Herman Hesse

Cytaty z różnych ksążek

WILK STEPOWY

…”Większość ludzi nie chce pływać, dopóki nie nauczy się pływania. Czy to nie dowcipne? Oczywiście nie chcą pływać! Urodzili się przecież na ziemi, nie dla wody. I oczywiście nie chcą myśleć, gdyż stworzeni zostali do życia, a nie do myślenia! Tak, a kto myśli i kto z myślenia czyni sprawę najważniejszą, ten wprawdzie może w tej dziedzinie zajść daleko, ale taki człowiek zamienił ziemię na wodę i musi kiedyś utonąć…”
…”Ale Bogu dzięki, bywały też wyjątki, zdarzały się niekiedy, rzadko, również i inne godziny, które przynosiły wstrząsy, przynosiły dary, burzyły ściany i znowu sprowadzały mnie, zbłąkanego z powrotem do żywego serca świata … ostatnie przeżycie tego rodzaju było podczas koncertu, grano cudowną starą muzykę, gdy nagle, między dwoma ściszonymi taktami, wykonanymi na drewnianych instrumentach dętych, otworzyła się przede mną brama w zaświaty, przefrunąłem przez niebo i widziałem Boga przy pracy, cierpiałem błogie bóle i nie broniłem się już przeciw niczemu w świecie, nie bałem się już niczego, akceptowałem wszystko, wszystkiemu oddawałem moje serce. Doznanie to nie trwało długo, może kwadrans, ale powróciło tej samej nocy we śnie i odtąd przez wszystkie jałowe dni rozbłyskiwało niekiedy skrycie, czasem w ciągu minut widziałem wszystko wyraźnie, jak wijący się przez moje życie złoty, boski ślad,prawie zawsze pokryty błotem i głęboko zasypany kurzem, potem znów świecący złotymi iskrami…
…Ach trudno jest znaleźć ślad Boga wśród życia, jakie wiedziemy, wśród tego zadowolonego, tak bardzo mieszczańskiego, tak bardzo bezdusznego czasu, na widok … tych interesów, tej polityki, tych ludzi! … Natomiast to, co w rzadkich chwilach staje się moim udziałem i radością, co dla mnie jest rozkoszą, przeżyciem, ekstazą i podźwignięciem, to świat zna, kocha i tego szuka chyba tylko w poezji, w życiu zaś uważa za obłęd. W istocie, jeśli świat ma rację, jeśli rację mają masowe rozrywki, kawiarniana muzyka, zamerykanizowani ludzie, zadowoleni z byle czego, w takim razie ja nie mam racji, jestem szaleńcem, jestem naprawdę wilkiem stepowym …”
…”Człowiek ma możność całkowitego oddania się sprawom duchowym, próbie zbliżenia się do Boga, do ideału, do tego co święte. I na odwrót, ma też możność całkowitego oddania się swym popędom, pożądliwości zmysłów i skierowania wszystkich dążeń ku zdobyciu chwilowej rozkoszy. Jedna z tych dróg wiedzie ku świętości, ku męczeństwu ducha, ku oddaniu się Bogu. Druga wiedzie do rozpusty, do męczeńskiej niewoli popędów, do zatracenia się w zgniliźnie.

GRA SZKLANYCH PACIORKÓW

…”Gdy świat żyje w pokoju, wszelkie rzeczy są w spoczynku, wszystko zaś w przeobrażeniach swoich idzie śladem tworów wyższych – tworzyć można muzykę. Gdy żądze i namiętności nie biegną fałszywym torem, można muzykę udoskonalać. Doskonała muzyka ma swoją przyczynę. Powstaje ona z równowagi. Równowaga powstaje z tego, co słuszne, a to, co słuszne powstaje z istoty świata. Dlatego o muzyce mówić można jedynie z człowiekiem, który pojął istotę świata. Muzyka polega na harmonii pomiędzy niebem a ziemią, na zgodności pomiędzy mrokiem a światłem. Dlatego też muzyka czasów należytego ładu jest spokojna i pogodna, a rządy zrównoważone. Muzyka czasów niespokojnych jest zawzięta, pełna podniecenia, a rządy opaczne. Muzyka państwa upadającego jest sentymentalna i smutna, a jego rząd zagrożony…”

(o grze szklanych paciorków)
…”Stanowiła ona bowiem wyszukaną symboliczną formę poszukiwania doskonałości, wzniosłą alchemię, jedynego w samym sobie, ponad wszelkimi mnogościami i obrazami, ducha, czyli Boga. I podobnie jak pobożni myśliciele w czasach dawniejszych ukazywali na przykład żywot wszelkiego stworzenia jako wędrówkę ku Bogu, a kres i doskonałość zróżnicowanego, widzialnego świata widzieli dopiero w Boskiej jedności, podobnie też budowały, muzykowały i filozofowały figury i formuły gry szklanych paciorków w uniwersalnym języku, zasilanym przez wszystkie nauki i sztuki, zmierzając w rozigraniu swoim ku doskonałości, ku czystemu bytowi i rzeczywistości całkowicie wypełnionej. “Realizacja” była ulubionym wyrażeniem graczy, a działalność swoją pojmowali oni jako drogę od stawania się ku istnieniu, od możliwości ku rzeczywistości (…) każdy symbol i każda kombinacja symboli wiodą nie tu, czy gdzie indziej … lecz ku centrum, ku tajemnicy i najtajniejszej głębi świata, ku prawiedzy…”
…”Gdy jakiś uczeń był odsyłany z Eschhdz (szkoła elitarna) i opuszczał nas, odczuwałem to za każdym razem jak śmiertelny wypadek. Gdyby zapytano mnie o powód mego smutku, powiedziałbym, że to współczucie dla owego nieszczęśnika, który przez lekkomyślność i opieszałość zmarnował sobie przyszłość, ale była w tym i domieszka lęku, obawy, że i ze mną może się tak kiedyś zdarzyć. Dopiero gdy przeżyłem podobne sprawy już wielokroć i wcale już nie wierzyłem, że podobny los może i mnie spotkać, jąłem na to patrzeć nieco głębiej…”
…”i każdy jakby sam przez się znajduje miejsce, na którym może służyć, a służąc być wolnym (…) Przy wybieraniu zawodu studentowi wydaje się (gdyż często jest pod wpływem rodziny), że dokonuje wyboru, jest wolny. Jednak zdobywając określoną profesję tak naprawdę na całe życie jest pozbawiony owej “wolności”, która oznacza tak straszliwą niewolę: dążenie do pieniędzy, do sławy, do stanowiska, zależność od sukcesu (…) a więc gdy mowa o wolnych zawodach, “wolność” owa brzmi raczej ironicznie…”
…”Ach gdybyż to można było stać się prawdziwie wiedzącym!…Gdybyż istniała jakaś nauka, w którą można by uwierzyć! Wszystko wzajem sobie przeczy, wszystko się mija, nigdzie nie ma pewności. Wszystko można tłumaczyć tak, lecz można również tłumaczyć i odwrotnie. Całą historię świata interpretować można jako rozwój i postęp, ale równie dobrze nie dostrzegać w niej nic, prócz głupoty i rozkładu. Czyż nie ma prawdy? Prawdziwej, obowiązującej nauki? …Prawda mój kochany istnieje! Lecz “nauka”, której pożądasz, jakaś absolutna, doskonała i wyłącznie mądrością obdarzająca nauka – nie istnieje. I nie powinieneś też wcale tęsknić do takiej doskonałej nauki, przyjacielu, lecz tylko do udoskonalenia samego siebie. Boskość jest w t o b i e, nie w pojęciach ani książkach. Prawdą się żyje, nie wykłada się jej.
…”każdy kamień zdobywa swoje znaczenie jedynie dzięki całości. Z całości tej nie wiedzie już nigdzie droga, a kto wstępuje wyżej i większe otrzymuje zadania, nie staje się swobodniejszy, jeno coraz bardziej obciążony odpowiedzialnością…”
…” Im więcej od siebie wymagamy, czy też im więcej aktualne zadanie od nas wymaga, tym bardziej zdani jesteśmy na szukanie źródła siły w medytacji, na nieustannie odnawiane godzenie umysłu z duszą. Im bardziej zaś absorbuje nas jakieś zadanie, to podniecając i pobudzając, to znów nużąc i przytłaczając, tym łatwiej stać się może, iż zaniedbamy owo źródło, podobnie jak przy zatopieniu się w jakiejś umysłowej pracy skłonny człowiek bywa do zaniedbania. Ludzie prawdziwie wielcy w dziejach świata wszyscy albo umieli medytować, albo też nieświadomie znali drogę wiodącą właśnie ku temu celowi, do którego medytacja nas prowadzi. Inni zaś, nawet najzdolniejsi i najsilniejsi, wszyscy w końcu ponieśli klęskę i porażkę, ponieważ ich zadanie czy też ambitne marzenie tak nimi owładnęło, tak ich opętało i opętanymi uczyniło, że utracili zdolność do nieustannego odrywania się od tego, co aktualne i do zachowywania dystansu. (…) Lecz dopiero gdy raz zgubi się drogę, widać jak nieubłagana to prawda…”
(dawny uczeń przyjeżdża do swojego starego mistrza, który już jakby nie żył w tym świecie)
…”Gdy mnie poznał i przywitał, twarz jego rozjaśniła się, nie powiedział jednak ani słowa, wymienił tylko moje imię i podał mi rękę, a ten ruch i ta ręka także wydały mi się promieniujące, on cały promieniał cichym, chłodnym blaskiem (…) i oto rozpoczęła się najosobliwsza rozmowa, jaką kiedykolwiek przeżyłem (…) cokolwiek bowiem mówiłem do mistrza, otrzymywałem w odpowiedzi jeno uśmiech i krótkie spojrzenie. O, gdyby spojrzenia te nie były tak pełne życzliwości i serdeczności, pomyśleć bym musiał, iż starzec niewątpliwie natrząsa się ze mnie, z mych opowieści i pytań (…) gdy w którymś momncie poniechałem mych, jak mi się wydawało, cierpliwych i uprzejmych prób nawiązania rozmowy, zanim zacząłem pojmować, że starzec z łatwością zdołałby się uporać ze stokroć nawet większą od mojej cierpliwością, wytrwałością i uprzejmością. (…) Wreszcie – a straciłem już wszelką nadzieję – przebił ten zaczarowany mur, wreszcie dopomógł mi, wreszcie coś powiedział! Jedyne to było zdanie, jakie dziś od niego usłyszałem: “zmęczysz się Józefie” – powiedział cicho tym swoim głosem pełnym wzruszającej życzliwości i troskliwości. I to było wszystko… Jednocześnie położył rękę na moim ramieniu, była lekka jak motyl, przenikliwie spojrzał mi w oczy i uśmiechnął się …… nagle też ogarnęło mnie zrozumienie dla tego starca i dla zmiany jaka w jego osobowości zaszła – odwrócenia się od ludzi ku ciszy, od słów ku muzyce, od myśli ku jedności, zrozumiałem, co mi oto zostało ofiarowane, zrozumiałem też teraz dopiero ów uśmiech i promieniowanie: święty, doskonały, pozwalał mi oto godzinę jedną uczestniczyć w swoim blasku, a ja, nędzny, chciałem z nim rozmawiać, pytania mu zadawać i przywieść ku konwersacji. (…) w pewnej jednak chwili udało mi się wreszcie zrezygnować z błędnego celu jakim była rozmowa. I od chwili, gdy zrezygnowałem, pozostawiając resztę tamtemu, wszystko samo już jakby poszło. (…) Byłem u niego z godzinę, półtorej, słowa żadne w tym czasie nie padły. Poczułem tylko, z chwilą gdy złamany został już mój opór, że włączył mnie on w swój pokój i jasność swoją, pogoda i cudowny spokój otoczyły nas obu…”
…”I chociaż świadomie z własnej woli nie oddałem się wówczas medytacji, stan ów przypominał poniekąd jakąś szczególnie szczęśliwą i uszczęśliwiającą medytację (…) przynajmniej wszystko, co z niego promieniowało czy też pomiędzy nim a mną falowało niczym rytmiczny oddech, odczuwałem tylko jako muzykę, jakoś całkowicie już zdematerializowaną (…), wchłaniającą każdego, kto przekroczy ów zaczarowany krąg, niczym wielogłosowa pieśń wchłania nowo wchodzący do niej głos. Niemuzykowi łaska ta ujawniłaby się może w innych obrazach, astronom ujrzałby tutaj może siebie w postaci księżyca krążącego wokół planet, filolog zaś usłyszałby iż ktoś zwraca się do niego w jakimś pierwotnym magicznym wszystkooznaczającym języku…”
…”Lecz w istocie był nieuleczalnie chory, ponieważ wcale nie pragnął wyleczenia, (…) nie dbał o harmonię, nie kochał nic prócz własnej wolności…”
…”Nie ma wyższego, szlachetnego życia bez znajomości diabłów i demonów i bez nieustannej z nimi walki…”
…”Tym spośród nas, którzy łatwo znajdują zadowolenie, a pogodni są tylko z pozoru, przeciwstawiają się inni ludzie i całe ludzkie pokolenia, których pogoda nie jest powierzchowną igraszką, ale powagą i głębią (…). Osiągnięcie takiej pogody jest dla mnie, a wraz ze mną dla wielu, celem najwyższym i najszlachetniejszym (…). A pogoda ta nie jest ani igraszką, ani upodobaniem w samym sobie, jest najwyższą świadomością i miłością, jest afirmacją wszelkiej rzeczywistości, czuwaniem na skraju głębin i przepaści, jest cnotą rycerzy i świętych, cnotą niezniszczalną, która wraz z wiekiem i przybliżaniem się śmierci stale jeno wzrasta. Jest ona tajemnicą piękna i właściwą substancją wszelkiej sztuki (…). Nawet gdy całe narody, czy języki zgłębić usiłują głębiny świata przez mity, kosmogonie, religie, radość ta jest ostatecznym i najwyższym celem, który mogą osiągnąć (…) np. Hindusi to naród cierpień, frasunków, pokuty i ascezy, lecz ostatnie największe płody jego ducha były pogodne i jasne, pogodny jest uśmiech tych, co świat przezwyciężyli i pogodne są postacie tych przepastnie głębokich mitologii. Œwiat – jak go owe mity przedstawiają – w początkach swych rozpoczyna się na sposób boski, szczęśliwy, promienny i piękny jak wiosna (…) potem jednak zapada w chorobę, marnieje coraz to bardziej, dziczeje i podupada, (…) a u kresu czterech coraz to niżej spadających epok, dojrzewa on już do chwili, w której zdeptać go i zniszczyć może roześmiany, tańczący Sziwa – lecz na tym się nie kończy, zaczyna się bowiem na nowo od uśmiechu śniącego Wisznu, który rozigranymi rękami tworzy nowy, młody, piękny i promienny świat. Cudowne to: ów naród, wyrozumiały i do cierpienia jak żaden niemal inny zdolny, z przerażeniem i ze wstydem przypatrywał się okropnym igraszkom historii świata, temu wiecznie się obracającemu kołu chciwości i cierpienia, ujrzał i zrozumiał ułomność wszelkiego stworzenia, chciwość i diabelstwo człowieka, a jednocześnie jego głęboką tęsknotę do czystości i harmonii, i znalazł dla całego piękna i tragizmu stworzeń te wspaniałe przypowieści o stworzeniu świata i rozkładzie tego co stworzone, o potężnym Sziwa, który świat doskonały, tańcząc, na szczątki rozbija i o uśmiechniętym Wisznu, który spoczywa, drzemiąc, a ze złocistych, boskich snów każe, w rozigraniu swym, powstać nowemu światu…”
…”do snu muzyka w uszach dźwięczeć powinna. Spojrzenie w niebo pełne gwiazd i słuchanie muzyki przed udaniem się na spoczynek to znacznie lepsze niż środki nasenne…”

SKARGA

Istnienia dla nas nie ma. Jesteśmy jak woda,
Co płynąc wszelki kształt przybiera, żywa:
Dniem się staje i nocą, katedrą i grotą,
A spragniona istnienia przez wszystko przepływa.

Tak płynąc, różną postać przybieramy,
A żadna z nich ojczyzną nam, ratunkiem, niebem,
Zawsze gośćmi jesteśmy, w drodze się mijamy,
Pług nas nie woła, pole nie porośnie chlebem.

Nie wiemy, jaką rolę Bóg nam przyznać raczył,
Igra z nami, jesteśmy gliną w rękach Pana,
Niemą, podatną, co ani się śmieje, ani płacze,
Gnieciona, chociaż w piecu już nie wypalana.

Choć raz w kamień zastygnąć! Choć raz się zespolić!
Oto, ku czemu wieczna wiedzie nas tęskonota,
Choć pozostanie dreszczem trwożnym z wiecznej niewoli,
A nigdy odpoczynkiem na drodze żywota.

…”W końcu jął wątpić czy w ogóle istnieje coś takiego, jak dobro i zło, prawo i bezprawie, czy w końcu głos własnego sumienia nie jest jedynym prawdziwym sędzią…”
…”Mistrz poczuł lekki dreszcz, poranne jakby uczucie rzeźkości i chłodu (…) osobliwe to uczucie, które sam zwał “przebudzeniem” znał z decydujących momentów swojego życia: było to ożywcze, a jednocześnie bolesne uczucie, rozstanie i początek jednocześnie, a silne, niczym wiosenna burza, wstrząsało jego podświadomością…”
…”Przy “przebudzeniu” nie chodziło bowiem o prawdę i świadomość, lecz o rzeczywistość, o jej przeżycie i wytrwanie wśród niej. W przebudzeniu nie docierało się bowiem bliżej sedna rzeczy, bliżej prawdy, pojmowało się jedynie, dokonywało lub z bólem przeżywało nastawienie własnego “ja” względem aktualnego stanu rzeczy. Nie natrafiało się przy tym na prawa, lecz na decyzje, nie docierało się też do sedna świata, jedynie do sedna własnej istoty. I dlatego też wszystkie te przeżycia tak trudno było innym przekazać, tak osobliwie trudne były one do wyrażenia i sformuowania: informacje z tej dziedziniy życia, wydawało się nie należą do sfery możliwej do przekazania. A jeśli, przypadkiem, ktoś chociaż część tego rozumiał, musiał być ów rozumiejący człowiekiem w podobnej sytuacji, tak samo cierpiącym lub tak samo się budzącym…”

STOPNIE

Jak więdnie każdy kwiat i każda młodość
W starość się chyli, kwitnie każdy stopień
Życia i kwitnie cnota, kwitnie mądrość
O swojej porze, bo nic nie trwa wiecznie.
Serce na życia zew niechaj ochotnie
Żegna się z życiem, by je wszcząć od nowa,
By się odważnie, bez żalów zbytecznych
Wdać w nowe sprawy i snuć inną nić.
W każdym początku wielki czar się chowa.
Co nas ochrania i pomaga żyć.

Więc przemierzajmy pogodnie przestrzenie,
Lecz żadna niech się ojczyzną nie stanie.
Duch świata nie zna ciasnego spętania:
Na każdym stopniu większe rozszerzenie.
Ledwo gdziekolwiek się zadomowimy,
A już ospałość nas i gnuśność nuży,
Bo nawyk tego jedynie ominie,
Kto co dzień gotów do nowej podróży.

A może nawet i godzina śmierci
Nowy nam obszar młodości otworzy,
Wołania życia i śmierć nie przemoże…
Nuże więc, żegnaj i ozdrowiej serce!

GRA SZKLANYCH PACIORKÓW

Muzyki światów i muzyki mistrzów
Słuchać będziemy ze czcią uniżoną,
Aby przywołać na gody najczystsze
Duchy czcigodne i czas uświęcony.

I tajemnicy poddamy się wzniosłej
Znaków magicznych, gdzie żyje zaklęte
To, co burzliwe, żywe i napięte,
Ukształtowane w przejrzyste przenośnie.

Jak gwiazdozbiory zabrzmią krystalicznie,
W ich służbie sens był naszego żywota,
Z ich kręgów żaden z nas już nie wypryśnie,
Chyba do wewnątrz, do świętego środka.

…”W nas bowiem także wieczny duch zamieszkał
Co wszelkich czasów duchy braćmi zwie
I trwa, choć minie czas tobie i mnie….”

SŁUŻBA

Najpierw władali władcy z boskiej woli
I uświęcali łan, pług, ziarno. Prawo
Miar jak i ofiar dla wszelkich pokoleń
Œmiertelnych pełniąc, którzy za ustawą

Tęsknili oraz za sprawiedliwością,
Co w równowadze dzierży słońce, księżyc.
Żyli ci władcy wśród wiecznej jasności
Nie znając cierpień, bólów ani śmierci.

Od dawna także synów boskich szereg
Wygasł i ludzkość została samotna,
W rozkoszach, mękach pozbawiona steru,
Wciąż się odradza, choć wciąż wpada w otchłań.

Lecz nie zginęło przeczucie żywota
I obowiązkiem naszym jest w upadku,
Zachować świętej bojaźni istotę
Przez śpiew i symbol, przez wielką grę znaków.

Być może kiedyś ciemność się rozproszy,
Byc może kiedyś odwrócą się czasy:
Znów będzie władać słońce, jak duch Boży,
I dar ofiarny przyjmować z rąk naszych.

…” duch wszystko ogarnąć zdoła, wszystkiego się dowiedzieć, wszystko podsłuchać: owo ciche i pewne krążenie planet tam, w górze, życie ludzi i zwierząt, wszystko, co łączy ich i dzieli, spotkania i walki, wszystko,co wielkie i co małe, łącznie z zawartą we wszystkim, co żywe śmiercią, wszystko to ujrzał lub odczuł w pierwszym dreszczu przeczucia jako całość, siebie samego zaś ujrzał włączonym w to i podporządkowanym jako cząstka uładzona, prawom podporządkowana, duchowi dostępna (…) wiedz, pomiędzy wszystkim przechodzą promienie i prądy, że istnieje śmierć i kraina duchów i powrót z tej krainy i że na wszystkie obrazy i zjawiska świata istnieje odpowiedź we własnym twym sercu, że wszystko to i ciebie dotyczy, i że powinieneś wiedzieć o tym wszystkim tyle, ile tylko człowiek pojąć zdoła. (…) wydawało mu się, że musi istnieć jakiś centralny punkt, od którego wychodząc można dostrzec i odczytać wszystko (…) do tego , kto w owym punkcie centralnym stanie, wiedza przypływać winna niczym woda w dolinę (…) siłą własnego ducha winien on zespolić wszystkie te poszczególne dary i zdolności w sobie: (…) oto byłby człek doskonały, mądry, niedościgniony! Stać się takim, do niego się zbliżyć, ku niemu zdążać, oto droga ze wszystkich dróg najlepsza, oto cel nadający życiu wartość i sens. (…) po takim przeżyciu padają pytania (…) czy to ja owo przeżycie tworzę, czy też wywodzi się ono z obiektywnej rzeczywistości? Czy mistrz czuje to samo, co ja? czy też uśmiecha się patrząc się na mnie? Czy myśli moje podczas tego przeżycia są nowe, jedyne, własne, czy także i mistrz i niejeden przed nim jeszcze całkiem to samo przeżywali i myśleli?…”
…”doświadczył też, iż ludzie ducha budzą u niektórych innych pewne, osobliwego rodzaju zgorszenie i wstręt, że ceni się ich wprawdzie z oddalenia, (…) raczej unika (…) doświadczył ponadto, że przekazane tradycją lub swobodnie improwizowane zaklęcia magiczne i czarodziejskie formułki przyjmowane są przez chorych lub nieszczęśliwych znacznie chętniej niż rozsądne rady, że człowiek woli raczej znosić przykrości i zewnętrzną pokutę, niż zmienić się od wewnątrz, czy choćby tylko samego siebie przebadać, że woli raczej wierzyć w czary niż rozum, w formułki niż w doświadczenie (…) nauczył się jednak również, że człowiek ducha i badacz nie powinien tracić miłości, że powinien bez zarozumiałości wychodzić na spotkanie pragnieniom i głupocie ludzkiej, natomiast nie powinien pozwalać, aby opanowały jego samego, że mędrca od szarlatana, kapłana od kuglarza, pomoc niosącego brata od żenującego pasożyta krok zawsze zaledwie dzieli, ludzie zaś znacznie bardziej skłonni są opłacać oszusta, czy pozwolić wykorzystywać się jarmarcznemu krzykaczowi niż przyjąć bezinteresownie udzieloną pomoc. Nie chcą bynajmniej odpłacać zaufaniem i miłością, raczej już pieniędzmi i towarem. Oszukują się wzajemnie, spodziewają się więc, że sami oszukiwani będą. Musiał się on nauczyć dostrzegać w człowieku istotę słabą, egoistyczną i tchórzliwą, musiał przekonać się też, jak dalece sam uczestniczy w niedobrych owych cechach i popędach, a może przecież jednocześnie wierzyć i duszę własną karmić tą wiarą, że człowiek jest również duchem i miłością, że mieszka w nim coś, co przeciwstawia się owym popędom i pragnie je uszlachetnić…”
…”skórą swoją, włosami, wszystkimi swoimi zmysłami już naprzód wyczuwał, tak iż nic go nie mogło zaskoczyć, nic rozczarować, współwibrując koncentrował w sobie pogodę, nosił ją w sobie w sposób który umożliwiał mu rozkazywanie wichrom i chmurom, oczywiście nie samowolnie i według własnych życzeń, lecz właśnie wskutek owych związków i powiązań, usuwających całkowicie rozdział pomiędzy nim i światem, pomiędzy tym, co wewnętrzne i co zewnętrzne. Mógł wówczas stać i słuchać w zachwyceniu, mógł w zachwyceniu przykucnąć i otworzyć wszystkie pory skóry, a życie prądów powietrznych i chmur we własnym wnętrzu nie tylko współodczuwać, lecz nadto jeszcze wytwarzać je i dyrygować nim, (…) wystarczyło, że w takich chwilach wstrzymał oddech – a wicher albo grzmot cichł; wystarczyło mu tylko głową skinąć lub potrząsnąć – a walić zaczynał grad lub też grad ustawał, wystarczyło, że uśmiechem wyraził zrównoważenie owych walczących z nim sił – a na niebiosach rozsuwały się fałdy chmur, obnażając cienką warstwę jasnego błękitu… (…) wszystkie bowiem owe możliwości pojęcia świata mieściły się, dzięki duchowi, w nim samym, bezimienne wprawdzie, nie nazwane, lecz możliwe, dostępne, zalążkiem i pąkiem będące jeszcze (…), wraz z człowiekim wszędzie spotkalibyśmy również ducha, tego ducha, który nie zna początku, a zawsze już zawierał, mieścił w sobie wszystkich i wszystko, co kiedykolwiek później się pojawiło…”
…”mądry był, miał umysł jasny i bystry i wszystko, czego bez owego o d d a n i a nauczyć się było można, pojmował szybko i łatwo. Lecz coraz jaśniej okazywało się, że miał cele i zamiary egoistyczne (…) przede wszystkim chciał coś znaczyć, odgrywać jakąś rolę i wywierać wrażenie, miał w sobie próżność ludzi utalentowanych, lecz nie powołanych. Dążył do poklasku, przechwalał się wobec rówieśników (…) lecz nie tylko poklasku szukał: dążył także do panowania nad innymi i do korzyści (…). Taki człowiek o marnym charakterze, lecz o świetnym umyśle i bujnej wyobraźni sprawia nauczycielowi niewątpliwie kłopot (…) czuje on (nauczyciel) z jednej strony iż powinien mu przekazać całą wiedzę, ale jednocześnie wie iż właściwym, największym jego obowiązkiem byłoby właśnie chronić naukę i sztukę od natręctwa zdolnie jedynie adepta, albowiem nie nauczyciel służyć ma uczniowi, lecz obaj służyć powinni sprawom ducha. I oto dlaczego nauczyciele odczuwają właśnie coś w rodzaju onieśmielenia i zgrozy wobec niektórych olśniewających talentów, każdy taki uczeń bowiem wypacza cały sens i służebność pracy wychowawczej. Wszelkie wymagania takiego ucznia, gotowego zawsze wprawdzie olśniewać, nigdy jednak służyć, są w istocie szkodą dla służebności nauki i zdradą ducha (…). Tego rodzaju talenty, zanim jeszcze opanują one podstawy jakiejś duchowej dziedziny, należy z konieczną w tym wypadku bezwzględnością skierować na drogi wiodące ku nieintektualnym zawodom…”

NARCYZ I ZŁOTOUSTY

…”co jest dobre, wiemy, napisane to jest w przykazaniach. Ale Bóg nie jest tylko w przykazaniach, one są tylko najmniejszą Jego cząstką. Możesz wypełniać przykazania, a być bardzo dalekim od Boga…”
…”była to tylko chwila, drgający błysk: ujrzał twarz pramatki, pochyloną nad otchłanią życia, spoglądającą pięknie i okrutnie z nieprzytomnym uśmiechem, ujrzał, jak się uśmiechała do narodzin, do zgonów, do kwiatów, do szeleszczących liści jesiennych, uśmiechała do sztuki, uśmiechała do zgnilizny. Dla niej, pramatki, wszystko było równe, ponad wszystkim unosił się jak księżyc jej niesamowity uśmiech (…). Ale pramatka nie jest myślą, gdyż nie wymyśliłem jej, tylko widziałem! Żyje ona we mnie…”
…”Ale jedno wiedział: dobrze było iść za głosem matki, być w drodze ku niej, pociąganym przez nią, lub wzywanym, było to życie (…) jej powierzyć swój los, ona jest jego gwiazdą…”
…”Owszem jedno pozostawało: wieczna matka, prastara i wiecznie młoda, ze smutnym i okrutnym uśmiechem miłości. Znowu ujrzał ją na chwilę: olbrzymia, z gwiazdami we włosach, siedziała rozmarzona na skraju świata, niedbałą ręką zrywała kwiat za kwiatem, życie za życiem i wolno rzucała je w bezdenną otchłań…”
…”Teraz dopiero widzę, jak wiele istnieje dróg do poznania i że droga ducha nie jest jedyną, może nawet nie najlepszą (…) ale widzę, jak ty na przeciwnej drodze, przez zmysły, równie głęboko ujmujesz tajemnicę bytu…”
…”My myśliciele, usiłujemy zbliżyć się do Boga, odsuwając od niego świat. Ty zbliżasz się do niego, kochając Jego stworzenie i tworząc je na nowo…”
…”ciekaw umierania jestem dlatego tylko, że ciągle jest moją wiarą czy moim marzenie, że znajduję się w drodze do matki. Spodziewam się, że śmierć będzie wielkim szczęściem (…) nie mogę rozstać się z myślą, że zamiast śmierci z kosą matka zabierze mnie ze sobą i poprowadzi z powrotem w niebyt i niewinność…”
…”bez matki nie można kochać. Bez matki nie można umrzeć…”

PODRÓŻ NA WSCHÓD

…”ale nie możemy mu tego ułatwić. Utrudnił sobie odzyskanie wiary i obawiam się, że nie zobaczy nas i nie rozpozna, gdyby nawet znalazł się wśród nas. Utracił bowiem wzrok duchowy (…). Kiedyś w młodości zajaśniało im światło, kiedyś przejrzeli i poszli w ślad za gwiazdą, która rozbłysła nad nimi, ale z czasem odezwał się w nich głos rozsądku i szyderstwo świata znalazło dostęp do ich serc, potem przyszła małoduszność, pojawiły się pozorne niepowodzenia, zmęczenie i rozczarownie – i tak znowu utracili siebie, zgasł ich wzrok duchowy…”
…”figura ta składała się właściwie z dwóch postaci zrośniętych plecami (…) powoli i stopniowo zaczynałem przeczuwać, a potem rozumieć, kogo miała przedstawiać. Przedstawiała mnie, a ten obraz wydał mi się nieprzyjemnie niewyraźny i na wpół rzeczywisty, jego rysunek był zamazany, a całość ukazywała coś pozbawionego charakteru, słabego, umierającego lub chcącego umrzeć i wyglądała trochę tak, jak rzeźba zatytułowana “Znikomość” czy “Zepsucie”. Natomiast druga postać zrośnięta w jedno z moją, rozkwitała wspaniale w barwach i formach (…) zobaczyłem nie tylko, jak podwójna postać przypominająca mnie i Leo przybiera kształt wyraźniejszy i jeszcze bardziej upodabnia się do nas, lecz także zobaczyłem, że powierzchnia tych postaci była przejrzysta i że można było zobaczyć ich wnętrze (…). I ujrzałem, że we wnętrzu tych postaci coś się porusza, porusza się powoli, nieskończenie powoli, porusza się jak śpiący wąż. Działo się tam coś, bardzo wolno i łagodnie, ale nieprzerwanie przepływało czy topniało (…). Zdawało mi się, że z biegiem czasu cała substancja jednego obrazu przepłynie w drugi i wtedy pozostanie tylko jeden obraz: obraz Lea. Potrzeba było, by on wzrastał, a ja żebym się umniejszał…”
…”Ten pochód wiernych i ufnych, dążył na Wschód, do Ojczyzny Œwiatła, nieprzerwanie i od wieków, był on w drodze od całych stuleci, zmierzając do świetlistej krainy cudu, do Ojczyzny (…). Naszym celem był nie tylko Wschód, czy raczej: nasz Wschód był przecież nie tylko jakimś krajem czy pojęciem geograficznym, lecz również ojczyzną i młodością duszy, znajdował się wszędzie i nigdzie. Był jednością wszystkich czasów…”

KURACJUSZ

…”Równie ostrożnie, równie niejako mimochodem oświadczyłem, że nie wierzę w cierpienia i stany “o podłożu psychicznym”, że w mojej osobistej biologii i mitologii “psychika” nie jest czynnikiem ubocznym obok fizyczności, ale władzą nadrzędną, że zatem samopoczucie, wszelkie doznania przyjemności i bólu, także wszelkie choroby, wszelkie nieszczęśliwe wypadki i śmierć wywodzę z duszy. Jeżeli w stawach palców zaczynają mi się tworzyć podagryczne węzły, to jest to plastyczna manifestacja mojej duszy, dostojnej zasady życiowej, tkwiącej we mnie itd. Cierpienie duszy może się wyrażać rozmaicie, u jednego przybiera formę kwasu moczowego i szykuje zniszczenie jaźni, u innego tę samą funkcję spełni jako głód alkoholowy, u trzeciego zaś zagęści się w kruszynę ołowiu, która nagle wtargnie do jego czaszki. Przyznałem zarazem, że zakres możliwości niosącego pomoc lekarza w większości przypadków musi ograniczać się do wykrycia zmian materialnych, czyli wtórnych, i zwalczania ich takoż materialnymi środkami…”
…”czy w pewnych warunkach historycznych i kulturowych nie jest godniej, szlachetniej i słuszniej zostać psychopatą, niż dostosować się do tych warunków za cenę poświęcenia wszystkich swoich ideałów (…) stanowi temat niemal wszystkiego co piszę…”
…”W nic bowiem w świecie nie wierzę tak głęboko, żadne inne wyobrażenie nie jest mi tak drogie jak wyobrażenie jedności, jak pogląd, że cały świat jest boską jednią i wszelkie cierpienie, wszelkie zło polega tylko na tym, że my, poszczególni ludzie nie czujemy się już nieodłącznymi cząstkami tej całości, że Ja przydaje sobie zbyt wielkie znaczenie…”
…”a z sufitu – pomysł przepadłego bez wieści dekoratora – spoglądały przyjaźnie i bez najmniejszego zażenowania cztery wymalowane głowy słoni, które poprzednich dni nieraz wprawiały mnie w radość, bo jestem przyjacielem i wielbicielem hinduskich bogów i w każdej z tych głów widziałem wyrafinowanego, mądrego słoniogłowego boga Ganeszę, którego otaczam wielką czcią…”
…”Ale po tej śmierci zawsze następują ponowne narodziny, wciąż na nowo spływa na mnie łaska, a cierpienie i zagubienie przestają dolegać, błędy jaśnieją dobrem, klęski okazują się cenne, bo przywróciły mnie na łono matki, raz jeszcze umożliwiły mi doznanie łaski…”
…”Miłuj bliźniego swego jak siebie samego”, albo to samo na modłę hinduską “Kochaj bliźniego, bo on jest tobą”
…”Albowiem życie nie jest rachunkiem ani figurą matematyczną, tylko cudem. Tak było przez całe moje życie: wszystko wracało, te same niedole, te same pragnienia i radości, te same pokusy, wciąż na nowo uderzałem głową w ten sam mur, walczyłem z tymi samymi smokami, uganiałem się za tymi samymi motylami, powtarzałem wciąż te same konstelacje i stany, a jednak była to zawsze nowa gra, wciąż tak samo piękna, wciąż tak samo niebezpieczna, wciąż tak samo podniecająca…”
…”możesz zawsze do niej wkroczyć, należy do ciebie w każdej chwili, gdy odrzucasz czas, przestrzeń, wiedzę i niewiedzę, gdy wykraczasz poza konwencje, gdy z miłością i oddaniem oddajesz się wszystkim bogom, wszystkim ludziom, wszystkim światom i epokom. W takich chwilach doznajesz na raz jedności i wielości, widzisz przechodzących obok Buddę i Jezusa, rozmawiasz z Mojżeszem, czujesz na swojej skórze słońce Cejlonu i widzisz pokryte lodem bieguny…”
…”widzę z jaką przesadą kuracjusz Hesse reagował na śmieszne drobiazgi, rozpoznaję ucieszną grę jego uzależnień i kompleksów i zapominam, że te drobiazgi wydają mi się błahe i śmieszne tylko dlatego,że nie są już aktualne…”
…”Pod mikroskopem coś skądinąd niewidocznego albo brzydkiego, na przykład odrobina błota, może stać się cudowną gwiazdą z nieba, i podobnie pod mikroskopem prawdziwej psychologii (która jeszcze nie istnieje) każdy najmniejszy impuls duszy, choćby najgorszy, najgłupszy, najbardziej zwariowany, może stać się świętym, nabożnym widowiskiem, gdyż jest przecież jedynie przykładem, metaforycznym odbiciem największej znanej nam świętości – życia…”
…”chciałbym nieustannie pokazywać z zachwytem cudowną barwność świata, i zarazem przypominać, że zasadza się ona na jedności; chciałbym nieustannie dowodzić, że piękno i brzydota, światło i mrok, grzech i świętość są przeciwieństwami tylko przez chwilę, że zawsze splatają się ze sobą i przechodzą jedne w drugie..”
…”Cóż bardziej wstrząsającego, niż to, że jakaś religia, jakaś nauka, jakaś szkoła duszy przez tysiąclecia wykształca i sublimuje naukę o dobru i złu, o tym, co słuszne i niesłuszne, stawia coraz wyższe wymagania sprawiedliwości i posłuszeństwu, aby na koniec wznieść się do magicznego zrozumienia, iż dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych przed obliczem Boga znaczy mniej niż grzesznik w chwili nawrócenia!…”
…”Niechaj więc grzechy pozostaną grzechami – cieszmy się, jeśli przez chwilę udaje nam się nie gromadzić nowych!…”

GERTRUDA

…”Ach jak to możliwe, by życie było tak chaotyczne, rozstrojone i zakłamane, by wśród ludzi panowało kłamstwo, zło, zazdrość i nienawiść, gdy przecież każda najdrobniejsza pieśń i najskromniejsza muzyka tak wyraźnie głosi, że czystość, harmonia i braterskie współbrzmienie jasnych dźwięków otwiera niebo!…”
…”że w obrębie surowego posłuszeństwa i pokory winnej uczniowi prowadzi wąska, lecz wyraźnie widoczna droga ku wolności. Mimo to bywały nadal godziny i dni, i noce, w których wszystko było jakby ogrodzone kolczastym drutem, a ja z obolałym umysłem nie mogłem uporać się ze sprzecznościami i własnym niedouczeniem…”
…”Tak czyniły gwiazdy, a drzewa wystawiały na pokaz swe pąki, kwiaty i blizny, i czy oznaczało to dla nich rozkosz, czy ból, oddawały się potężnej woli życia. Jednodniowe muchy całymi rojami latały na ślepo ku śmierci, każde życie ma swój blask i swe piękno, a ja przez chwilę wejrzałem głęboko, zrozumiałem i zaakceptowałem, zaakceptowałem też moje życie i moje cierpienie…”
…”Również mocno wątpię w zdolność człowieka do świadomego kształtowania i formowania życia swojego i życia innych. Zdobywać można pieniądze, także zaszczyty i ordery, ale szczęścia lub nieszczęścia osiągać się nie daje. Można jedynie przyjmować to, co się nadarza i oczywiście można to czynić na rozmaite sposoby…”

Posted in: Cytaty autorów urodzonych zrealizowanych