę.

Mefistofeles

Idę o zakład, że go utracicie,
Jeśli za waszą zgodą drogi swymi
Powiodę go oględnie poprzez życie.

Pan

Zanim nie zamknie swoich powiek
Nie bronię tego ci na ziemi!
Dopóki dąży, błądzi człowiek. (…)

Pan

Dobrze więc, władzę ci nad nim oddaję!
Od swoich źródeł odwiedź tego ducha
I prowadź go, jeżeli cię usłucha,
Na swych przepastnych dróg rozstaje,
Aż przyznasz wreszcie, chociaż wstyd ci będzie:
Człek sprawiedliwy w swym ciemnym popędzie
Dobrze rozeznać umie prawą drogę.

Mefistofeles

Być może, ale niebawem z niej skręci.
W wynik zakładu wątpić więc nie mogę.
Kiedy się spełnią moje chęci,
Wszak pozwolicie, że zatryumfuje. (…)

Pan

(…) Czynność człowieka, zbyt często ospała,
Łacno w spoczynku miłym się ucisza;
Więc mu przydawać lubię towarzysza,
Co go podnieca i diabelsko działa (…)

Mefistofeles

Chętnie się czasem starego zobaczy.
Więc się zatargu wystrzegam statecznie.
Toć ładnie, że tak dostojny pan raczy
I z diabłem samym rozmawiać tak grzecznie…”

…(…) Chmurzy się nade mną –
Księżyc światło zaćmił –
Lampa przygasa!
Ogniste dymy i promienie
Nad moją skronią – dreszcz
Z góry, ze sklepienia wieje,
Ogarnia mnie!
Czuję, tyś przy mnie, duchu wytęskniony!
Więc odsłoń się!
Ha! Jak mi serce ściska skurcz szalony!
Uczucia wchłonąć nowe
Wszystkie me zmysły już gotowe!
Tobie oddaję całe serca bicie!
Ty musisz, musisz, choćbym miał oddać życie!

Duch

“Na życia nutach, wśród czynu burz
Snuję się z wszech stron,
Mknę, faluję w dal!
Narodziny, zgon,
Wieczny powrót fal,
Wciąż odmienne snucie,
Wrzące życia chucie,
Tak kieruję przędzalni czasu wartki bieg
I snuję Bóstwa żywej szaty ścieg.”

Faust

…”Bez czucia płone to staranie,
Jeżeli z duszy nie wypływa,
Jeżeli rdzenne, krzepkie zdanie
Słuchacza serca nie zdobywa (…)
Jeżeli wam się poklask roi
Dzieci i małp – on was nie minie;
Lecz serc do serca nie dostroi
Komu nie z serca słowo płynie…” (…)

Korzyścią kieruj się stateczną!
Nie równaj się z błazeńską zgrają!
Bo rozum wraz z treścią dorzeczną
Bez sztuczek same siebie polecają.
Gdy coś ważnego chcesz wysłowić,
Po co wyrazy puste łowić?
Darzycie ludzi błyskotliwą mową,
Jak wycinanki je wystrzygujecie,
A ona przecie jest, jak wiatr, jałową,
który szeleszcząc, liść jesienny miecie.”

Faust

.”Czy, chcąc ugasić na wieki pragnienia,
Œwiętą krynicę znajdziesz w pergaminie?
Nie zaznasz nigdy ukojenia,
Jeśli ci z własnej duszy nie wypłynie.”

Faust

(…) “Onych niewielu, którzy coś poznali,
A nieopatrznie odkryli swe łono,
Swe myśli, serce tłumom odsłaniali,
Toć krzyżowano zwykle i palono.”

Mefistofeles

“Zawsze tym będziesz – czymeś jest.
Wsadzaj peruki z tysiącznymi kudły,
Nogi podwyższaj łokciowymi szczudły,
Wciąż pozostaniesz, czymeś jest…”

Mefistofeles

(…) ..”Albowiem właśnie, gdy pojęć mi stanie,
Wraz słowo stawia się na zawołanie.
Słowami świetnie się szermuje,
Słowami system się buduje,
W słowa się wierzy doskonale,
Słowu nie ujmiesz ani joty wcale.”

Mefistofeles

(…) …”Mocny żołądek jest kościoła,
Bo przecież całe pożarł kraje,
A niestrawności nie doznaje.
Kościół jedynie, me kobiety,
Trawi majątek źle nabyty.”

Faust

“Ogólny zwyczaj jest to raczej;
Żyd i król czynią nie inaczej.”

Faust

“O wierzaj, luba, to, co się rozumem zowie,
Zwykle próżnością i ciasnotą.
Jakże?
Ach, że niewinność nigdy się nie dowie,
Jaka prześwięta jej wartość prawdziwa!
Że w uniżeniu i w pokorze tyle
Skarbów natura miłościwie dała.”

Faust

“Potężny duchu, dałeś, dałeś wszystko,
O com cię prosił. Tyś nie nadaremno
W płomieniach ku mnie zwrócił swoją twarz.
Przyrodę dałeś mi jako królestwo
I moc odczucia, użycia. Nie tylko
Dałeś mi prawo chłodnego podziwu,
Lecz pozwoliłeś spojrzeć w jej głębinę,
Jak się spogląda w łono przyjaciela.
Tyś mi ukazał żyjących szeregi
I nauczyłeś poznawać swych braci
W zacisznym gaju, w powietrzu i wodach.
A kiedy burza w lesie trzeszczy, huczy
Gdy świerk olbrzymi, waląc się, konary
I pnie sąsiednie miażdży i łomoce,
Że wzgórze głucho od upadku grzmi,
Wtedy w bezpieczną wiedziesz mnę pieczarę
Pozwalasz wejrzeć w siebie; własnej piersi
Tajny, głęboki otwiera się cud.
A gdy przed wzrokiem czysty blask księżyca
Kojąc powstaje, natenczas spływają
Ze skał urwistych, z wilgotnego gąszcza
Czasów minionych srebrzyste postacie
I złagadzają rozmyślań surowość.
O, człek nie dojdzie do doskonałości!
Czuję to dzisiaj! Do owej rozkoszy,
Która mię bliżej wciąż ku bogom wznosi,
Wraz towarzysza przydałeś mi, który
Już mi niezbędny, choć zimno zuchwale
W własnych mię oczach poniża i w nicość
Jednym słowem obraca twe dary.
On w mojej piersi dziki ogień nieci
Za owym pięknym, jedynym obrazem.
Tak się zataczam od żądz do użycia,
A wśród użycia ginę znów za żądzą.”

Mefistofeles

“Jakżesz, o nędzny synu ziemi,
Byłbyś swe życie wiódł beze mnie?
Od błazeństw twej imaginacji
Już wyleczyłem cię na długie lata,
A przyznasz, że bez mej kuracji
Już byś się dawno wyniósł z tego świata. (…)”

Małgorzata

“Jak się odnosisz do religii, wiary?
Wiem, żeś poczciwy jest bez miary,
Lecz że nie cenisz jej, o to mam trwogę.

Faust

Daj pokój, dziecko! Wiesz, jak kocham ciebie;
Za bliskich życie oddałbym w potrzebie,
Nie chcę zabrać nikomu jego wiary, nieba.

Małgorzata

To nie dość, wierzyć także trzeba!

Faust

Trzeba?

Małgorzata

Ale bez pragnienia.
Nie chodzisz do spowiedzi, ani do mszy świętej.
Wierzysz ty w Boga?

Faust

Luba, któż powiedzieć w stanie:
“Ja wierzę w Boga”?
Kapłanom, mędrcom postaw to pytanie,
A ich odpowiedź brzmi jak drwina
Z pytającego.

Małgorzata

Więc w Niego nie wierzysz?

Faust

Chciej mnie zrozumieć, ma jedyna!
Któż Mu da miano?
Komuż rzec dano:
“Ja w niego wierzę”?
Gdy Go ogarnie,
Któż się waży swarnie
Wyrzec: “Nie wierzę Weń”?
Wszechogarniający
Wszechopatrznościowy,
Czyż nie ogarnie opatrznością
Ciebie, mnie, siebie samego?
Czyż tam, nad nami niebo się nie sklepi,
A pod stopami ziemia trwa?
Zaliż łagodnie – migotliwie
Nie pną się wiecznie gwiazdy wzwyż?
Czyż nie spoglądam tobie oko w oko
I zaliż ci to wszystko
Do głowy, serca się nie tłoczy
I przejdzie w wiecznej tajemnicy
Wokół, widzialne, niewidzialne?
Niech się twe serce w tym rozpęta;
A kiedy tym uczuciem będziesz wniebowzięta,
Zwij je, jak tylko chcesz,
Zwij: szczęście, miłość, Bóg!
Ja na to nie mam nazw!
Uczucie wszystkim jest,
A nazwa – brzdęk i dym,
Co niebios żary ćmi.

Małgorzata

Być może prawdę mówisz mi;
Podobnie prawi też słuchaczom swym
I ksiądz, innymi tylko nieco słowy.

Faust

Gdzie tylko słońca promień pada,
To samo każde serce gada,
A zawsze dźwiękiem swojej mowy;
Więc cóż, że mówię mową własną?

Małgorzata

Gdy cię tak słucham, rzecz się staje jasną,
Mimo to sprawa jednak krucha;
Ty nie masz chrześcijańskiego ducha.

Małgosia

…”Jak się to dawniej złorzeczyło,
Gdy biedne dziewczę gdzie zbłądziło!
Jak wobec tamtej przewinienia
Wręcz słów mi brakło potępienia!
Jakżem ją snadnie oczerniała
I dość oczerniać nie zdołała,
I byłam z siebie taka rada,
A teraz grzech mną samą włada!
Lecz – wszystko, co mi gotowało zgubę,
Boże, tak było dobre! ach, tak lube! …”

Herman Hesse

Cytaty z różnych ksążek

WILK STEPOWY

…”Większość ludzi nie chce pływać, dopóki nie nauczy się pływania. Czy to nie dowcipne? Oczywiście nie chcą pływać! Urodzili się przecież na ziemi, nie dla wody. I oczywiście nie chcą myśleć, gdyż stworzeni zostali do życia, a nie do myślenia! Tak, a kto myśli i kto z myślenia czyni sprawę najważniejszą, ten wprawdzie może w tej dziedzinie zajść daleko, ale taki człowiek zamienił ziemię na wodę i musi kiedyś utonąć…”
…”Ale Bogu dzięki, bywały też wyjątki, zdarzały się niekiedy, rzadko, również i inne godziny, które przynosiły wstrząsy, przynosiły dary, burzyły ściany i znowu sprowadzały mnie, zbłąkanego z powrotem do żywego serca świata … ostatnie przeżycie tego rodzaju było podczas koncertu, grano cudowną starą muzykę, gdy nagle, między dwoma ściszonymi taktami, wykonanymi na drewnianych instrumentach dętych, otworzyła się przede mną brama w zaświaty, przefrunąłem przez niebo i widziałem Boga przy pracy, cierpiałem błogie bóle i nie broniłem się już przeciw niczemu w świecie, nie bałem się już niczego, akceptowałem wszystko, wszystkiemu oddawałem moje serce. Doznanie to nie trwało długo, może kwadrans, ale powróciło tej samej nocy we śnie i odtąd przez wszystkie jałowe dni rozbłyskiwało niekiedy skrycie, czasem w ciągu minut widziałem wszystko wyraźnie, jak wijący się przez moje życie złoty, boski ślad,prawie zawsze pokryty błotem i głęboko zasypany kurzem, potem znów świecący złotymi iskrami…
…Ach trudno jest znaleźć ślad Boga wśród życia, jakie wiedziemy, wśród tego zadowolonego, tak bardzo mieszczańskiego, tak bardzo bezdusznego czasu, na widok … tych interesów, tej polityki, tych ludzi! … Natomiast to, co w rzadkich chwilach staje się moim udziałem i radością, co dla mnie jest rozkoszą, przeżyciem, ekstazą i podźwignięciem, to świat zna, kocha i tego szuka chyba tylko w poezji, w życiu zaś uważa za obłęd. W istocie, jeśli świat ma rację, jeśli rację mają masowe rozrywki, kawiarniana muzyka, zamerykanizowani ludzie, zadowoleni z byle czego, w takim razie ja nie mam racji, jestem szaleńcem, jestem naprawdę wilkiem stepowym …”
…”Człowiek ma możność całkowitego oddania się sprawom duchowym, próbie zbliżenia się do Boga, do ideału, do tego co święte. I na odwrót, ma też możność całkowitego oddania się swym popędom, pożądliwości zmysłów i skierowania wszystkich dążeń ku zdobyciu chwilowej rozkoszy. Jedna z tych dróg wiedzie ku świętości, ku męczeństwu ducha, ku oddaniu się Bogu. Druga wiedzie do rozpusty, do męczeńskiej niewoli popędów, do zatracenia się w zgniliźnie.

GRA SZKLANYCH PACIORKÓW

…”Gdy świat żyje w pokoju, wszelkie rzeczy są w spoczynku, wszystko zaś w przeobrażeniach swoich idzie śladem tworów wyższych – tworzyć można muzykę. Gdy żądze i namiętności nie biegną fałszywym torem, można muzykę udoskonalać. Doskonała muzyka ma swoją przyczynę. Powstaje ona z równowagi. Równowaga powstaje z tego, co słuszne, a to, co słuszne powstaje z istoty świata. Dlatego o muzyce mówić można jedynie z człowiekiem, który pojął istotę świata. Muzyka polega na harmonii pomiędzy niebem a ziemią, na zgodności pomiędzy mrokiem a światłem. Dlatego też muzyka czasów należytego ładu jest spokojna i pogodna, a rządy zrównoważone. Muzyka czasów niespokojnych jest zawzięta, pełna podniecenia, a rządy opaczne. Muzyka państwa upadającego jest sentymentalna i smutna, a jego rząd zagrożony…”

(o grze szklanych paciorków)
…”Stanowiła ona bowiem wyszukaną symboliczną formę poszukiwania doskonałości, wzniosłą alchemię, jedynego w samym sobie, ponad wszelkimi mnogościami i obrazami, ducha, czyli Boga. I podobnie jak pobożni myśliciele w czasach dawniejszych ukazywali na przykład żywot wszelkiego stworzenia jako wędrówkę ku Bogu, a kres i doskonałość zróżnicowanego, widzialnego świata widzieli dopiero w Boskiej jedności, podobnie też budowały, muzykowały i filozofowały figury i formuły gry szklanych paciorków w uniwersalnym języku, zasilanym przez wszystkie nauki i sztuki, zmierzając w rozigraniu swoim ku doskonałości, ku czystemu bytowi i rzeczywistości całkowicie wypełnionej. “Realizacja” była ulubionym wyrażeniem graczy, a działalność swoją pojmowali oni jako drogę od stawania się ku istnieniu, od możliwości ku rzeczywistości (…) każdy symbol i każda kombinacja symboli wiodą nie tu, czy gdzie indziej … lecz ku centrum, ku tajemnicy i najtajniejszej głębi świata, ku prawiedzy…”
…”Gdy jakiś uczeń był odsyłany z Eschhdz (szkoła elitarna) i opuszczał nas, odczuwałem to za każdym razem jak śmiertelny wypadek. Gdyby zapytano mnie o powód mego smutku, powiedziałbym, że to współczucie dla owego nieszczęśnika, który przez lekkomyślność i opieszałość zmarnował sobie przyszłość, ale była w tym i domieszka lęku, obawy, że i ze mną może się tak kiedyś zdarzyć. Dopiero gdy przeżyłem podobne sprawy już wielokroć i wcale już nie wierzyłem, że podobny los może i mnie spotkać, jąłem na to patrzeć nieco głębiej…”
…”i każdy jakby sam przez się znajduje miejsce, na którym może służyć, a służąc być wolnym (…) Przy wybieraniu zawodu studentowi wydaje się (gdyż często jest pod wpływem rodziny), że dokonuje wyboru, jest wolny. Jednak zdobywając określoną profesję tak naprawdę na całe życie jest pozbawiony owej “wolności”, która oznacza tak straszliwą niewolę: dążenie do pieniędzy, do sławy, do stanowiska, zależność od sukcesu (…) a więc gdy mowa o wolnych zawodach, “wolność” owa brzmi raczej ironicznie…”
…”Ach gdybyż to można było stać się prawdziwie wiedzącym!…Gdybyż istniała jakaś nauka, w którą można by uwierzyć! Wszystko wzajem sobie przeczy, wszystko się mija, nigdzie nie ma pewności. Wszystko można tłumaczyć tak, lecz można również tłumaczyć i odwrotnie. Całą historię świata interpretować można jako rozwój i postęp, ale równie dobrze nie dostrzegać w niej nic, prócz głupoty i rozkładu. Czyż nie ma prawdy? Prawdziwej, obowiązującej nauki? …Prawda mój kochany istnieje! Lecz “nauka”, której pożądasz, jakaś absolutna, doskonała i wyłącznie mądrością obdarzająca nauka – nie istnieje. I nie powinieneś też wcale tęsknić do takiej doskonałej nauki, przyjacielu, lecz tylko do udoskonalenia samego siebie. Boskość jest w t o b i e, nie w pojęciach ani książkach. Prawdą się żyje, nie wykłada się jej.
…”każdy kamień zdobywa swoje znaczenie jedynie dzięki całości. Z całości tej nie wiedzie już nigdzie droga, a kto wstępuje wyżej i większe otrzymuje zadania, nie staje się swobodniejszy, jeno coraz bardziej obciążony odpowiedzialnością…”
…” Im więcej od siebie wymagamy, czy też im więcej aktualne zadanie od nas wymaga, tym bardziej zdani jesteśmy na szukanie źródła siły w medytacji, na nieustannie odnawiane godzenie umysłu z duszą. Im bardziej zaś absorbuje nas jakieś zadanie, to podniecając i pobudzając, to znów nużąc i przytłaczając, tym łatwiej stać się może, iż zaniedbamy owo źródło, podobnie jak przy zatopieniu się w jakiejś umysłowej pracy skłonny człowiek bywa do zaniedbania. Ludzie prawdziwie wielcy w dziejach świata wszyscy albo umieli medytować, albo też nieświadomie znali drogę wiodącą właśnie ku temu celowi, do którego medytacja nas prowadzi. Inni zaś, nawet najzdolniejsi i najsilniejsi, wszyscy w końcu ponieśli klęskę i porażkę, ponieważ ich zadanie czy też ambitne marzenie tak nimi owładnęło, tak ich opętało i opętanymi uczyniło, że utracili zdolność do nieustannego odrywania się od tego, co aktualne i do zachowywania dystansu. (…) Lecz dopiero gdy raz zgubi się drogę, widać jak nieubłagana to prawda…”
(dawny uczeń przyjeżdża do swojego starego mistrza, który już jakby nie żył w tym świecie)
…”Gdy mnie poznał i przywitał, twarz jego rozjaśniła się, nie powiedział jednak ani słowa, wymienił tylko moje imię i podał mi rękę, a ten ruch i ta ręka także wydały mi się promieniujące, on cały promieniał cichym, chłodnym blaskiem (…) i oto rozpoczęła się najosobliwsza rozmowa, jaką kiedykolwiek przeżyłem (…) cokolwiek bowiem mówiłem do mistrza, otrzymywałem w odpowiedzi jeno uśmiech i krótkie spojrzenie. O, gdyby spojrzenia te nie były tak pełne życzliwości i serdeczności, pomyśleć bym musiał, iż starzec niewątpliwie natrząsa się ze mnie, z mych opowieści i pytań (…) gdy w którymś momncie poniechałem mych, jak mi się wydawało, cierpliwych i uprzejmych prób nawiązania rozmowy, zanim zacząłem pojmować, że starzec z łatwością zdołałby się uporać ze stokroć nawet większą od mojej cierpliwością, wytrwałością i uprzejmością. (…) Wreszcie – a straciłem już wszelką nadzieję – przebił ten zaczarowany mur, wreszcie dopomógł mi, wreszcie coś powiedział! Jedyne to było zdanie, jakie dziś od niego usłyszałem: “zmęczysz się Józefie” – powiedział cicho tym swoim głosem pełnym wzruszającej życzliwości i troskliwości. I to było wszystko… Jednocześnie położył rękę na moim ramieniu, była lekka jak motyl, przenikliwie spojrzał mi w oczy i uśmiechnął się …… nagle też ogarnęło mnie zrozumienie dla tego starca i dla zmiany jaka w jego osobowości zaszła – odwrócenia się od ludzi ku ciszy, od słów ku muzyce, od myśli ku jedności, zrozumiałem, co mi oto zostało ofiarowane, zrozumiałem też teraz dopiero ów uśmiech i promieniowanie: święty, doskonały, pozwalał mi oto godzinę jedną uczestniczyć w swoim blasku, a ja, nędzny, chciałem z nim rozmawiać, pytania mu zadawać i przywieść ku konwersacji. (…) w pewnej jednak chwili udało mi się wreszcie zrezygnować z błędnego celu jakim była rozmowa. I od chwili, gdy zrezygnowałem, pozostawiając resztę tamtemu, wszystko samo już jakby poszło. (…) Byłem u niego z godzinę, półtorej, słowa żadne w tym czasie nie padły. Poczułem tylko, z chwilą gdy złamany został już mój opór, że włączył mnie on w swój pokój i jasność swoją, pogoda i cudowny spokój otoczyły nas obu…”
…”I chociaż świadomie z własnej woli nie oddałem się wówczas medytacji, stan ów przypominał poniekąd jakąś szczególnie szczęśliwą i uszczęśliwiającą medytację (…) przynajmniej wszystko, co z niego promieniowało czy też pomiędzy nim a mną falowało niczym rytmiczny oddech, odczuwałem tylko jako muzykę, jakoś całkowicie już zdematerializowaną (…), wchłaniającą każdego, kto przekroczy ów zaczarowany krąg, niczym wielogłosowa pieśń wchłania nowo wchodzący do niej głos. Niemuzykowi łaska ta ujawniłaby się może w innych obrazach, astronom ujrzałby tutaj może siebie w postaci księżyca krążącego wokół planet, filolog zaś usłyszałby iż ktoś zwraca się do niego w jakimś pierwotnym magicznym wszystkooznaczającym języku…”
…”Lecz w istocie był nieuleczalnie chory, ponieważ wcale nie pragnął wyleczenia, (…) nie dbał o harmonię, nie kochał nic prócz własnej wolności…”
…”Nie ma wyższego, szlachetnego życia bez znajomości diabłów i demonów i bez nieustannej z nimi walki…”
…”Tym spośród nas, którzy łatwo znajdują zadowolenie, a pogodni są tylko z pozoru, przeciwstawiają się inni ludzie i całe ludzkie pokolenia, których pogoda nie jest powierzchowną igraszką, ale powagą i głębią (…). Osiągnięcie takiej pogody jest dla mnie, a wraz ze mną dla wielu, celem najwyższym i najszlachetniejszym (…). A pogoda ta nie jest ani igraszką, ani upodobaniem w samym sobie, jest najwyższą świadomością i miłością, jest afirmacją wszelkiej rzeczywistości, czuwaniem na skraju głębin i przepaści, jest cnotą rycerzy i świętych, cnotą niezniszczalną, która wraz z wiekiem i przybliżaniem się śmierci stale jeno wzrasta. Jest ona tajemnicą piękna i właściwą substancją wszelkiej sztuki (…). Nawet gdy całe narody, czy języki zgłębić usiłują głębiny świata przez mity, kosmogonie, religie, radość ta jest ostatecznym i najwyższym celem, który mogą osiągnąć (…) np. Hindusi to naród cierpień, frasunków, pokuty i ascezy, lecz ostatnie największe płody jego ducha były pogodne i jasne, pogodny jest uśmiech tych, co świat przezwyciężyli i pogodne są postacie tych przepastnie głębokich mitologii. Œwiat – jak go owe mity przedstawiają – w początkach swych rozpoczyna się na sposób boski, szczęśliwy, promienny i piękny jak wiosna (…) potem jednak zapada w chorobę, marnieje coraz to bardziej, dziczeje i podupada, (…) a u kresu czterech coraz to niżej spadających epok, dojrzewa on już do chwili, w której zdeptać go i zniszczyć może roześmiany, tańczący Sziwa – lecz na tym się nie kończy, zaczyna się bowiem na nowo od uśmiechu śniącego Wisznu, który rozigranymi rękami tworzy nowy, młody, piękny i promienny świat. Cudowne to: ów naród, wyrozumiały i do cierpienia jak żaden niemal inny zdolny, z przerażeniem i ze wstydem przypatrywał się okropnym igraszkom historii świata, temu wiecznie się obracającemu kołu chciwości i cierpienia, ujrzał i zrozumiał ułomność wszelkiego stworzenia, chciwość i diabelstwo człowieka, a jednocześnie jego głęboką tęsknotę do czystości i harmonii, i znalazł dla całego piękna i tragizmu stworzeń te wspaniałe przypowieści o stworzeniu świata i rozkładzie tego co stworzone, o potężnym Sziwa, który świat doskonały, tańcząc, na szczątki rozbija i o uśmiechniętym Wisznu, który spoczywa, drzemiąc, a ze złocistych, boskich snów każe, w rozigraniu swym, powstać nowemu światu…”
…”do snu muzyka w uszach dźwięczeć powinna. Spojrzenie w niebo pełne gwiazd i słuchanie muzyki przed udaniem się na spoczynek to znacznie lepsze niż środki nasenne…”

SKARGA

Istnienia dla nas nie ma. Jesteśmy jak woda,
Co płynąc wszelki kształt przybiera, żywa:
Dniem się staje i nocą, katedrą i grotą,
A spragniona istnienia przez wszystko przepływa.

Tak płynąc, różną postać przybieramy,
A żadna z nich ojczyzną nam, ratunkiem, niebem,
Zawsze gośćmi jesteśmy, w drodze się mijamy,
Pług nas nie woła, pole nie porośnie chlebem.

Nie wiemy, jaką rolę Bóg nam przyznać raczył,
Igra z nami, jesteśmy gliną w rękach Pana,
Niemą, podatną, co ani się śmieje, ani płacze,
Gnieciona, chociaż w piecu już nie wypalana.

Choć raz w kamień zastygnąć! Choć raz się zespolić!
Oto, ku czemu wieczna wiedzie nas tęskonota,
Choć pozostanie dreszczem trwożnym z wiecznej niewoli,
A nigdy odpoczynkiem na drodze żywota.

…”W końcu jął wątpić czy w ogóle istnieje coś takiego, jak dobro i zło, prawo i bezprawie, czy w końcu głos własnego sumienia nie jest jedynym prawdziwym sędzią…”
…”Mistrz poczuł lekki dreszcz, poranne jakby uczucie rzeźkości i chłodu (…) osobliwe to uczucie, które sam zwał “przebudzeniem” znał z decydujących momentów swojego życia: było to ożywcze, a jednocześnie bolesne uczucie, rozstanie i początek jednocześnie, a silne, niczym wiosenna burza, wstrząsało jego podświadomością…”
…”Przy “przebudzeniu” nie chodziło bowiem o prawdę i świadomość, lecz o rzeczywistość, o jej przeżycie i wytrwanie wśród niej. W przebudzeniu nie docierało się bowiem bliżej sedna rzeczy, bliżej prawdy, pojmowało się jedynie, dokonywało lub z bólem przeżywało nastawienie własnego “ja” względem aktualnego stanu rzeczy. Nie natrafiało się przy tym na prawa, lecz na decyzje, nie docierało się też do sedna świata, jedynie do sedna własnej istoty. I dlatego też wszystkie te przeżycia tak trudno było innym przekazać, tak osobliwie trudne były one do wyrażenia i sformuowania: informacje z tej dziedziniy życia, wydawało się nie należą do sfery możliwej do przekazania. A jeśli, przypadkiem, ktoś chociaż część tego rozumiał, musiał być ów rozumiejący człowiekiem w podobnej sytuacji, tak samo cierpiącym lub tak samo się budzącym…”

STOPNIE

Jak więdnie każdy kwiat i każda młodość
W starość się chyli, kwitnie każdy stopień
Życia i kwitnie cnota, kwitnie mądrość
O swojej porze, bo nic nie trwa wiecznie.
Serce na życia zew niechaj ochotnie
Żegna się z życiem, by je wszcząć od nowa,
By się odważnie, bez żalów zbytecznych
Wdać w nowe sprawy i snuć inną nić.
W każdym początku wielki czar się chowa.
Co nas ochrania i pomaga żyć.

Więc przemierzajmy pogodnie przestrzenie,
Lecz żadna niech się ojczyzną nie stanie.
Duch świata nie zna ciasnego spętania:
Na każdym stopniu większe rozszerzenie.
Ledwo gdziekolwiek się zadomowimy,
A już ospałość nas i gnuśność nuży,
Bo nawyk tego jedynie ominie,
Kto co dzień gotów do nowej podróży.

A może nawet i godzina śmierci
Nowy nam obszar młodości otworzy,
Wołania życia i śmierć nie przemoże…
Nuże więc, żegnaj i ozdrowiej serce!

GRA SZKLANYCH PACIORKÓW

Muzyki światów i muzyki mistrzów
Słuchać będziemy ze czcią uniżoną,
Aby przywołać na gody najczystsze
Duchy czcigodne i czas uświęcony.

I tajemnicy poddamy się wzniosłej
Znaków magicznych, gdzie żyje zaklęte
To, co burzliwe, żywe i napięte,
Ukształtowane w przejrzyste przenośnie.

Jak gwiazdozbiory zabrzmią krystalicznie,
W ich służbie sens był naszego żywota,
Z ich kręgów żaden z nas już nie wypryśnie,
Chyba do wewnątrz, do świętego środka.

…”W nas bowiem także wieczny duch zamieszkał
Co wszelkich czasów duchy braćmi zwie
I trwa, choć minie czas tobie i mnie….”

SŁUŻBA

Najpierw władali władcy z boskiej woli
I uświęcali łan, pług, ziarno. Prawo
Miar jak i ofiar dla wszelkich pokoleń
Œmiertelnych pełniąc, którzy za ustawą

Tęsknili oraz za sprawiedliwością,
Co w równowadze dzierży słońce, księżyc.
Żyli ci władcy wśród wiecznej jasności
Nie znając cierpień, bólów ani śmierci.

Od dawna także synów boskich szereg
Wygasł i ludzkość została samotna,
W rozkoszach, mękach pozbawiona steru,
Wciąż się odradza, choć wciąż wpada w otchłań.

Lecz nie zginęło przeczucie żywota
I obowiązkiem naszym jest w upadku,
Zachować świętej bojaźni istotę
Przez śpiew i symbol, przez wielką grę znaków.

Być może kiedyś ciemność się rozproszy,
Byc może kiedyś odwrócą się czasy:
Znów będzie władać słońce, jak duch Boży,
I dar ofiarny przyjmować z rąk naszych.

…” duch wszystko ogarnąć zdoła, wszystkiego się dowiedzieć, wszystko podsłuchać: owo ciche i pewne krążenie planet tam, w górze, życie ludzi i zwierząt, wszystko, co łączy ich i dzieli, spotkania i walki, wszystko,co wielkie i co małe, łącznie z zawartą we wszystkim, co żywe śmiercią, wszystko to ujrzał lub odczuł w pierwszym dreszczu przeczucia jako całość, siebie samego zaś ujrzał włączonym w to i podporządkowanym jako cząstka uładzona, prawom podporządkowana, duchowi dostępna (…) wiedz, pomiędzy wszystkim przechodzą promienie i prądy, że istnieje śmierć i kraina duchów i powrót z tej krainy i że na wszystkie obrazy i zjawiska świata istnieje odpowiedź we własnym twym sercu, że wszystko to i ciebie dotyczy, i że powinieneś wiedzieć o tym wszystkim tyle, ile tylko człowiek pojąć zdoła. (…) wydawało mu się, że musi istnieć jakiś centralny punkt, od którego wychodząc można dostrzec i odczytać wszystko (…) do tego , kto w owym punkcie centralnym stanie, wiedza przypływać winna niczym woda w dolinę (…) siłą własnego ducha winien on zespolić wszystkie te poszczególne dary i zdolności w sobie: (…) oto byłby człek doskonały, mądry, niedościgniony! Stać się takim, do niego się zbliżyć, ku niemu zdążać, oto droga ze wszystkich dróg najlepsza, oto cel nadający życiu wartość i sens. (…) po takim przeżyciu padają pytania (…) czy to ja owo przeżycie tworzę, czy też wywodzi się ono z obiektywnej rzeczywistości? Czy mistrz czuje to samo, co ja? czy też uśmiecha się patrząc się na mnie? Czy myśli moje podczas tego przeżycia są nowe, jedyne, własne, czy także i mistrz i niejeden przed nim jeszcze całkiem to samo przeżywali i myśleli?…”
…”doświadczył też, iż ludzie ducha budzą u niektórych innych pewne, osobliwego rodzaju zgorszenie i wstręt, że ceni się ich wprawdzie z oddalenia, (…) raczej unika (…) doświadczył ponadto, że przekazane tradycją lub swobodnie improwizowane zaklęcia magiczne i czarodziejskie formułki przyjmowane są przez chorych lub nieszczęśliwych znacznie chętniej niż rozsądne rady, że człowiek woli raczej znosić przykrości i zewnętrzną pokutę, niż zmienić się od wewnątrz, czy choćby tylko samego siebie przebadać, że woli raczej wierzyć w czary niż rozum, w formułki niż w doświadczenie (…) nauczył się jednak również, że człowiek ducha i badacz nie powinien tracić miłości, że powinien bez zarozumiałości wychodzić na spotkanie pragnieniom i głupocie ludzkiej, natomiast nie powinien pozwalać, aby opanowały jego samego, że mędrca od szarlatana, kapłana od kuglarza, pomoc niosącego brata od żenującego pasożyta krok zawsze zaledwie dzieli, ludzie zaś znacznie bardziej skłonni są opłacać oszusta, czy pozwolić wykorzystywać się jarmarcznemu krzykaczowi niż przyjąć bezinteresownie udzieloną pomoc. Nie chcą bynajmniej odpłacać zaufaniem i miłością, raczej już pieniędzmi i towarem. Oszukują się wzajemnie, spodziewają się więc, że sami oszukiwani będą. Musiał się on nauczyć dostrzegać w człowieku istotę słabą, egoistyczną i tchórzliwą, musiał przekonać się też, jak dalece sam uczestniczy w niedobrych owych cechach i popędach, a może przecież jednocześnie wierzyć i duszę własną karmić tą wiarą, że człowiek jest również duchem i miłością, że mieszka w nim coś, co przeciwstawia się owym popędom i pragnie je uszlachetnić…”
…”skórą swoją, włosami, wszystkimi swoimi zmysłami już naprzód wyczuwał, tak iż nic go nie mogło zaskoczyć, nic rozczarować, współwibrując koncentrował w sobie pogodę, nosił ją w sobie w sposób który umożliwiał mu rozkazywanie wichrom i chmurom, oczywiście nie samowolnie i według własnych życzeń, lecz właśnie wskutek owych związków i powiązań, usuwających całkowicie rozdział pomiędzy nim i światem, pomiędzy tym, co wewnętrzne i co zewnętrzne. Mógł wówczas stać i słuchać w zachwyceniu, mógł w zachwyceniu przykucnąć i otworzyć wszystkie pory skóry, a życie prądów powietrznych i chmur we własnym wnętrzu nie tylko współodczuwać, lecz nadto jeszcze wytwarzać je i dyrygować nim, (…) wystarczyło, że w takich chwilach wstrzymał oddech – a wicher albo grzmot cichł; wystarczyło mu tylko głową skinąć lub potrząsnąć – a walić zaczynał grad lub też grad ustawał, wystarczyło, że uśmiechem wyraził zrównoważenie owych walczących z nim sił – a na niebiosach rozsuwały się fałdy chmur, obnażając cienką warstwę jasnego błękitu… (…) wszystkie bowiem owe możliwości pojęcia świata mieściły się, dzięki duchowi, w nim samym, bezimienne wprawdzie, nie nazwane, lecz możliwe, dostępne, zalążkiem i pąkiem będące jeszcze (…), wraz z człowiekim wszędzie spotkalibyśmy również ducha, tego ducha, który nie zna początku, a zawsze już zawierał, mieścił w sobie wszystkich i wszystko, co kiedykolwiek później się pojawiło…”
…”mądry był, miał umysł jasny i bystry i wszystko, czego bez owego o d d a n i a nauczyć się było można, pojmował szybko i łatwo. Lecz coraz jaśniej okazywało się, że miał cele i zamiary egoistyczne (…) przede wszystkim chciał coś znaczyć, odgrywać jakąś rolę i wywierać wrażenie, miał w sobie próżność ludzi utalentowanych, lecz nie powołanych. Dążył do poklasku, przechwalał się wobec rówieśników (…) lecz nie tylko poklasku szukał: dążył także do panowania nad innymi i do korzyści (…). Taki człowiek o marnym charakterze, lecz o świetnym umyśle i bujnej wyobraźni sprawia nauczycielowi niewątpliwie kłopot (…) czuje on (nauczyciel) z jednej strony iż powinien mu przekazać całą wiedzę, ale jednocześnie wie iż właściwym, największym jego obowiązkiem byłoby właśnie chronić naukę i sztukę od natręctwa zdolnie jedynie adepta, albowiem nie nauczyciel służyć ma uczniowi, lecz obaj służyć powinni sprawom ducha. I oto dlaczego nauczyciele odczuwają właśnie coś w rodzaju onieśmielenia i zgrozy wobec niektórych olśniewających talentów, każdy taki uczeń bowiem wypacza cały sens i służebność pracy wychowawczej. Wszelkie wymagania takiego ucznia, gotowego zawsze wprawdzie olśniewać, nigdy jednak służyć, są w istocie szkodą dla służebności nauki i zdradą ducha (…). Tego rodzaju talenty, zanim jeszcze opanują one podstawy jakiejś duchowej dziedziny, należy z konieczną w tym wypadku bezwzględnością skierować na drogi wiodące ku nieintektualnym zawodom…”

NARCYZ I ZŁOTOUSTY

…”co jest dobre, wiemy, napisane to jest w przykazaniach. Ale Bóg nie jest tylko w przykazaniach, one są tylko najmniejszą Jego cząstką. Możesz wypełniać przykazania, a być bardzo dalekim od Boga…”
…”była to tylko chwila, drgający błysk: ujrzał twarz pramatki, pochyloną nad otchłanią życia, spoglądającą pięknie i okrutnie z nieprzytomnym uśmiechem, ujrzał, jak się uśmiechała do narodzin, do zgonów, do kwiatów, do szeleszczących liści jesiennych, uśmiechała do sztuki, uśmiechała do zgnilizny. Dla niej, pramatki, wszystko było równe, ponad wszystkim unosił się jak księżyc jej niesamowity uśmiech (…). Ale pramatka nie jest myślą, gdyż nie wymyśliłem jej, tylko widziałem! Żyje ona we mnie…”
…”Ale jedno wiedział: dobrze było iść za głosem matki, być w drodze ku niej, pociąganym przez nią, lub wzywanym, było to życie (…) jej powierzyć swój los, ona jest jego gwiazdą…”
…”Owszem jedno pozostawało: wieczna matka, prastara i wiecznie młoda, ze smutnym i okrutnym uśmiechem miłości. Znowu ujrzał ją na chwilę: olbrzymia, z gwiazdami we włosach, siedziała rozmarzona na skraju świata, niedbałą ręką zrywała kwiat za kwiatem, życie za życiem i wolno rzucała je w bezdenną otchłań…”
…”Teraz dopiero widzę, jak wiele istnieje dróg do poznania i że droga ducha nie jest jedyną, może nawet nie najlepszą (…) ale widzę, jak ty na przeciwnej drodze, przez zmysły, równie głęboko ujmujesz tajemnicę bytu…”
…”My myśliciele, usiłujemy zbliżyć się do Boga, odsuwając od niego świat. Ty zbliżasz się do niego, kochając Jego stworzenie i tworząc je na nowo…”
…”ciekaw umierania jestem dlatego tylko, że ciągle jest moją wiarą czy moim marzenie, że znajduję się w drodze do matki. Spodziewam się, że śmierć będzie wielkim szczęściem (…) nie mogę rozstać się z myślą, że zamiast śmierci z kosą matka zabierze mnie ze sobą i poprowadzi z powrotem w niebyt i niewinność…”
…”bez matki nie można kochać. Bez matki nie można umrzeć…”

PODRÓŻ NA WSCHÓD

…”ale nie możemy mu tego ułatwić. Utrudnił sobie odzyskanie wiary i obawiam się, że nie zobaczy nas i nie rozpozna, gdyby nawet znalazł się wśród nas. Utracił bowiem wzrok duchowy (…). Kiedyś w młodości zajaśniało im światło, kiedyś przejrzeli i poszli w ślad za gwiazdą, która rozbłysła nad nimi, ale z czasem odezwał się w nich głos rozsądku i szyderstwo świata znalazło dostęp do ich serc, potem przyszła małoduszność, pojawiły się pozorne niepowodzenia, zmęczenie i rozczarownie – i tak znowu utracili siebie, zgasł ich wzrok duchowy…”
…”figura ta składała się właściwie z dwóch postaci zrośniętych plecami (…) powoli i stopniowo zaczynałem przeczuwać, a potem rozumieć, kogo miała przedstawiać. Przedstawiała mnie, a ten obraz wydał mi się nieprzyjemnie niewyraźny i na wpół rzeczywisty, jego rysunek był zamazany, a całość ukazywała coś pozbawionego charakteru, słabego, umierającego lub chcącego umrzeć i wyglądała trochę tak, jak rzeźba zatytułowana “Znikomość” czy “Zepsucie”. Natomiast druga postać zrośnięta w jedno z moją, rozkwitała wspaniale w barwach i formach (…) zobaczyłem nie tylko, jak podwójna postać przypominająca mnie i Leo przybiera kształt wyraźniejszy i jeszcze bardziej upodabnia się do nas, lecz także zobaczyłem, że powierzchnia tych postaci była przejrzysta i że można było zobaczyć ich wnętrze (…). I ujrzałem, że we wnętrzu tych postaci coś się porusza, porusza się powoli, nieskończenie powoli, porusza się jak śpiący wąż. Działo się tam coś, bardzo wolno i łagodnie, ale nieprzerwanie przepływało czy topniało (…). Zdawało mi się, że z biegiem czasu cała substancja jednego obrazu przepłynie w drugi i wtedy pozostanie tylko jeden obraz: obraz Lea. Potrzeba było, by on wzrastał, a ja żebym się umniejszał…”
…”Ten pochód wiernych i ufnych, dążył na Wschód, do Ojczyzny Œwiatła, nieprzerwanie i od wieków, był on w drodze od całych stuleci, zmierzając do świetlistej krainy cudu, do Ojczyzny (…). Naszym celem był nie tylko Wschód, czy raczej: nasz Wschód był przecież nie tylko jakimś krajem czy pojęciem geograficznym, lecz również ojczyzną i młodością duszy, znajdował się wszędzie i nigdzie. Był jednością wszystkich czasów…”

KURACJUSZ

…”Równie ostrożnie, równie niejako mimochodem oświadczyłem, że nie wierzę w cierpienia i stany “o podłożu psychicznym”, że w mojej osobistej biologii i mitologii “psychika” nie jest czynnikiem ubocznym obok fizyczności, ale władzą nadrzędną, że zatem samopoczucie, wszelkie doznania przyjemności i bólu, także wszelkie choroby, wszelkie nieszczęśliwe wypadki i śmierć wywodzę z duszy. Jeżeli w stawach palców zaczynają mi się tworzyć podagryczne węzły, to jest to plastyczna manifestacja mojej duszy, dostojnej zasady życiowej, tkwiącej we mnie itd. Cierpienie duszy może się wyrażać rozmaicie, u jednego przybiera formę kwasu moczowego i szykuje zniszczenie jaźni, u innego tę samą funkcję spełni jako głód alkoholowy, u trzeciego zaś zagęści się w kruszynę ołowiu, która nagle wtargnie do jego czaszki. Przyznałem zarazem, że zakres możliwości niosącego pomoc lekarza w większości przypadków musi ograniczać się do wykrycia zmian materialnych, czyli wtórnych, i zwalczania ich takoż materialnymi środkami…”
…”czy w pewnych warunkach historycznych i kulturowych nie jest godniej, szlachetniej i słuszniej zostać psychopatą, niż dostosować się do tych warunków za cenę poświęcenia wszystkich swoich ideałów (…) stanowi temat niemal wszystkiego co piszę…”
…”W nic bowiem w świecie nie wierzę tak głęboko, żadne inne wyobrażenie nie jest mi tak drogie jak wyobrażenie jedności, jak pogląd, że cały świat jest boską jednią i wszelkie cierpienie, wszelkie zło polega tylko na tym, że my, poszczególni ludzie nie czujemy się już nieodłącznymi cząstkami tej całości, że Ja przydaje sobie zbyt wielkie znaczenie…”
…”a z sufitu – pomysł przepadłego bez wieści dekoratora – spoglądały przyjaźnie i bez najmniejszego zażenowania cztery wymalowane głowy słoni, które poprzednich dni nieraz wprawiały mnie w radość, bo jestem przyjacielem i wielbicielem hinduskich bogów i w każdej z tych głów widziałem wyrafinowanego, mądrego słoniogłowego boga Ganeszę, którego otaczam wielką czcią…”
…”Ale po tej śmierci zawsze następują ponowne narodziny, wciąż na nowo spływa na mnie łaska, a cierpienie i zagubienie przestają dolegać, błędy jaśnieją dobrem, klęski okazują się cenne, bo przywróciły mnie na łono matki, raz jeszcze umożliwiły mi doznanie łaski…”
…”Miłuj bliźniego swego jak siebie samego”, albo to samo na modłę hinduską “Kochaj bliźniego, bo on jest tobą”
…”Albowiem życie nie jest rachunkiem ani figurą matematyczną, tylko cudem. Tak było przez całe moje życie: wszystko wracało, te same niedole, te same pragnienia i radości, te same pokusy, wciąż na nowo uderzałem głową w ten sam mur, walczyłem z tymi samymi smokami, uganiałem się za tymi samymi motylami, powtarzałem wciąż te same konstelacje i stany, a jednak była to zawsze nowa gra, wciąż tak samo piękna, wciąż tak samo niebezpieczna, wciąż tak samo podniecająca…”
…”możesz zawsze do niej wkroczyć, należy do ciebie w każdej chwili, gdy odrzucasz czas, przestrzeń, wiedzę i niewiedzę, gdy wykraczasz poza konwencje, gdy z miłością i oddaniem oddajesz się wszystkim bogom, wszystkim ludziom, wszystkim światom i epokom. W takich chwilach doznajesz na raz jedności i wielości, widzisz przechodzących obok Buddę i Jezusa, rozmawiasz z Mojżeszem, czujesz na swojej skórze słońce Cejlonu i widzisz pokryte lodem bieguny…”
…”widzę z jaką przesadą kuracjusz Hesse reagował na śmieszne drobiazgi, rozpoznaję ucieszną grę jego uzależnień i kompleksów i zapominam, że te drobiazgi wydają mi się błahe i śmieszne tylko dlatego,że nie są już aktualne…”
…”Pod mikroskopem coś skądinąd niewidocznego albo brzydkiego, na przykład odrobina błota, może stać się cudowną gwiazdą z nieba, i podobnie pod mikroskopem prawdziwej psychologii (która jeszcze nie istnieje) każdy najmniejszy impuls duszy, choćby najgorszy, najgłupszy, najbardziej zwariowany, może stać się świętym, nabożnym widowiskiem, gdyż jest przecież jedynie przykładem, metaforycznym odbiciem największej znanej nam świętości – życia…”
…”chciałbym nieustannie pokazywać z zachwytem cudowną barwność świata, i zarazem przypominać, że zasadza się ona na jedności; chciałbym nieustannie dowodzić, że piękno i brzydota, światło i mrok, grzech i świętość są przeciwieństwami tylko przez chwilę, że zawsze splatają się ze sobą i przechodzą jedne w drugie..”
…”Cóż bardziej wstrząsającego, niż to, że jakaś religia, jakaś nauka, jakaś szkoła duszy przez tysiąclecia wykształca i sublimuje naukę o dobru i złu, o tym, co słuszne i niesłuszne, stawia coraz wyższe wymagania sprawiedliwości i posłuszeństwu, aby na koniec wznieść się do magicznego zrozumienia, iż dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych przed obliczem Boga znaczy mniej niż grzesznik w chwili nawrócenia!…”
…”Niechaj więc grzechy pozostaną grzechami – cieszmy się, jeśli przez chwilę udaje nam się nie gromadzić nowych!…”

GERTRUDA

…”Ach jak to możliwe, by życie było tak chaotyczne, rozstrojone i zakłamane, by wśród ludzi panowało kłamstwo, zło, zazdrość i nienawiść, gdy przecież każda najdrobniejsza pieśń i najskromniejsza muzyka tak wyraźnie głosi, że czystość, harmonia i braterskie współbrzmienie jasnych dźwięków otwiera niebo!…”
…”że w obrębie surowego posłuszeństwa i pokory winnej uczniowi prowadzi wąska, lecz wyraźnie widoczna droga ku wolności. Mimo to bywały nadal godziny i dni, i noce, w których wszystko było jakby ogrodzone kolczastym drutem, a ja z obolałym umysłem nie mogłem uporać się ze sprzecznościami i własnym niedouczeniem…”
…”Tak czyniły gwiazdy, a drzewa wystawiały na pokaz swe pąki, kwiaty i blizny, i czy oznaczało to dla nich rozkosz, czy ból, oddawały się potężnej woli życia. Jednodniowe muchy całymi rojami latały na ślepo ku śmierci, każde życie ma swój blask i swe piękno, a ja przez chwilę wejrzałem głęboko, zrozumiałem i zaakceptowałem, zaakceptowałem też moje życie i moje cierpienie…”
…”Również mocno wątpię w zdolność człowieka do świadomego kształtowania i formowania życia swojego i życia innych. Zdobywać można pieniądze, także zaszczyty i ordery, ale szczęścia lub nieszczęścia osiągać się nie daje. Można jedynie przyjmować to, co się nadarza i oczywiście można to czynić na rozmaite sposoby…”