William Blake

Poezje wybrane

“Boski wizerunek”

O, Dobroć, Litość, Pokój, Miłość! – do nich
Modlą się wszyscy, kiedy ból ich łamie.
Wszyscy te cztery błogie uwielbiają
Moce pełnymi wdzięczności słowami.

Albowiem Dobroć, Litość, Pokój, Miłość
To Bóg, co wiedzie nas po wielkim świecie.
Ta sama Dobroć, Litość, Pokój, Miłość
To człowiek, Jego miłowane dziecię.

Albowiem Dobroć ma serce człowiecze
I litość ludzkim wzrokiem na nas patrzy.
Miłość to ludzka forma boskiej siły,
Pokój w człowiecze jest odziany w szaty.

Więc każdy człowiek w każdym kraju świata,
Gdy czuje, że swej męce nie podoła,
Do czterech mocy najbardziej kochanych,
Do ludzkiej formy boskiej siły woła.

We wszystkich trzeba tę siłę miłować,
Czy są to Turcy, Żydzi, czy poganie –
Bo tam, gdzie Dobroć, Miłość, Litość mieszka,
Tam najwyższego Boga przebywanie.

“Głos dawnego poety”

Przyjdź tu, Młodości, przyjdź!
Oto nowy wstaje poranek,
Obraz prawdy dotąd nieznanej.
Wątpienie i chmury rozumu,
Dysputy dla uciechy tłumu –
Oto się rozwiały. Szaleństwo to bór ciemny,
To labirynt obłędnie splątanych korzeni.
Tak wielu tam upadło! O co dbać powinni,
Nie wiedzą; w mroku o kości się potykają
Umarłych w tej pustyni.
I choć sami drogi nie znają,
Chcą, żeby za nimi szli inni.

“Pieśń” (Jeruzalem)

Czy kiedykolwiek Jego stopy
Przez zieleń naszych pastwisk szły?
Baranek Boży czy nawiedził
Tę ziemię za pradawnych dni?

Czy jego oczu blask się przedarł
Przez tę na wzgórzach naszych mgłę?
Gdzież Jeruzalem jest? Tu wiecznie
Szatańskich młynów praca wre.

Przynieś mi strzały mej tęsknoty,
Przynieś mi włócznię, przynieś łuk!
Przegonię chmury! Rydwan złoty,
Płonąc, łomocze w twardy bruk.

Z tej walki duchów nie ucieknę,
Miecz nie wypadnie z moich rąk,
Aż Jeruzalem zbudujemy
Pośród zielonych Anglii łąk.

“Kraina snów”

Przebudź się, przebudź się, maleńki!
Ty byłeś matki skarb jedyny.
Dlaczego, w śnie się tuląc, płaczesz?
Twój ojciec budzi cię, nikt inny.

“O, jakaż jest ta snów kraina?
Jakie tam rzeki? Jakie skały?
Ojcze, ja matkę zobaczyłem
U jasnych wód, wśród lilii białych.

Pośród baranków, w biel odziana,
z Tomaszem wędrowała błogo.
Szczęśliwy byłem, teraz płaczę.
Kiedyż tą samą wrócę drogą?”

Synku, od zmroku aż do świtu
Też szedłem przez te ścieżki śnione.
Lecz choć spokojne były wody,
Nie mogłem przejść na drugą stronę.

O, czemuż, ojcze, tu żyjemy,
W krainie lęku, nieufności?
piękna kraina snów jest wyżej,
Niż się poranna gwiazda złoci.”

“O smutku innego”

Czy mogę widzieć ból innego
I sam nie smucić się? Czy dłoni
Pomocnej mogę mu nie podać,
Widząc innego w smutnej doli?

Czy patrząc, jak łzy płyną, mogę
Powiedzieć, że łzy nie moje?
Czy ojciec, kiedy jego dziecko
Płacze, nie pragnie go ukoić?

Czy matka może być spokojna,
Kiedy na dziecka swego twarzy
Zobaczy bladość trwogi? Nigdy!
To nigdy się nie może zdarzyć!

A pomyśl: Ten, co się uśmiecha
Do wszystkich – kiedy wron maleńkie
Widzi kłopoty, szarych ptaków
Ból i niedolę, dziecka mękę –

Czy On nie siada przy tym gnieździe,
Litością krzepiąc serce ptaka?
Czy On nie siada przy kołysce,
By razem z chorym dzieckiem płakać?

Czy naszych łez On nie ociera
I o poranku, i z wieczora?
Czy się odwraca od nich? Nigdy!
To nigdy zdarzyć się nie może!

Wszystkich obdarza swą radością;
On przecież stał się pośród dzieci
Dzieckiem; i mężem jest boleści;
On też się smuci, też się męczy.

Nie myśl, że możesz choćby westchnąć,
By nie był Stwórca tuż przy tobie,
Lub wylać jedną łzę; On zawsze
Z tobą jest w smutku i w żałobie.

On swą radością nas obdarza,
Żebyśmy smutki pożegnali;
Póki nie minie ból, tuż przy nas
Siedzi i płacze razem z nami.

Posted in: Cytaty autorów urodzonych zrealizowanych