Antoine de Saint – Exupery

Cytaty z różnych książek

“List do zakładnika”

“…Znałem, i wy również znaliście może, te rodziny trochę dziwaczne, które pozostawiają puste przy swoim stole miejsce zmarłego. Przeczą nieodwracalnemu. Nie wydawało mi się jednak nigdy, by takie wyzwanie rzucone oczywistości było pocieszające. Zmarłych trzeba traktować jak zmarłych. Wówczas przyjmują oni, w swoim charakterze zmarłych, inną formę obecności. Tymczasem te rodziny zawieszały ich powrót. Czyniły z nich wiecznie nieobecnych, współbiesiadników spóźnionych na wieczność. Zamieniały żałobę w bezprzedmiotowe oczekiwanie. I domy te wydawały mi się pogrążone w nieuleczalnym niepokoju, bardziej przygniatającym niż smutek…”
“…Spędziłem trzy lata na Saharze. Podobnie jak tylu innych przede mną, ja także marzyłem potem o jej uroku. Ktokolwiek poznał życie na pustyni, gdzie pozornie wszystko jest tylko samotnością i ogołoceniem, wspomina jednak tamte lata jako najpiękniejsze z tych, które przeżył. (…) Zapewne, Sahara przedstawia, jak okiem sięgnąć, jedynie przestrzeń monotonnego piasku, rodzaj bezkresnej kamienistej ławicy. Człowiek jest zanurzony bez przerwy w najautentyczniejszych warunkach nudy. A jednak niewidzialne bóstwa budują tam sieć linii, kierunków i znaków, muskulaturę ukrytą i żywą. Znika jednostajność. Wszystko nabiera orientacji. Nawet cisza jest tam niepodobna jedna do drugiej. (…) Ponieważ zaś pustynia sama w sobie nie przedstawia żadnego bogactwa dotykalnego, ponieważ na pustyni nie ma nic do zobaczenia ani do usłyszenia, a mimo to życie wewnętrzne zamiast słabnąć – właśnie tam się potęguje, trzeba uznać, że człowiek jest ożywiany przede wszystkim przez przyciągania niewidzialne. Człowiekiem kieruje Duch. Na pustyni wart jestem tyle, ile są warte moje bóstwa…”
“…Gdyż pustynia nie jest tam, gdzie się na ogół sądzi. Sahara jest bardziej pełna życia niż wielka metropolia, a miasto najludniejsze pustoszeje, jeżeli zasadnicze bieguny życia są pozbawione siły przyciągania…”
“…Podróżny, który przebywa szczyt górski zmierzając w kierunku jakiejś gwiazdy, jeœli zaabsorbuje się zbytnio problemami samego podejścia, naraża się na niebezpieczeństwo zapomnienia, jaka gwiazda go prowadzi. Jeśli trudzi się już tylko dla samej wspinaczki, nie dojdzie nigdzie…”

“Pilot wojenny”

“…Ważne jest, by zmierzać do celu, którego nie widać tak od razu. Jest to cel nie dla Rozumu, lecz dla Ducha. Duch umie kochać, ale bywa uśpiony. Wiem, na czym polega pokusa, równie dobrze jak Ojcowie Kościoła. Być kuszonym to, kiedy Duch śpi, doświadczać pokusy, by ulec racjom Rozumu…”
“…nagłe olśnienie jest tylko nagłym ujrzeniem przez Ducha – długo przygotowywanej drogi…”
“…Była to ciężka próba i ja odczuwałem ją jako próbę dla mego ciała. (…) Tyle naszemu ciału poświęcaliśmy starań! Ubieraliśmy je, myli, pielęgnowali, golili, poili, karmili. Niemal identyfikowaliœmy siebie z tym domowym zwierzęciem. Prowadziliśmy je do krawca, do lekarza, do chirurga. Cierpieliśmy razem z nim. (…) Mówiliśmy o nim: to jestem ja. I nagle to złudzenie pryska. (…) Twoje ciało należy do ciebie, ale nie jest już tobą. (…) Członki twego ciała? To po prostu narzędzia. (…) Sens twego życia ukazuje ci się w pełnym świetle. (…) W obliczu niebezpieczeństwa ciało traci swą wartoœć i zarazem znika jego kult. Człowiek przestaje interesować się sobą. Ważne jest tylko to czemu służy. Jeśli umrze, nie oddzieli się, lecz połączy. Nie zgubi, lecz odnajdzie. I nie jest to bynajmniej pobożne życzenie moralisty. To prawda codzienna, najbardziej zwykła, którą jedynie maskuje codzienne złudzenie. Czyż mogłem przewidzieć ubierając się do lotu i niepokojąc się o swoje ciało, że przejmuję się głupstwami? Dopiero w chwili kiedy trzeba to ciało oddać, odkrywamy wszyscy ze zdumieniem, jak mało nam w rzeczywistości na nim zależy. Ale przez całe życie, kiedy nie rozgrywają się sprawy ostateczne, kiedy nie rozstrzyga się sens mego istnienia, oczywiście nie wyobrażam sobie problemów ważniejszych niż dotyczące mego ciała. O ciało moje, niczym już jesteś dla mnie! Wyrzucono mnie z ciebie, nie mam żadnej nadziei, a mimo to niczego mi nie brak! Wypieram się wszystkiego, czym byłem do tej chwili. To nie ja myślałem, nie ja czułem. To moje ciało. Widocznie trzeba było dowlec je jakoś aż tutaj, by stąd zobaczyć, że jest ono czymś bez znaczenia…”
“…Właściwie nie umiera się. Wyobrażaliśmy sobie, że boimy się śmierci; a tymczasem boimy się niewiadomego, boimy się wybuchu, boimy się samych siebie. Ale śmierci? Nie. śmierć nie istnieje, kiedy się ją spotyka. Brat powiedział mi: “nie zapomnij napisać tego wszystkiego…” Kiedy ciało się rozprzęga, ukazuje się to co istotne. (…) Ciało porzuca się jak starego konia…”
“…Nie mogę oprzeć się przeciwstawieniu tych dwóch światów. świata samolotu i świata ziemi. Oto wylecieliśmy (…) poza dozwolone granice. Widzieliśmy płonącą Francję. Widzieliśmy w dali połyskliwą taflę morza. Postarzeliśmy się na tej wielkiej wysokości. Pochylaliśmy się nad odległą ziemią, niby nad gablotami muzeum. Igraliśmy w słońcu z pyłem myśliwców nieprzyjacielskich. Potem zeszliśmy na dół. Rzuciliśmy się w sam środek pożaru. Poświeciliśmy wszystko. I tam dowiedzieliśmy się o sobie więcej, niż moglibyśmy się dowiedzieć w ciągu dziesięciu lat rozmyślań. Na koniec opuściliśmy ten klasztor po dziesięcioletnim pobycie… A tymczasem na drodze pod nami, być może tej samej, nad którą przelatywaliśmy zdążając w stronę Arras, karawana posunęła się naprzód najwyżej o pięćset metrów. (…) Jesteśmy podobni do pielgrzymów, których nie męczy wędrówka przez pustynię, ponieważ serca ich zamieszkały już w świętym mieście…”

“Ziemia planeta ludzi”

“…Mierząc się z przeszkodą człowiek poznaje siebie…”
“…Pochwyciłem także zwierzenia wymieniane półgłosem. Była tam mowa o chorobach, pieniądzach, błahych troskach domowych. I to wszystko odsłoniło mi bezbarwne mury więzienia, w którym się ci ludzie zamknęli. (…) Stary urzędniku, mój towarzyszu podróży, nigdy nikt nie otworzył ci drzwi do wolności i nie ty odpowiadasz za to. Zbudowałeś swój spokój zalewając cementem jak termity, wszystkie wyloty i wzloty do światła. Zwinąłeś się w kłębek w swoim bezpieczeństwie mieszczańskim, w swoich nawykach, w dławiącym rytuale życia na prowincji, wzniosłeś ten skromny szaniec przeciwko wiatrom, przypływom i gwiazdom. Nie chcesz przejmować się wielkimi problemami, dość trudu kosztuje cię już wysiłek, by zapomnieć swoją kondycję człowieka. Nie jesteś mieszkańcem wędrownej planety, nie zadajesz sobie pytań, na które nie ma odpowiedzi: jesteś mieszczuchem z Tuluzy. Nikt nie ujął cię za ramiona, zanim jeszcze nie było za późno. Teraz glina, z której powstałeś, wyschła i stwardniała, nikt już nie dobudzi się w tobie muzyka, poety czy astronoma, którzy cię może zamieszkiwali kiedyś…”
“…Pracując dla samych dóbr materialnych budujemy sobie więzienie. Zamykamy się samotni ze złotem rozsypującym się w palcach, które nie daje nam nic, dla czego warto by żyć…”
“…Mało tego: człowiek, który o dwa kroki od nas zamknął się za murami klasztoru i żyje według nie znanych nam reguł, osiągnął prawdziwe szczyty samotności tybetańskiej, dale, do których nie zaniesie nas nigdy żaden samolot. Czego będziemy szukać w jego celi? Jest pusta. Królestwo człowieka jest w nim…”

“Twierdza”

“…Bo podobnie jak o drzewie, nic nie wiesz o człowieku, jeśli go podzielisz na momenty trwania i pokawałkujesz wedle tego, co go odróżnia. Drzewo to wcale nie nasienie, a potem łodyga, potem pień gibki, wreszcie suche drzewo. Nie trzeba go dzielić, by poznać. Drzewo , to ta potęga, co wolno zaœlubia niebo. Podobnie i ty, mały człowieku. Bóg sprawia, że rodzisz się, roœniesz, że wypełniają cię kolejno pragnienia, żale, radoœci i cierpienia, wœciekłoœć i prze-baczenie – a potem bierze cię do siebie z powrotem. Nie jesteœ jednakże ani uczniem, ani małżonkiem, ani dzieckiem, ani starcem. Jesteœ tym, który szuka swojej pełni. A jeżeli będziesz miał zobaczyć, że jesteœ gałązką kołysaną wiatrem, ale mocno wszczepioną w drzewo oliwne, poruszany powiewem zakosztujesz wiecznoœci. I wszystko dookoła ciebie stanie się wieczne…”
“…Rozumiałem już. Umiera gąsienica, kiedy zamienia się w poczwarkę. Umiera roślina, kiedy zawiązuje się ziarno. Każdy przemieniając się odczuwa smutek i niepokój…”
“…Pilne jest, rzecz jasna, żeby człowiek jadł, gdyż bez pożywienia nie będzie człowieka i w ten sposób problem przestanie istnieć. Ale miłoœć, sens życia i smak rzeczy boskich są ważniejsze. (…) Potępiam was więc nie za to, że zależy wam na zwykłym życiu. Ale za to, ze traktujecie je jako cel…”
“…Drzewo to moim zdaniem pewien ład. Ale ład jest tutaj jednością, która scala to, co różnorodne. Na jednej gałęzi ptak uwił gniazdo, ale na drugiej gniazda nie ma. Na jednej są owoce, na innej – nie. Jedna rośnie ku niebu, druga chyli się do ziemi. Ale moi generałowie rządzą się wyobrażeniem o wojskowej defiladzie i twierdzą, że ład panuje tylko wœród przedmiotów, które się niczym między sobą nie różnią. Toteż, gdybym im dał wolną rękę, postanowiliby ulepszyć œwięte księgi, ukazujące ład Bożej mądroœci, i uporządkowaliby litery, gdyż nawet dziecko pozna, że w książce litery są zupełnie wymieszane. Daliby więc razem wszystkie A, wszystkie B, wszystkie C – aż otrzymaliby książkę w pełni uporządkowaną. Książkę w sam raz dla generałów…”
“…Ci natomiast, którzy żywią się cudzym gestem i w zależności od niego, jak kameleon, zmieniają barwę, przyjaźni tym, od których mogą coś uzyskać, łasi na poklask oceniają siebie wedle sądów masy ludzkiej – to w moich oczach męty i wyrzutki. I nie są i nie mogą być porównani do twierdzy, kryjącej w sobie skarb, i nie przekazują hasła z pokolenia na pokolenie, ale pozwalają, aby ich dzieci rosły jak dziczki. I sami rosną jak grzyby, płytko, na powierzchni ziemi…”
“…Kiedy piszesz do człowieka, to jakbyś towarami ładował statek. Ale niewiele statków dobija do celu podróży. Toną w morzu. Niewiele jest zdań, które płynąc poprzez historię zachowują dawne brzmienie…”
“…No tak, sprawiedliwość. Gdyż sprawiedliwość w ich mniemaniu polega na tym, aby niszczyć to, co odbiega od zwyczajności. Niesprawiedliwością jest dla nich fakt, że istnieją Murzyni. Albo, że istnieją księżniczki, jeśli sami są robotnikami. A także obecność malarzy, kiedy sami nie pojmują malarstwa…”
“…Odradzam ci zatem polemikę. Gdyż ona nigdzie nie prowadzi. Jeœli inni są w błędzie, odrzucając twoją prawdę w imię tego, co im się wydaje oczywiste, zrozum, że ty także, w imię tego, co dla ciebie z kolei oczywiste, polemizując z nimi, odrzucasz ich prawdę. Przyjmij ich takimi jakimi są. Weź ich za rękę i poprowadź. Powiedz im tak: “Macie rację, ale musimy wejść na tę górę”. A wtedy wprowadzisz ład w świat, który cię otacza, a oni będą oddychać głęboko tą szeroką przestrzenią, którą zdobyli…”
“…Gardzę zatem tymi, którzy sami się ogłupiają, aby zapomnieć, albo – aby żyć w spokoju i uprościć sobie życie – dławią w sobie pragnienia własnego serca. Wiedz bowiem, że wszelka sprzeczność, z której nie ma wyjścia, wszelka kontrowersja, której się nie da uniknąć, zmuszają cię, abyœ rósł, po to, by je przekroczyć…”
“…Ty także, jeœli chcesz osiągnąć wielkość, ścieraj się z przeciwnościami; one prowadzą do Boga. To jedyna możliwa w świecie droga. Dlatego też, jeśli przyjmiesz cierpienie, ono da ci wielkość. Są jednak i miejskie drzewa, których nie hartuje pustynny wiatr. Są ludzie słabi, którzy nie potrafią się przezwyciężyć. Dane im jest szczęście przeciętne i sami, zdławiwszy część swojej istoty, tak właœnie je kształtują. Zatrzymują się w przydrożnej oberży i spędzają tam całe życie. To życie poronione. I nie obchodzi mnie, co z nimi się stanie ani jak będą żyć. Siedzą skuleni na swoim nędznym dobytku i to nazywają szczęœciem. Nie mają wrogów ani dookoła siebie ani wewnątrz siebie. Zamykają uszy na głos Boga, który jest nie-wyrażalną potrzebą, szukaniem i pragnieniem… Boga nie można osiągnąć, On ukazuje się wciąż przed nami, a człowiek buduje się w przestrzeni jak korona drzewa…”
“…Dlatego oto masz gardzić sądami tłumu. One bowiem sprowadzają cię w twoje własne granice i nie pozwalają rosnąć. (…) Tacy ludzie chcą, żebyœ zamknął się w tym, co masz i trwał niezmiennie jak pasożyt, jak rabuś własnego mienia. Jaka potrzeba kazałaby ci wtedy poszukiwać Boga, układać pieśń i piąć się dalej w górę…”
“…Pytasz mnie czasem: “Czy mam obudzić tego człowieka, czy niech śpi raczej, gdyż powinien zaznać szczęścia?” odpowiem ci wtedy, że nie wiem nic o szczęściu. Ale jeśli jest ono jak zorza polarna, czybyś nie przebudził swego przyjaciela? Nikt nie powinien spać, jeœli ma szansę ją zobaczyć. Oczywiście, on lubi spać, ułożył się tak wygodnie; wyrwij go jednak z tego szczęœcia – snu i niech się stanie sobą…”
“…Niepamięć o Bogu i towary, z których korzystamy, tak nas uformowały. W rzeczywistoœci jednak to, co dajesz, nie uboży cię, ale przeciwnie – przymnażasz bogactw, które możesz rozdzielać. W ten sposób ten, kto kocha w Bogu wszystkich ludzi, nieskończenie mocniej kocha każdego człowieka, niż ten, kto kocha jednego i tylko przed owym wspólnikiem otwiera nędzną izbę swojej duszy. (…) Gdyż dawać to rzucać most poprzez przepaœć samotnoœci…”
“…Tej samej tajemnicy chciałbym ciebie nauczyć. Cała twoja przeszłość to tylko narodziny, podobnie jak po dziś dzień – wydarzenia z dziejów królestwa. I żałować czegokolwiek to taki sam absurd, jak żałować, że się nie urodziłeś w innej epoce, albo, że nie jesteś niski, kiedy jesteś wysoki, albo że nie żyjesz w innym kraju, i w tych absurdalnych rojeniach znajdować powód do rozpaczy na każdą chwilę. Szalony, kto zgrzyta zębami unosząc się gniewem na przeszłoœć, która jest jak granitowy blok, i zamknięta. Przyjmij ten dzień tak jak jest ci dany, zamiast bić głową o nieprzekraczalny mur. Nieodwracalnoœć nic nie znaczy, gdyż jest cechą wszystkiego, co przeminęło. A ponieważ nie ma czegoœ takiego jak cel osiągnięty albo cykl zamknięty, albo epoka zakończona – chyba, że dla historyków, którzy wymyœlają podziały czasu – żebyœ mógł żałować postępowania, które nie zostało jeszcze uwieńczone wynikiem i nigdy nie zostanie – gdyż sens rzeczy nie leży w bogactwie nagromadzonym, z którego potem korzystają plemiona osiadłe, ale w płomieniu przemiany, wędrówki i pragnienia…”
“…A tymczasem jedyna prawdziwa wynalazczość to odczytywać teraźniejszość. (…) Tylko teraźniejszość trzeba wciąż porządkować. Po co dyskutować o dziedzictwie? Przyszłość nie po to jest, aby ją przewidywać, ale by ją przyjąć…”
“…Więc gdzież tu miejsce na rozpacz: wszędzie tylko wieczne narodziny. To prawda, że jest także nieodwracalność, ale ani to wesołe, ani smutne. Nieodwracalnoœć to istota tego, co minęło. Nieodwracalne są moje narodziny, bo oto jestem. Nieodwracalna jest przeszłość, ale teraźniejszość leży przed tobą, jak budulec bezładnie rzucony u stóp budowniczego, i to ty masz z niego urobić przyszłoœć…”
“…Ja domagam się, abyœ żył nie tym, co otrzymujesz, ale tym, co dajesz, bo tylko tym wzrastasz…”
“…I nie dotknąłem Boga – ale Bóg, który się daje dotknąć, nie jest Bogiem. I nie jest Bogiem, jeśli wysłuchuje modlitw. I po raz pierwszy pojąłem, że wielkość modlitwy leży przede wszystkim w tym, że nie ma na nią odpowiedzi, i że ta wymiana nie ma w sobie odrażającego piętna wymiany handlowej. I że nauka modlitwy jest nauką ciszy. I że miłość zaczyna się dopiero tam, gdzie nie ma oczekiwania na dar. Miłoœć jest więc przede wszystkim ćwiczeniem się w modlitwie, a modlitwa – ćwiczeniem się w ciszy…”
“…Natomiast ludzie, którzy nie mają królestwa dającego życie, a zatem nie znajdujący żadnego uroku w przedmiotach, patrzą na nie z irytacją. “Dlaczego bogactwo mnie nie ubogaca?” – skarżą się i sądzą, że trzeba je zatem pomnażać, ponieważ nie było dość wielkie. I przywłaszczają sobie jeszcze więcej przedmiotów, i jeszcze bardziej są nimi przytłoczeni. A niepokój, nie dający się niczym złagodzić, rodzi w nich okrucieństwo. Bo nie wiedzą, że szukają czego innego, ponieważ dotąd tego nie spotkali. (…) Albowiem nie istnieje w nich nic, co pozwoliłoby przedmiotom budzić w sobie wzajemne echa. Żyją więc na pustyni pełnej porzuconych bezładnie kamieni…”
“…Szalony, kto sądzi, że ludzkiego szczęœcia trzeba szukać w zaspokajaniu pragnień, przekonany, że dla idących liczy się przede wszystkim dojście do kresu. A kresu przecież nigdy nie ma…”
“…A jeœli rzuciłem w człowieka ziarno kultury, trzeba mi więcej czasu niż jedno życie ludzkie, żeby puściła gałęzie, liście i dała owoce. I nie mam zamiaru codziennie odmieniać oblicza, bo wtedy nic się nie narodzi. To wielki błąd wierzyć w trwanie równe jednemu życiu ludzkiemu…”
“…I dlatego nie wszystkie rytuały i ofiary są równie dobre, nie wszystkie ceremoniały i nie wszystkie drogi. Są także i złe, tak jak jest muzyka wulgarna. Ale nie potrafię tu dokonać podziałów rozumowo. Poznam to po znaku, którym jesteś ty sam. Jeżeli chcę ocenić drogę, ceremoniał albo wiersz, patrzę na człowieka, kim się stał zetknąwszy z nimi. Albo słucham jak bije jego serce…”
“…twierdzę, że nie rozum światem rządzi, ale Duch…”
“…Powiesz mi, że małe dziecko zawsze jest kruche i że człowiek, który w przyszłości zmieni świat, w niemowlęctwie mógł być zgaszony jak świeca. Ale ja widziałem, jak umierało dziecko Ibrahima. Póki było zdrowe, jego uśmiech był jak podarunek. “Chodź tu”, wołano na dziecko Ibrahima. I dziecko podchodziło do starca, i uśmiechało się. A starzec cały się rozjaśniał. Głaskał dziecko po policzku i nie bardzo wiedział, co mu mówić, ponieważ to dziecko było jak lustro, w które patrząc człowiek czuje zawrót głowy. Albo jak okno. Bo dziecko zawsze onieśmiela, jak gdyby była w nim jakaś ogromna mądrość. I to prawda, bo zanim dorośli skrzywią go i pomniejszą, duch jego jest silny. (…) A to tylko dziecko, co otwiera i przymyka oczy – jak okna prowadzące gdzieś dalej i poza. Które mało co mówiąc, czegoś uczy. Bo prawdziwe nauczanie nie polega na tym, aby mówić do ciebie, ale aby cię prowadzić. I ciebie starego, ono prowadzi jak pasterz swoje stado na niewidzialne łąki, o których nigdy byś nawet nie wiedział, gdybyś przez jedną chwilę nie poczuł, że nasycony jest twój głód i pragnienie…”
“…Pokora nie jest poddaniem się wobec ludzi, ale wobec Boga…”
“…Nic nie znajdziecie zamieniwszy się w plemię osiadłe i sądząc, że pośród poczynionych zapasów sami jesteście jak gotowy, odłożony na stronę zapas. Nie istnieją bowiem poczynione zapasy, a kto przestaje rosnąć umiera…”
“…Domagając się równości, jak przy korycie w stajni, ludzie dali początek nędzy. Wszystko im trzeba dawać. Szukając chwały dla tłumu, w każdą duszę wprowadzono tłum. Ale jeżeli w jednostce dasz chwałę człowiekowi, zbudujesz człowieka, a ludzie wejdą na drogę bogów…”
“…Podobnie jak możesz mnie czytać z roztargnieniem i nie rozumiejąc, tak możesz być poddany ceremoniałowi a nie wzrastać. Twoje skąpstwo pomieści się bez trudu w hojności rytuału…”
“…Od tak dawna słyszę, jak mówisz “Ja, ja, ja…”, że w swojej dobroci odpowiedziałem wreszcie na zaproszenie twoich bębnów i popatrzyłem na ciebie. Zobaczyłem tylko magazyn towarów. Co ci daje ich posiadanie? Jesteś jak skład, albo jak szafa, ale nie bardziej pożyteczny, ani bardziej rzeczywisty niż szafa albo skład. Lubisz kiedy ludzie mówią: “Szafa jest pełna”, ale kim jest ta szafa? (…) – Nie sądź, że niepokoję się w imieniu bliżej nieokreślonej sprawiedliwości. Skarb, który zalega twoje piwnice, jest imponujący i nie nim się gorszę. To prawda, żeś grabił królestwo. Ale i ziarno dokonuje grabieży wobec ziemi, aby zbudować drzewo. A ty pokaż mi drzewo, które zbudowałeś…”
“…Tak oto pojąłem, czym jest święto: chwilą przejścia z jednego stanu w drugi. (…) Długo wędrowałeś; nagle otwierają się drzwi – to właśnie święto…”
“Mały Książę”
“Okazało się, że na planecie Małego Księcia, tak jak na wszystkich planetach, rosły rośliny pożyteczne oraz zielska. W rezultacie znajdowały się tam dobre nasiona roślin pożytecznych i złe nasiona zielsk. Ale ziarna są niewidoczne. Œpia sobie skrycie w ziemi aż do chwili, kiedy któremuś z nich przyjdzie ochota obudzić się. Wypuszcza wtedy cudowny, bezbronny pęd, który najpierw nieśmiało wyciaga się ku słońcu. Jeżeli jest to pęd rzodkiewki albo róży, można mu pozwolić rosnąć, jak chce. Ale jeżeli jest to zielsko, trzeba wyrwać je jak najszybciej, gdy tylko się je rozpozna…”
“Znam planetę, na której mieszka pan o czerwonej twarzy. On nigdy nie wąchał kwiatów. Nigdy nie patrzył na gwiazdy. nigdy nikogo nie kochał. Niczego w życiu nie robił poza rachunkami i cały dzień powtarza tak jak ty: “Jestem człowiekiem poważnym, jestem człowiekiem poważnym”. Nadyma się dumą. Ale to nie jest człowiek. To jest grzyb….”
“…Królowi bardzo zależało, aby jego autorytet był szanowany. Nie znosił nieposłuszeństwa. Był to monarcha absolutny. Ponieważ jednak był bardzo dobry, dawał rozkazy rozsądne. Jeśli rozkażę – zwykł mówić – jeśli rozkażę generałowi, aby zmienił się w morskiego ptaka, a generał nie wykona tego, to nie będzie wina generała. To będzie moja wina. (…) Należy wymagać tego, co można otrzymać. Autorytet opiera się na rozsądku…”
“…A oto mój sekret. Jest bardzo prosty: dobrze widzi sie tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu. (…) Ludzie zapomnieli o tej prawdzie…”

Posted in: Cytaty autorów urodzonych zrealizowanych